Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszcie: listy@wyborcza.pl

1 września mój siedmioletni syn pójdzie do zwyczajnej (choć uczciwie zaznaczę, że nieprzepełnionej) rejonowej podstawówki. Założyłam stronę internetową Otwieramyszkoly.pl, żebyśmy nie musieli narzekać, a mogli dyskutować konkretne rozwiązania. Żeby dać nam impuls do myślenia i do działania.

Zawodowo zajmuję się komunikacją i przygotowaniem tzw. insightów, czyli opracowań, których celem jest dogłębne zrozumienie danego zjawiska. Ostatni dotyczył tego, jak w wyniku pandemii zmienią się biura i centra handlowe: ich organizacja, funkcja, także aranżacja.

Okazało się, że w branży nieruchomości komercyjnych trwa intensywna dyskusja środowiskowa. Poradniki („Jak zaplanować bezpieczny powrót pracowników do biura?”) i strategie („Nowa odsłona centrum handlowego”) były gotowe już w maju.

Uderzyło mnie, że nie prowadzimy podobnej debaty o szkole. Czy angażujemy się tylko tam, gdzie możemy stracić pieniądze? Przecież chodzi o nasze własne dzieci! I o nas samych: jeśli nie zadbamy o ich bezpieczeństwo w szkole, za chwilę znowu masowo utkniemy w domach, lawirując między zdalną pracą i zdalną edukacją.

Ministerstwo Edukacji uaktywniło się w sierpniu. Wydano pierwsze wytyczne, niestety mało praktyczne. Ciąg dalszy wszyscy znamy: z dnia na dzień narasta chaos, który sprawia, że nowy rok jeszcze się nie zaczął, a już stres i konflikty wiszą w powietrzu.

Potrzebujemy jasnych reguł, zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Tymczasem wychowani w przekonaniu, że nie dać rady to wstyd, już za kilka dni znowu ruszymy w drogę z nieswoim krzyżem. Poradzimy sobie, jak zawsze.

Świetnie wytresowani w zaradności z przymusu nawet nie dostrzegamy absurdu sytuacji. To tak jakby ktoś nas posadził w samochodzie bez kół, bez kierownicy, bez paliwa i – ni to złośliwie, ni to dla otuchy – szepnął: „Bon voyage!”.

Z myślą o tych, którzy jednak wolą bardziej przewidywalne podróże, zostawiam ściągę. Oto trzy przykłady tego, co robią inne kraje dla wzmocnienia bezpieczeństwa w szkołach (każdy punkt jest szczegółowo rozwinięty na stronie):

1. Stopniują proces powrotu. Stosowane są różne priorytety: wg wieku (jako pierwsze wracają najmłodsze roczniki, których nie można zostawić samych w domu), wg poziomu edukacji (pierwszeństwo dla uczniów zdających w danym roku egzaminy), wg potrzeb specjalnych (priorytetowo traktuje się dzieci z trudnych środowisk lub wymagające rehabilitacji). Reszta kontynuuje naukę online.

2. Zmniejszają liczebność klas. Zdecydowana większość sal (nie tylko w Polsce) jest niedopasowana do nauki w warunkach dystansu społecznego. Jeśli wyłączymy z użytkowania stanowiska konieczne do zachowania 2 m odległości, pojemność sali o metrażu 55 m kw. spada z 30 do 8 uczniów + nauczyciel. Dlatego konieczne jest podzielenie klasy na mniejsze grupy. Zmniejszenie frekwencji do 12-15 osób pozwala zachować między uczniami rekomendowany dystans. Mniejsza frekwencja to mniej interakcji. Mniej interakcji to mniejsze ryzyko zakażenia.

Podzielenie klasy na mniejsze zespoły pociąga za sobą konsekwencje: potrzeba więcej nauczycieli i dodatkowej przestrzeni. Szkoły w Rzymie dogadują się m.in. z kościołami: lekcje będą mogły się odbywać w salkach parafialnych. W roli zastępczych klas rozpatruje się także sale kinowe i teatralne oraz muzea. W poszukiwaniu dodatkowych miejsc na poprowadzenie zajęć pomocna jest także koncepcja szkół plenerowych (patrz punkt 3).

3. Wychodzą na dwór. Plenerowe szkoły są najpopularniejsze w Skandynawii, ale pod wpływem pandemii kolejne kraje też zerkają w tę stronę (m.in. Włochy). Prowadzenie zajęć na zewnątrz to nie tylko sposób na promocję fizycznej aktywności, która pozytywnie wpływa na odporność.

Liczy się także to, że na świeżym powietrzu cyrkulacja powietrza jest lepsza niż w zamkniętych pomieszczeniach. Dodatkowo w otwartej, nieumeblowanej przestrzeni nie ma tylu powierzchni, na których zbierają się wirusy i bakterie (takich jak na przykład szkolne klamki i włączniki).

4. Zmieniają aranżację klasy i szkoły.

5. Są otwarci na elastyczne rozwiązania, szczególnie w stosunku do starszych nauczycieli. Jeśli nie z empatii, to pod wpływem logicznego myślenia: stanowią znaczącą siłę kadrową, a jednocześnie są w grupie ryzyka. Jeśli zarażą się od bezobjawowych dzieci, to zabraknie opiekunów do prowadzenia zajęć.

6. Modyfikują plan lekcji. Uczniowie przychodzą na raty – w ten sposób unikają nadmiernego zagęszczenia przy wejściu do szkoły, w szatni i na klatkach schodowych. Niektóre kraje dodatkowo skracają szkolny dzień, najczęściej trwa od 8:00 do 13:00. Duńczycy stacjonarnie prowadzą tylko wybrane lekcje: matematykę i języki, reszta online. Podobnie Niemcy.

7. Dezynfekują, co mogą.

8. Przyznają dodatkowe fundusze.

Co dalej?

Tu i teraz najważniejsze jest przygotowanie bezpiecznego powrotu do szkół. Za chwilę staniemy przed kolejnymi zadaniami: jak ułatwić dzieciom i dorosłym adaptację w starej-nowej szkole? Jak komunikować nowe procedury, żeby ich przestrzeganie było naturalne, co zwiększy ich skuteczność? Jak pomóc nam wszystkim oswoić i przetrawić emocje towarzyszące pandemii?

I wreszcie: jak zaktualizować szkolny system, żeby sprzyjał rozumieniu otaczającego nas świata? W czasach chaosu to najcenniejsza wartość, którą może nam dać edukacja.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.