Wbrew swojej nazwie ministerialny projekt ukazuje determinację rządu w skompensowaniu ubytku produkcji "czarnej energii" z węgla przez hydroelektrownie na uregulowanych rzekach.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor jest prawnikiem, b. dyrektorem departamentu doskonalenia regulacji gospodarczych w Ministerstwie Gospodarki i b. wicedyrektorem w NIK, absolwentem KSAP. Jeden z warszawskich liderów PL 2050. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Do konsultacji społecznych trafił właśnie projekt ustawy „O inwestycjach w zakresie przeciwdziałania skutkom suszy” (ministerstwo wiodące: Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej) z 12.08.2020 r.  Ma on – jak wynika z uzasadnienia – uprościć i przyspieszyć realizację przedsięwzięć retencyjnych w celu ograniczenia skutków suszy. Jego głównymi beneficjentami są zatem w zamyśle jednostki i instytucje wydatkujące środki finansowe na taką infrastrukturę.

Zarówno Ministerstwo, jak i Wody Polskie w medialnych wystąpieniach koncentrują się na rozszerzeniu bazy podatkowej dla „podatku od deszczu”. Planuje się bowiem 20-krotny wzrost liczby podatników tego podatku dzięki objęciu nim właścicieli działek większych niż 600 metrów kw. Obciąży to głównie klasę średnią, której w zamian oferuje się uchylenie obowiązku pozwolenia na budowę oczka wodnego lub zbiornika na deszczówkę. W kontekście całej ustawy są to jednak przepisy zupełnie marginalne. Zgłoszenie projektu przez ministra, który odpowiada za wycinek sektora gospodarczego, zamiast przez ministra klimatu bądź ministra środowiska, skłania  do poszukania innych celów tej regulacji. Zauważmy, że misją Ministerstwa wiodącego dla tego projektu jest „wykorzystanie potencjału żeglugi śródlądowej w rozwoju gospodarczym”, a głównym obszarem działania – „przywrócenie żeglugi  na rzekach”. Autorzy projektu przewidują też możliwość zastosowania projektowanej ustawy do celów związanych z „obronnością i bezpieczeństwem państwa”. Taka klauzula w obecnych warunkach ustrojowych pozwala rozciągnąć przepisy ustawy na wszelkie inwestycje.

Zamiast „czarnej energii” z węgla przez hydroelektrownie 

W społecznej percepcji upowszechnianie OZE jest immanentnie związane z ekologią i korzystaniem ze środowiska naturalnego. Zielona energia kojarzona jest raczej z aktywistami społecznymi niż z administracją rządową. Tymczasem projekt omawianej regulacji ukazuje determinację rządu w skompensowaniu ubytku produkcji „czarnej energii” z węgla przez hydroelektrownie na uregulowanych rzekach. Rozwiązywanie problemów suszy wydaje się tylko pretekstem do zastosowania drakońskich środków, włącznie z zabudową rezerwatów przyrody.

29.09.2017 Kleszczów . Kopalnia Węgla Brunatnego ' Bełchatów '
29.09.2017 Kleszczów . Kopalnia Węgla Brunatnego ' Bełchatów '  Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl

Pomimo zawarcia w uzasadnieniu deklaracji, że skutkom suszy „należy przeciwdziałać w sposób kompleksowy” (s. 2 uzasadnienia), projekt koncentruje się głównie na próbie uproszczenia procesów inwestycyjnych, nie stanowiąc elementu szerszego pakietu. Głównym celem jest umożliwienie szybkiej realizacji centralnych inwestycji dotyczących regulacji rzek: budowa zapory na Wiśle w Niepołomicach, na Odrze w Lubiążu i Ścinawie oraz na Pisie w Piszu (s.10 uzasadnienia). Chociaż z dokumentu nie wynika to wprost, jednak „specustawa” (tak ją nazywają sami autorzy) może szybko zakończyć protesty w sprawie zgód środowiskowych związane z przekopem Mierzei Wiślanej. To właśnie dlatego wprowadzono do projektu ustawy możliwość jej zastosowania do celów związanych z obronnością – tak uzasadnia się obecnie przekop Mierzei Wiślanej i ingerencję w środowisko naturalne na niespotykaną dotychczas skalę.

Na główne, polityczne cele projektowanej regulacji (centralne inwestycje w regulację rzek, zapory i hydroelektrownie) wskazuje zresztą propozycja art.21 ustawy. Przepis ten pozwoli na przyłączenie wnioskodawcy (inwestycji „suszowej”) do sieci energetycznej pomimo braku własności gruntu albo zgody dotychczasowego właściciela. To dowód, że podstawowym celem projektu jest regulacja rzek i ułatwienie państwowym spółkom energetycznym inwestycji nawet wbrew protestom właścicieli gruntów i społecznych obrońców przyrody. Pośrednio potwierdza to propozycja art. 22 mająca ułatwić (przyspieszyć) wywłaszczenie nieruchomości na cele związane z ustawą.

"Inwestycje suszowe"

W przypadku centralnych inwestycji w regulacje rzek (nowe zapory) i przekop Mierzei Wiślanej nadal będzie wymagana  decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach. Nowa decyzja środowiskowa nie będzie już natomiast potrzebna w przypadku zmiany decyzji o pozwoleniu na realizację inwestycji „suszowej” (art. 46 pkt 3a i 3b projektu). To pole do utraty kontroli społecznej nad znacznymi ingerencjami w środowisko naturalne. Wystarczy wydanie jakiejkolwiek decyzji o pozwoleniu na realizację inwestycji „suszowej” (równoznacznej z pozwoleniem na budowę), która nie zostanie oprotestowana z uwagi na jej ogólność albo ograniczony zakres. A zmiana tej decyzji nie spowoduje obowiązku uzyskania nowej decyzji środowiskowej, chociaż skorygowany wniosek inwestora może znacząco na środowisko wpływać.

Zwraca uwagę niechęć ministra gospodarki morskiej do odpowiedzialności za opiniowanie wojewódzkich programów ochrony środowiska. W całym projekcie to właśnie działanie długofalowe ministra jest bardzo konkretne – zamierza on zwolnić się od osobistej odpowiedzialności za decyzje związane z przekopem Mierzei Wiślanej oraz budową wielkich zbiorników wodnych i regulacją rzek, o których mowa wyżej (art. 42 projektu). Jednocześnie jednak minister wnioskuje o dołączenie go do komitetu do spraw umowy partnerstwa i uzgadnianie z nim decyzji o dofinansowywaniu różnych projektów. Zmniejszenie odpowiedzialności urzędniczej idzie tu w parze ze zwiększeniem wpływu na rozdysponowanie środków finansowych, w tym pochodzących z funduszy europejskich.

Ograniczenie prawa obywateli

Projekt ustawy mocno ogranicza uprawnienia obywateli i organizacji społecznych. Na przykład

o wszczęciu postępowania w sprawie inwestycji „suszowej” nie trzeba zawiadamiać ich w sposób dotychczas stosowany, o którym stanowi KPA.

Skraca się też terminy na uzgodnienia z różnymi organami i instytucjami do 7 dni, co ukazuje determinację w realizacji centralnych inwestycji. Warto wspomnieć, że dla niektórych podmiotów, takich jak np. organizacje społeczne, 7-dniowy termin może biec już od dnia zamieszczenia obwieszczenia na stronach internetowych urzędu gminy (art.32 ust.2 i art.8 ust.1 pkt 3 projektu).

Zamiar drastycznego ograniczenia praw i wolności obrazuje propozycja umożliwienia inwestorowi wejścia na cudzą nieruchomość bez tytułu prawnego do niej i bez zgody właściciela. Rewolucją  jest proponowane wygaśnięcie prawa użytkowania wieczystego czy wygaśnięcie hipoteki na nieruchomościach przechodzących na własność skarbu państwa. Na dopuszczalność takich propozycji autorzy projektu przywołują art.31 ust.2 konstytucji, co jednak w przypadku ograniczenia debaty publicznej (skrócenie terminów na opiniowanie i zaskarżanie decyzji) jest mocno wątpliwe.

Mniej praw obywateli, łatwiejsza praca urzędników

Propozycję faktycznego ograniczenia praw stron do udziału w postępowaniu projektodawca wyjaśnia koniecznością ułatwienia urzędnikom ich pracy: „Zaproponowane rozwiązania pozwalają na uniknięcie przedłużania postępowania w związku z koniecznością ustalania stron postępowania oraz ich adresów, a także podejmowania prób skutecznego doręczenia im zawiadomienia. Zastosowane w projekcie ustawy instytucje należy uznać za konieczne dla prawidłowego toku postępowania i proporcjonalne w stosunku do celu regulacji, jakim jest skuteczne przygotowanie i realizacja inwestycji w zakresie przeciwdziałania skutkom suszy, a co za tym idzie zagwarantowanie rozwoju społeczno-gospodarczego Polski” (s. 24 uzasadnienia). Brak faktycznego doręczenia decyzji stronie – właścicielowi nieruchomości i przyjęcie fikcji prawnej spowoduje, że ewentualny wniosek o stwierdzenie nieważności tak wadliwie podjętej decyzji będzie niemożliwy. Uprawnienie do wnioskowania o stwierdzenie nieważności zostało ograniczone do 14 dni od dnia, w którym decyzja stała się ostateczna (art. 43 projektu). Należy pamiętać, że decyzja może mieć nadany rygor natychmiastowej wykonalności (art. 32 projektu).

Nowa danina od posiadaczy działek

Interesujące są sprawy finansowe zawarte w projekcie. Wbrew opiniom medialnym głównych beneficjentów (Wody Polskie), regulacja ma nałożyć na wiele tysięcy posiadaczy działek gruntu nowe podatki. Budżet Wód Polskich zyska z tego tytułu ok. 135 milionów złotych rocznie (s.14 uzasadnienia) ponieważ podatek w 75 proc. zasili tą właśnie instytucję. Nie wiadomo, ile zyskają lub stracą gminy. Na cele związane z lokalną retencją będą musiały przeznaczyć 5 proc. uiszczanego przez zobowiązanych podatku (20 proc. z wyższego, 25 proc. odpisu dla gmin).

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Zyskają rolnicy i producenci rolni. Projekt pozwoli dłużnikom KOWR (Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa) na dalsze gospodarowanie na danej nieruchomości z jednoczesnym ustaniem zobowiązania wobec KOWR. Jest to uprzywilejowanie producentów rolnych w postaci odkupu nieruchomości (zapewne po cenach wyższych niż wcześniejsza sprzedaż) z jednoczesnym pozostawieniem posiadania. Ekonomiczny skutek to udzielenie ukrytej dotacji producentom rolnym – z uwagi na stały wzrost cen gruntów cena odkupu będzie wyższa od ceny sprzedaży, a zatem producent  otrzyma netto nadwyżkę finansową i nadal będzie korzystać z aktywa. W przypadku przyszłego przetargu na sprzedaż będzie (art.39 projektu) korzystać z prawa pierwokupu. Nie ogranicza się takiej formy wsparcia do gospodarstw rodzinnych lub o ograniczonym areale upraw albo w złej sytuacji finansowej. Warto przypomnieć, że grupa zawodowa producentów rolnych nie jest objęta podatkiem PIT, co pogłębia nierówności społeczne w zakresie obłożenia daninami publicznymi. Proponowane odroczenie spłaty należności za nabyte nieruchomości na 20 lat nie zostało uzupełnione obowiązkiem uiszczenia odsetek za korzystanie z państwowego wsparcia lub choćby zryczałtowaną opłatą (art. 31 projektu), co jest dodatkowym, niewyliczonym w OSR (ocenę skutków regulacji) przywilejem. Dotychczasowe wsparcie producentów rolnych z tytułu strat spowodowanych suszą w samym tylko 2018 roku wyniosło 3,3 mld złotych.

Zapłaci klasa średnia

Nowe podatki dedykowane są klasie średniej posiadającej domek z ogródkiem. Jeśli więcej niż połowa działki o pow. 600 m.kw. jest zabudowana (nie jest „powierzchnią biologicznie czynną” i leży na „obszarze nieujętym w systemy kanalizacji”, to od tych nadmiarowych zabudowanych metrów nałożony zostanie podatek do 1,5 PLN/ m.kw. Oznacza to  nawet 450 złotych rocznie! (zmiana art. 34  pkt 4) Prawa wodnego). Z OSR wynika, że podatek dotknie ok. 132 000 właścicieli nieruchomości. Dodatkowo – poza podatkiem „deszczowym” – generuje się dla nich nowe obciążenia biurokratyczne. W przypadku zbycia  nieruchomości objętych wnioskiem o „inwestycję suszową” muszą zgłosić do wojewody dane nowego właściciela. A przecież wojewoda ma dostęp do elektronicznego rejestru ksiąg wieczystych lub może sięgnąć do danych w gminnej ewidencji gruntów. Jeśli obywatel nie zgłosi, to państwowy podmiot nie będzie musiał go zawiadamiać, że na jego terenie stawia... np. zaporę!

Regulacja w dużym zakresie ogranicza dotychczasowe kompetencje samorządów lub je modyfikuje. Przewiduje się np. przejęcie przez gminy od starostw nadzoru nad spółkami wodnymi oraz wydawanie decyzji na podstawie art. 454 Prawa wodnego. Projekt nie wskazuje przy tym źródeł finansowania takich nowych zadań, a wyliczenia dodatkowych wpływów z nowego podatku „deszczowego” w OSR brak, ponieważ ich oszacowanie jest… trudne!. Ogranicza się też obrót nieruchomościami – czynność prawna, której przedmiotem jest obrót nieruchomością skarbu państwa lub jest objętą wnioskiem o wydanie decyzji o pozwoleniu na realizację inwestycji „suszowej” będzie nieważna (art.8 ust.8 projektu). Może to być uzasadnione w przypadku planowanej zapory na Wiśle i otaczających ją nieruchomości, jednak w razie budowy rowu melioracyjnego taka sankcja jest nieproporcjonalna. Dalej – dopuszcza się rządowe inwestycje „suszowe” wbrew miejscowym planom zagospodarowania (art. 46 pkt 6 projektu). Last but not least – postanowienia planów miejscowych w sytuacjach szczególnych nie będą mieć zastosowania do odmowy wydania decyzji o pozwoleniu na budowę inwestycji objętej „specustawą” (art. 51 projektu). To wszystko jest kolejnym ograniczeniem władzy samorządów w sprawach inwestycji zlokalizowanych na ich terenie.

Wielkie inwestycje zapewne wymagają dużej determinacji oraz pewnych poświęceń. Warto wziąć udział w dyskusji, czy proponowane środki są odpowiednie do realizacji planów oraz czy uprawnienia władzy wykonawczej nie zostały w projekcie zakreślone za szeroko.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Czyli bez zmian. Pewien schemat legislacyjny zaczyna być powielany z każdą, nową ustawą, obojętnie czego dotyczącą. Celem jest ściągnięcie kasy z obywateli, następnie ograniczenie ich praw a na końcu sankcje. Oj kończy się kasa na suweniry, trzeba jej szukać gdzie się da. Normalne kraje dawno zainwestowały nadwyżki w rozwój, naukę, innowacje, ekologię. I teraz, mimo kryzysu jakoś sobie poradzą. A my jak zwykle, narzędziami prostymi typu łom. Tylko na ile to wystarczy? Są granice dojenia społeczeństwa, ale bolszewicy nigdy jej nie zauważali.
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    Co te debile jeszcze wymyślą. Obywatela, płatnika podatków maja za nic. Potrzebni jesteśmy przed wyborami by część kupić za pieniądze pozostałych. I do dojenia z kasy wszystkich.
    Najlepiej byłoby skasować część szkół a rozbudować wszelki aparat represji z Urzędem Skarbowym na czele.
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    Dyskusja z niekompetentnymi szaleńcami jest niemożliwa.Pomysł przekopu mierzei czy dalszego kanalizowania dolnej Wisły w kontekście suszy jest tak niedorzeczny, niecelowy,bezowocny i kosztowny że należy zadać pytanie o co właściwie PiS owi chodzi Nasuwa się podejrzenie że taki komunizm budowlany dla złodziei wszelkiej maści będzie stanowić niewyczerpalne źródło pieniędzy,zupełnie jak olimpiada w Putinowskiej Rosji
    już oceniałe(a)ś
    6
    0