Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Okrągła rocznica powstania "Solidarności" ożywia wspomnienia zwykłego obywatela z tamtych lat 80., sekundującego gromadce bohaterów, dzięki którym po latach odsunięto komunistów od władzy.

Jako nastolatka pamiętam tatę szukającego częstotliwości Radia Wolna Europa. Dochodził do mnie mniej lub bardziej wyraźny męski głos, jak pojawiająca się i znikająca fala. Pamiętam też oburzenie ojca, gdy przynieśliśmy ze szkoły ówczesny fakt historyczny o wymordowaniu przez Niemców polskich oficerów w Katyniu.

Pamiętam zdobycie Mount Everestu przez Wandę Rutkiewicz i nie wiedziałam, z czego być bardziej dumna, bo wyczyn ten zbiegł się z wyborem papieża Karola Wojtyły, który potem powiedział: "Dobry Bóg tak chciał, że tego samego dnia weszliśmy tak wysoko".

Pamiętam długie kolejki za masłem, w których zbierały się całe rodziny - rodzice po powrocie z pracy, dzieci po szkole - by kupić parę kostek naraz. Dobra logistyka ułatwiała życie i wprowadzała harmonię międzypokoleniową, przynajmniej w obszarze zaopatrzenia.

Gdy w okolicach świąt rzucali pomarańcze w sklepach, wracała rodzinna niepisana umowa i ruszaliśmy, jak roboty, na polowanie. Myślę też o matce, która znosząc do domu niezidentyfikowane sztuki mięsa, potrafiła z nich stworzyć smaczny posiłek. O swojej przyszłej aktywności kulinarnej myślałam z przerażeniem.

A potem przyszła "Solidarność"

Najpierw niedowierzanie, potem nadzieja, duma i strach. Pamiętam dziennikarzy telewizyjnych przebranych w wojskowe mundury, a zwłaszcza generała w dużych ciemnych okularach, który monotonnym, ale stanowczym tonem ogłaszał stan wojenny. Pamiętam zimę z siarczystym mrozem i zaspami po pas, i dziecięcą radość z zamknięcia szkoły. Pamiętam brata, który za roznoszenie ulotek i wpięcie "oporników" w kolorowy sweter zapłacił maturą niezdaną w terminie. A na świadectwach szkolnych widniał cytat: "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie".

Szare dni stawały się nagle kolorowe, gdy do gry wchodzili nasi sportowcy. Każdy Polak utożsamiał się z ich sukcesami, bo generowali oni w nas nieznane dotąd przeżycia, same pozytywne emocje, wzruszenia i dumę narodową.

Jako studentka pamiętam wizytę w biurze paszportowym w centrum dużego miasta i oficera świecącego mi lampą biurową prosto w twarz. Pytał, gdzie, na jak długo i po co wyjeżdżam. Fakt ten akceptowało się z pokorą, bo radość z otrzymania paszportu była silniejsza niż wcześniejsze upokorzenie. Potem trzy doby oczekiwania na wizę pod ambasadą, by dostać upragnioną pieczątkę i zielone światło na wyjazd. Pamiętam postój w Berlinie wschodnim, gdzie na peronie żołnierze sprawdzali pociąg w towarzystwie szczekających owczarków. Połowa lat 80., a skojarzenia były stresogenne.

Ktoś kiedyś podsunął mi do podpisu białą niezapisaną kartkę

Po rocznym pobycie na Zachodzie obowiązkowa wizyta w biurze paszportowym, by oddać książeczkę wolności i przejść kolejne przesłuchanie. Pamiętam kontakt ze Służbą Bezpieczeństwa, pytania o szczegóły pobytu wśród zagranicznych studentów. Ktoś kiedyś podsunął mi do podpisu białą niezapisaną kartkę. Moja odmowa nie skutkowała na szczęście wydaleniem z uczelni.

Moje pokolenie ma wielkie szczęście, bo żyło w trzech rzeczywistościach. Wchodziliśmy w dorosłość, gdy gospodarka sterowana przekształcała się w wolnorynkową. Jesteśmy na tyle dojrzali, by pamiętać komunizm, a wystarczająco młodzi, by cieszyć się dobrodziejstwem transformacji i członkostwem w Unii Europejskiej. Pamiętamy, jak było, dlatego tym bardziej doceniamy demokrację, praworządność i respektowanie praw obywatelskich. Nic raz zdobyte nie zostanie na zawsze, jeśli pozwolimy sobie na obojętność.

Dziś "Solidarność" to zaprzeczenie tamtych wartości

"Solidarność" dzisiejsza jest zaprzeczeniem tych wartości, o jakie walczyli Wałęsa z Frasyniukiem. Polska PiS-u to fałszowanie historii, pogarda dla dokonań prawdziwych demokratów oraz zamach na konstytucję, sądy i wolność obywatelską. Jeśli szarym obywatelem targa złość i bezsilność, jakie uczucie musi towarzyszyć ludziom czynu pierwszej "Solidarności", którzy walczyli i siedzieli za wolną Polskę w więzieniu? Z pewnością ich ból jest większy niż mój. I piszę to ze ściśniętym gardłem, ale dobrze, że Geremek i Mazowiecki patrzą teraz na to wszystko z góry.

Czytelniczka M.D.

Czekamy na Wasze wspomnienia czasów "Solidarności". Jak zapamiętaliście tamte dni, kiedy ukonstytuowała się "Solidarność"? Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze. Piszcie:

Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.