Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem mamą dziecka, które od 1 września wróci do szkoły. Jestem jednak pewna obaw, ponieważ się boję, że przyniesie do domu koronawirusa. Zawsze we wrześniu-październiku był to katar, przeziębienie, teraz doszedł jeszcze ten wirus. Myślę, że moje obawy podziela dużo rodziców.

Tym bardziej że szkoły nie są absolutnie przygotowane do tego wyzwania. Córka chodzi do Liceum Ogólnokształcącego nr 1 w Opolu, która ma bardzo mały budynek.

W wyniku nieprzemyślanej reformy byłej minister Zalewskiej szkoła zapełniła się podwójną liczbą klas pierwszych (po ósmej klasie i gimnazjum), w związku z czym jest tam ogromne zagęszczenie, zarówno jeśli chodzi o klasy, jak i na korytarzach.

Jak więc dzieci mają zachować odpowiednią odległość od siebie na przerwach, w toaletach itd.? Jeśli któreś dziecko będzie zarażało, cała szkoła pójdzie na kwarantannę. A co z rodzinami?

Szkoły i koronawirus. Czy możliwe jest odszkodowanie od państwa?

Strasznie to lekkomyślne i nieprzemyślane ze strony rządu PiS.

Rodzic zarażonego dziecka w szkole powinien podać państwo do sądu o odszkodowanie, może by się czegoś rządzący wtedy nauczyli

Chyba że chodzi o naturalny przesiew osobników słabszych, starych (patrz: rodzina dziecka). Nie trzeba będzie płacić emerytur itd. Tym bardziej że mamy wielki deficyt budżetowy. Gdzie troska państwa o obywatela? To wszystko jest przerażające...

Czytaj także: Jestem mamą 7-latka, który pójdzie do rejonowej podstawówki. Uderzyło mnie, że nie prowadzimy debaty na temat szkoły. Czy angażujemy się tylko tam, gdzie możemy stracić pieniądze?

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze. Wyborcza to Wy. Piszcie: Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.