Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem matką dwójki dzieci LGBT. Matką dzieci nieheteronormatywnych, mieszkającą w Polsce.

Na nieszczęście w Polsce.

Moje dzieci mają 19 i 28 lat. Jedno jest osobą homoseksualną, drugie transseksualną.

Dlaczego? Bo takie się urodziły,

odkryły swoją tożsamość płciową w pewnym okresie swojego życia i postanowiły żyć w zgodzie ze sobą. Z moim całkowitym poparciem.

Niestety, nie będą żyć tu, w Polsce. Dwa miesiące temu zadecydowali o opuszczeniu kraju.

Wyjechali do 2 różnych krajów UE. Do NORMALNYCH KRAJÓW.

Jeden do pracy, drugi na studia. Żaden nie wróci do Polski.

Dlaczego?? ZE STRACHU!

Mój syn, gej, kilka razy został pobity. Mój transseksualny syn boi się, co go czeka, "gdy ktoś się dowie". Ktoś, czyli nawiedzony Rycerz Maryi czy kibol.

Jestem matką, jestem Polką.

Całe zawodowe życie uczyłam młodzież szacunku dla innego człowieka, empatii, zrozumienia. Całe 30 lat pracy w oświacie uczyłam młodzież opowiadania się za słabszym. Tego samego uczyłam moje dzieci.

Nie rozumiem szerzącej się nienawiści do osób LGBT, nie rozumiem wykluczania ich poza nawias społeczeństwa, nie rozumiem takiej "miłości bliźniego" w katolickim ponoć kraju.

Jestem matką, jestem Polką.

I mam do Polski żal, olbrzymi żal o to, że nie mogę widzieć moich dzieci na niedzielnych obiadach.

Mam do Ciebie Polsko żal, że nie mogę być przy moich dzieciach w ważnych dla nich chwilach.

I nigdy Ci nie wybaczę Polsko, że moje dzieci musiały uciekać, zostawiając mnie z rozdartym sercem i duszą.

Małgorzata

To bardzo gorzki list. Tylko od nas zależy, czy młodzi ludzie nie będą uciekać z Polski. Czekamy na Wasze komentarze, opinie. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.