Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dziękuję redaktorowi Witoldowi Gadomskiemu za tekst w "Gazecie Wyborczej" z dnia 25.08.2020. „Białoruś, czyli taka była alternatywa dla polskich reform”. Dostarczył mi istotnych aktualnych informacji o ekonomicznej sytuacji u sąsiada. W węższym zakresie znałem ją z racji dosyć licznych zawodowych wyjazdów do Białorusi, kiedy to za 1 USD dostawało się, centralnie ustalone, 2150 BRB.

Ale szczególnie dziękuję redaktorowi za pierwsze zdania tekstu, w których przypomina nam, jak to Jan Śpiewak swoje buńczuczne „niedoczekanie” skierował przeciwko „Leszkowi, co to szykuje neoliberalny zamach stanu na Białorusi”.

Chodzi oczywiście o „niedoczekanie” przez prof. Leszka Balcerowicza.

Białoruś. Polska. Ekonomia. Balcerowicz.

Z tym „niedoczekaniem przez Leszka” trafił Jan Śpiewak „jak kulą w płot”. Przecież to premier Tadeusz Mazowiecki przeprowadzenie reform gospodarczych w czasach naszej transformacji przełomu 1989/1990 powierzył profesorowi Leszkowi Balcerowiczowi. I bardzo dobrze zrobił premier, że powierzył „Leszkowi, a nie Jankowi”.

Mieliśmy szczęście, że premier znał „Leszka”, a nie znał „Janka”, którego demagogiczne myślenie zdradzają zwroty: „inteligencja na plecach robotników”, „zaorane stocznie, kultura czy uniwersytety” (ciekawe: PGR-ów „Janek” nie pożałował).

Nie sądzę jednak, żeby ta demagogia miała swoje źródło w „Janka” braku wiedzy. Myślę, że chodzi o taką zwykłą, powszechną ludzką zazdrość: „że to on, a nie ja byłem przez premiera wskazany” albo tylko o złość: „że za późno się urodziłem”. Krótko mówiąc: mieliśmy szczęście, że premier postawił na „Leszka”. A ja bez względu na to, co miota panem Janem Śpiewakiem, ponawiam podziękowanie redaktorowi Gadomskiemu!

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze, analizy. Wyborcza to Wy. Piszcie: Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.