Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W 2005 roku „Gazeta Wyborcza” opublikowała mój artykuł „Trzy mity o Białorusi”. Artykuł był skrócony - nie zmieściła się w nim krótka historia Białorusi. Znowu chciałbym zmierzyć się z polskimi mitami o Białorusi.

Łukaszenka nie był i nie jest białoruskim liderem

Jako lokalny radny kontrolowałem prawidłowość przebiegu procesu wyborczego w 1994 roku i mogę powiedzieć, że jest prawdą to, że Aleksander Łukaszenka był wówczas demokratycznie wybrany na prezydenta. Dlaczego tak się stało? Bo walczył z korupcją, niestety - tylko słowami, pamiętamy jego zapowiedzi odnośnie do nadużywających władzy: ”70 urzędników ześlę w Himalaje”. Po wygranych wyborach nie zesłał, wręcz przeciwnie: nagrodził ich najwyższymi funkcjami w swoim rządzie.

Przede wszystkim Aleksander Łukaszenka w 1994 roku startował ze wsparciem rosyjskiego KGB. Sam mówił, że w 1991 roku głosował przeciwko niepodległości Białorusi. Zadaniem agenta Łukaszenki było i jest włączenie Białorusi w skład Rosji. I ma się to odbyć przede wszystkim poprzez destrukcję białoruskiej tożsamości narodowej. To agent Kremla. Łukaszenka twierdzi, że Białorusin to Rosjanin ze znakiem jakości. Nawet niedawno -18 sierpnia mówił o rzekomych planach białoruskiej opozycji i o „pełzającym niszczeniu języka rosyjskiego na Białorusi”. A już w 2017 roku powtarzał: ”Kwestia języka białoruskiego jest zamknięta”. Nie da się tego nazwać inaczej niż polityką rusyfikacji Białorusi.

Rosyjskie władze powtarzały: ”Tam gdzie jest język rosyjski, tam jest terytorium Rosji. Jaki był pierwszy poważny krok prezydenta Łukaszenki w 1995 roku? Zorganizowanie nielegalnego referendum i przeprowadzenie go niezgodnie z konstytucją. Dzięki niemu język rosyjski stał się równoprawnym z białoruskim językiem urzędowym. Przy okazji brutalnie pobito deputowanych białoruskiego parlamentu.

To tyle, jeśli chodzi o mit, że Łukaszenka był i jest białoruskim liderem. On nim nigdy nie był. I nie jest.

Łukaszenka nie jest legalnie urzędującym prezydentem

Od 1996 roku Łukaszenka nie jest legalnie urzędującym prezydentem Białorusi. W listopadzie 1996 roku sfałszował wyniki referendum i formalne potwierdził, że jest po prostu dyktatorem. Deputowani złożyli wówczas do białoruskiego Trybunału Konstytucyjnego wniosek o jego impeachment. Łukaszenka zastraszył niektórych sędziów Trybunału i niektórych deputowanych. Wniosek upadł. Dyktatora broniły też władze Rosji.

W 1999 roku specjalna grupa zamordowała głównych politycznych oponentów dyktatora: Juryja Zacharenkę i Wiktara Hanczara. Do dziś białoruskiemu wymiarowi sprawiedliwości nie udało się ustalić, co stało się z opozycjonistami. Po 1994 roku międzynarodowe organizacje i państwa Zachodu nie uznały żadnych wyborów na Białorusi (zarówno prezydenckich, jak i parlamentarnych).

Aleksander Łukaszenka to nie Białoruś

Jest mi bardzo przykro, gdy niektórzy eksperci i dziennikarze - nawet teraz - mówią zamiast ‘Łukaszenka’ ‘Białoruś’. Dyktator nigdy nie był Białorusią, z jego strony to mimikra. Pamiętajmy, że Łukaszenka był przeciwko niepodległości Białorusi w 1991 roku.

Czyżby w Polsce nie słyszano jego słów: „Wszystkie decyzje podejmuję ja”. Tak zwany parlament jest tylko maszynką do głosowania. Dyktator stworzył „wertykal” - struktury władzy, których wyłącznym zadaniem jest realizacja decyzji dyktatora.

Tłumione były oddolne inicjatywy przeprowadzenia nawet lokalnych referendów, organizacje pozarządowe wciąż są ograniczane. Także ten jeden człowiek, nastawiony wrogo do białoruskiego narodu, nie może być nazywany Białorusią.

Sojusz z Rosją nie jest „dobrowolnym związkiem”

Prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych dr Małgorzata Bonikowska mówiła, że Związek Białorusi i Rosji jest „dobrowolnym sojuszem”. Jak to? Przecież białoruski naród do dzisiaj nie ujrzał nawet tekstu porozumienia o jego zawarciu. Łukaszenka, który w innych przypadkach deklarował się jako zwolennik referendów, akurat w tym nie chciał zorganizować referendum. Nawet interpelacja deputowanego do prokuratury o ujawnienie dokumentów integracyjnych nie odniosła żadnego rezultatu. Do dziś ani parlament, ani tym bardziej białoruskie społeczeństwo nie ujrzało dokumentów tzw. podstawowej integracji, włącznie z tekstem 31-ej mapy drogowej. A przecież białoruski ambasador w Moskwie Siemaszko publicznie ogłosił, że została ona przyjęta! To oznaczałoby koniec Białorusi. Czy Małgorzata Bonikowska też uważa to za „dobrowolne”?

Białoruska opozycja nie jest podzielona

Już w 2005 roku pisałem, że jest to mit. Okazuje się, że w Polsce wciąż żywy. A po 9 sierpnia opozycją jest prawie cały naród Białorusi - te metaforyczne 97 proc. społeczeństwa. Czy taka opozycja jest podzielona? Nie powinno się upowszechniać tej nieprawdy o Białorusinach. Przecież nie można mówić o podzielonej opozycji, gdy 97 proc. jest przeciwko 3 procentom.

My, Białorusini, dziękujemy za zainteresowanie polskich mediów sytuacją w Białorusi. Ale czy naprawdę muszą być w nich takie „eksperckie” głosy? Należałoby przypomnieć, że opozycyjne partie Białoruski Front Ludowy „Odrodzenie” i Zjednoczona Partia Obywatelska mają swoje gabinety cieni. Polacy powinni wiedzieć: że są demokratyczne partie: Białoruski Front Ludowy „Odrodzenie” (wspólnie z Ruchem Białoruski Front Ludowy „Odrodzenie”),  Zjednoczona Partia Obywatelska, Białoruska Socjal-Demokratyczna Partia „Hramada”, niezarejestrowana Białoruska Partia Chrześcijańsko-Demokratyczna i też niezarejestrowana Białoruska Socjal-Demokratyczna Partia - Ludowa Hramada.

Jest też niezależny związek zawodowy. Kolejne kłamstwo to słowa ‘eksperta do spraw międzynarodowych’ Marka Budzisza o tym, że w Białorusi  „nie ma związków zawodowych”. Są przecież fikcyjne związki zawodowe Łukaszenki. Ale od dawna są też niezależne związki zawodowe. Polska prasa nie tak dawno pisała o oskarżeniu wobec liderów związku zawodowego przemysłu radioelektronicznego. Jest też Białoruski Kongres Demokratycznych Związków Zawodowych. Jego przewodnicząca podpisała nawet deklarację białoruskiej opozycji.

Dziś białoruska opozycja to cały białoruski naród.

 Białoruska opozycja nie jest podzielona. Działa Rada Koordynacyjna składająca się z 70 osób reprezentujących różne opozycyjne siły. Opublikowano ‘Deklarację opozycji’. Czego jeszcze trzeba?

Czy polscy „eksperci” chcieliby, żeby liderzy opozycji wyszli na place, przedstawili plan działalności i z podniesionym czołem poszli wprost do podstawionych więźniarek. Dlaczego polscy „eksperci” nie rozumieją, że opublikowanie teraz planów opozycji to kolejne aresztowania? Kolejne kary więzienia dla białoruskich demokratów? 

Białoruski lud już jest narodem

Nie ma narodu białoruskiego - takie opinie, choć są coraz rzadsze, ale wciąż w Polsce się pojawiają. Chciałbym zapytać się tych, którzy tak twierdzą: czy widzieliście morze biało-czerwono- białych flag powiewających nad ulicami prawie każdego miasta Białorusi? Tę flagę Łukaszenka zakazał, pod tą flagą złożył w 1994 roku przysięgę na wierność Białorusi.

Białoruski naród istnieje. I nie chce już rządów rosyjskiego agenta, chce żyć w prawdziwym suwerennym państwem. Państwem ze swoją flagą. Flagą Białoruskiej Republiki Ludowej z 1918 roku.

Bardzo przykro, że są dziennikarze i eksperci, którzy uporczywie pomniejszają liczbę protestujących w Białorusi. I nawet nie wspominają, że protesty są nie tylko w Mińsku, ale też w wielu miastach Białorusi.

Rosja nie odpuści Białorusi? Na dwoje babka wróżyła

Bardzo ważne słowy wypowiedział premier Mateusz Morawiecki: ‘Unia Europejska wreszcie musi pokazać prawdziwą solidarność i nie dopuścić interwencji Rosję w sprawy białoruskie’. Putin ma plan aneksji Białorusi od 2000 roku. Wtedy zadeklarował ‘zbieranie ziemi rosyjskich”. Ale chęci to jedno, rzeczywistość jest inna.

Kreml naznaczył swojego agenta w wyborach w 1994 roku, żeby ułatwić włączenie Białorusi do Rosji. Jednak Łukaszenka rozsmakował się w byciu dyktatorem. Może to dziwne, ale to on od 2004 roku wzmacnia antyrosyjskie nastroje Białorusinów. Pomimo tego kremlowska propaganda w Białorusi jest bardzo mocna. Wielu urzędników zrozumiało, że jeżeli Białoruś nie będzie suwerennym państwem, to na  ich stanowiska zajmą sprowadzeni przez Moskwę Rosjanie. Tak, jak to było w carskiej Rosji.

Po protestach widać, że naród Białorusi będzie ze wszystkich sił bronić swojej ojczyzny. Bo ludzie chcą żyć w swoim państwie, a nie w bandyckiej Rosji.

Dziękuję wszystkim Polakom, którzy trzymają kciuki za naród białoruski. Dziękuję polskim politykom, który publicznie wspierają Białorusinów.

Niech żyje Białoruś!

 * WALERY HRYCUK jest białoruskim analitykiem politycznym i aktywistą w dziedzinie obrony praw człowieka

***

Napisz do nas: listy@wyborcza.pl!

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.