Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Początek roku szkolnego bez zaskoczeń. Rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak już po siódmej rano zaczął w TVN 24 snuć opowieści o edukatorach seksualnych, którzy "chociażby w Poznaniu wychwytują dziecko gdzieś rozchwiane, zaniedbane" i podają mu "jakieś środki farmakologiczne, żeby zmieniać jego płeć". - Bez wiedzy i zgody rodziców i lekarzy - co podkreślił. 

Dzień wcześniej do dyrektorów szkół na Mazowszu dotarł list od wojewódzkiej kuratorki oświaty Aurelii Michałowskiej. Wyraża w nim zaniepokojenie "niektórymi inicjatywami edukacyjnymi podmiotów zewnętrznych dotyczących szeroko pojętej edukacji seksualnej" i przytacza art. 48 konstytucji, który daje prawo rodzicom do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. "Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania" - czytamy w liście.

Kuratorka cytuje też zapis prawa oświatowego, że w szkole nie mogą działać partie i organizacje polityczne, a "podjęcie działalności w szkole lub placówce przez stowarzyszenie lub inną organizację wymaga zgody dyrektora szkoły lub placówki i pozytywnej opinii rady szkoły lub placówki i rady rodziców”.

Nie dziwię się tym wystąpieniom. Czekam na kolejne. Przecież Ordo Iuris już w zeszłym tygodniu przygotowało  instrukcję prawną dla kuratorów oświaty, jak blokować wprowadzenie do szkół zajęć antydyskryminacyjnych i z edukacji seksualnej i występować w tej sprawie przeciwko samorządom. 

W tzw. memorandum dla kuratorów oświat można przeczytać m.in.: "Jednostki samorządu terytorialnego nie posiadają kompetencji pozwalających na wprowadzanie do szkół treści nauczania objętych zakresem podstawy programowej, w szczególności nie są uprawnione do wprowadzania zajęć z tzw. edukacji antydyskryminacyjnej” i „edukacji seksualnej”. Ponadto podejmowane przez niektóre samorządy działania zmierzające do wprowadzenia takich zajęć są pozbawione podstaw prawnych oraz stanowią wkroczenie w zakres kompetencji ministra właściwego do spraw oświaty i wychowania. Są, tym samym, sprzeczne z normami konstytucyjnymi, samorządowymi ustawami ustrojowymi i Prawem oświatowym".

Do tego 16 stron maszynopisu ze szczegółowym omówieniem przepisów, które mają stać się orężem kuratorów w walce z edukacją antydyskryminacyjną i seksualną. 

Wobec edukacji seksualnej Ordo Iuris używa zestawu stałych określeń, które mają zdyskredytować te zajęcia. Pisze więc o "wulgarnej edukacji" oraz o "demoralizacji i seksualizacji dzieci".

W zeszłym roku do walki z edukacją seksualną organizacja mobilizowała rodziców, zachęcając ich do aktywnej działalności w trójkach klasowych. Robiła to z sukcesami. W wielu szkołach propozycje wprowadzenia takich zajęć spotykały się z ostracyzmem ze strony innych rodziców. Katarzyna Banasiak, koordynatorka grupy Ponton, komentowała to w "Wyborczej": - Przykro myśleć, że potrzebna jest dziś odwaga, by organizować w szkołach edukację seksualną.

Teraz jednak może się okazać, że strażnicy uczniowskiej moralności nie będą mieli w szkołach z kim walczyć. Pandemia i klimat polityczny spowodowały, że edukatorzy z Pontonu ten rok szkolny planują głównie w internecie i na zajęciach poza szkołami. 

- Rozwijamy nasz kanał na You Tubie i tam zapraszamy młodych ludzi. O ile pozwoli na to pandemia, będziemy również chcieli prowadzić tradycyjne warsztaty poza szkołą, dostępne dla wszystkich zainteresowanych - mówi dziś nam Katarzyna Banasiak. 

Instrukcje, jak blokować edukację seksualną w internecie - ktoś wątpi, że się pojawią? - będą kolejnym milowym krokiem w rozwoju polskiej szkoły i polskiego społeczeństwa.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.