Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

List Otwarty do Piotra Dudy, przewodniczący NSZZ "Solidarność"

Świętujemy 40. rocznicę powstania NSZZ "Solidarność" – ruchu związkowego, który zmienił bieg historii nie tylko w naszym kraju, ale i w Europie.

Sierpień roku 1980. W samym sercu Europy, w jej komunistycznej części, wydarzyło się coś, co nie miało prawa się wydarzyć. Smutny, zabiegany człowiek, przytłoczony codziennością podniósł w gniewie swoją szarą twarz i wykrzyczał podłemu systemowi w pysk: "dość". Nagle poddani wypowiedzieli posłuszeństwo "władzy", która uzurpowała sobie w swoim cynizmie nazywać się robotniczą.

Dziesięć milionów Polaków zrzeszyło się w Niezależny Samorządny Związek Zawodowy "Solidarność" i zażądało prawa do współdecydowania w kształtowaniu przyszłości własnego kraju i każdego obywatela z osobna, domagając się od władz spełnienia 21 postulatów.

Ta nasza "wiosna ludów" została brutalnie rozjechana czołgami 13 grudnia 1981 r. na rozkaz "obrońców robotników"  skupionych w kierownictwie jedynie słusznej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.  

My, dzisiejsi sześćdziesięciolatkowie, a w tamtym czasie 20-letni młodzi ludzie wchodzący dopiero w dorosłe życie, w absolutnym zaufaniu w pełni poparliśmy walkę swoich starszych kolegów oraz rodziców o lepsze jutro.

Niejednokrotnie to my, młodzi, a co za tym idzie – bezrefleksyjnie odważni, w bezgranicznym zaufaniu, że warto, że tak trzeba, że to my mamy rację, byliśmy pierwszą linią, tarczą przeciw siłom porządkowym wysyłanym przez "ludową" władzę do pacyfikacji własnych obywateli.

Działania podziemnej opozycji wspieranej przez demokratyczne siły wolnego świata, skupionej wokół działaczy "Solidarności", doprowadzają w 1989 r. do Okrągłego Stołu i wymuszają na ówczesnej władzy w części wolne wybory oraz odrodzenie nieskrępowane zakazami NSZZ "Solidarność".

Niestety, umowy okrągłostołowe oddały nas razem z naszymi miejscami pracy w łapy wszelkich szumowin spekulacyjnych z Zachodu oraz naszych rodzimych "businessmanów" wywodzących się do niedawna w przytłaczającej większości z działaczy PZPR i ich pretorianów z resortów siłowych. Niewątpliwym faktem tamtego czasu jest to, że jedyną nieskrępowaną wolność, jaką nam zafundowano z dnia na dzień, było szlifowanie bruków od rana do wieczora w charakterze bezrobotnego lumpenproletariatu.

Mimo pomocy ze strony Francuskiej Demokratycznej Konfederacji Pracy, związek "Solidarność" początku lat 90. nie dostosował się do zmieniającej się rzeczywistości gospodarczej i nie przeorganizował swoich podstawowych komórek, pozostając z podstawowymi strukturami decyzyjnymi wewnątrz zakładów pracy. Niestety, muszę to z przykrością stwierdzić, nie udźwignął zadań, jakie na niego spadły po roku 1989.

Tysiące ludzi z dnia na dzień traciło pracę, a związek nie był w stanie im pomóc, bo tracił siedziby i był likwidowany w zamykanych zakładach pracy. Z 10-milionowej organizacji roku 1980 w roku 2010 pozostało ok.  600 tys.  członków, tj.  6 proc. pierwotnego stanu posiadania.  

Obecnie, mam prawo przypuszczać, liczba członków jest jeszcze mniejsza. Z powszechnego, ogólnokrajowego stał się raczej regionalnym, śląskim, gdzie prosto jest ze względu na specyfikę zatrudnienia prowadzić działalność. Łatwo i przyjemnie pokazywać się i wygłaszać mowy wśród silnych, jakimi bez wątpienia są struktury związkowe na Śląsku.

Trudno, ale jednocześnie odważnie, jest bronić rozproszonych i słabych. Z 21 postulatów Sierpnia '80 nigdy nie został zrealizowany postulat nr 14: obniżyć wiek emerytalny dla kobiet do 55 lat, a dla mężczyzn do lat 60.

NSZZ "Solidarność" w osobie pana przewodniczącego w maju 2015 roku podpisała umowę z kandydatem na urząd prezydenta RP panem Andrzejem Dudą, w ramach której w zamian za poparcie jego kandydatury zobowiązał się wnieść do Sejmu jako przyszły prezydent RP inicjatywę ustawodawczą dot. emerytury powiązanej ze stażem pracy.

Niestety, przy zmianie ustawy o wieku emerytalnym w 2016 r. parlament, a w zasadzie Zjednoczona Prawica jako większość parlamentarna, odrzucił procedowanie tzw.  emerytur stażowych, zasłaniając się kwestiami ekonomicznymi.

Rok 2020. Ponownie w maju przewodniczący związku pan Piotr Duda, w zamian za poparcie kandydatury prezydenta na reelekcję, podpisał prolongatę umowy z 2015 dot. między innymi emerytur powiązanych ze stażem pracy.

Dzisiejsze świętowanie 40-lecia  "Solidarności" dla nas – ludzi z długoletnim stażem, przekraczającym nieraz 40-45 lat, ma gorzki smak.

Panie Przewodniczący, najwyższy czas zejść z piedestału i przypomnieć sobie, skąd wziął się ten ruch i w jakim celu. W naszym odczuciu dzisiejszy związek daleko odbiegł od korzeni, dziś bardziej podobny jest do partii politycznej. Wycieranie foteli w salonach polityków niczego dobrego nie wróży, taki mezalians może tylko zaszkodzić "Solidarności".  

My, niedoszli emeryci stażowi, upominamy się od pana jako przewodniczącego związku i osoby, która swoim i "Solidarności" autorytetem gwarantowała wypełnienie zobowiązań zaciągniętych przez pana Andrzeja Dudę jako prezydenta RP w stosunku do ludzi pracy, aby Pan doprowadził do wypełnienia deklaracji wyborczej, czyli do złożenia inicjatywy ustawodawczej dot. emerytury powiązanej ze stażem pracy.

Jednocześnie oświadczamy, że w świetle ostatnich wydarzeń, a zwłaszcza procedowania przez parlament wieczorem 14 sierpnia 2020 horrendalnych podwyżek diet parlamentarzystów i pensji osób na kierowniczych stanowiskach w państwie, w sposób bardziej przypominający nocne knowania łotrów niż stanowienie prawa, nie przyjmujemy argumentu "władzy" – braku funduszy w budżecie na emerytury "stażowe".  

My nie wyciągamy rąk po cudze, tylko chcemy otrzymać to, co nam się słusznie należy, co mamy zgromadzone  w ZUS-ie po przepracowaniu 35-40 lat.

Sławomir Pankowski, drukarz z Koszalina

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.