Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Minister edukacji zakłada, że wszyscy nauczyciele są w pełni zdrowi i gotowi do heroicznej pracy. Niestety, nauczyciele chorują na raka, cukrzycę, mają poważnie chorych mężów i żony. Czy z braku obrońców ze strony innych grup społecznych, zwłaszcza rodziców, złamani po strajku sprzed roku nauczyciele, mimo obaw, powinni wrócić do szkół? - pisze w  tekście "Niech uczą, choćby mieli zachorować" Olga Szpunar. Nauczyciele opowiadają jej, jak bardzo boją się powrotu do szkół. Dziesiątki komentarzy pod tekstem potwierdziły obawy bohaterów tekstu Szpunar. Są też inne głosy.

Anna: Widzę strach w oczach każdej napotkanej koleżanki

Dziś poszłam do szkoły szykować dla uczniów podręczniki. Całą noc nie spałam. W głowie kłębiły mi się różne scenariusze. Czuję się zagrożona, nie wiem, jak będzie wyglądać moja praca w tym roku. A jestem nauczycielem z wieloletnim doświadczeniem.

Tak, jestem w grupie ryzyka, jeśli chodzi o COVID. Boję się o siebie, boję się o przewlekle chorego męża, o 85-letnią mamę, którą się opiekuję. W szkole widzę strach w oczach każdej napotkanej koleżanki. Dyrektorki spać nie mogą już od wielu dni. Robią, co mogą, i boją się ogromnie. Są pozostawione same sobie. Tylko Piontkowski jest zachwycony swoimi działaniami. Ciekawe, jak on sypia. 

Agrudz: Tradycyjnie na pierwszej linii frontu zostaje szeregowy nauczyciel

Były dwa miesiące na dopieszczenie nauczania hybrydowego, z przeniesieniem jednak większości do domu. I znowu będzie wielka improwizacja. A można by zwiększyć liczbę pomieszczeń, przenosząc religię do sal przykościelnych. Ale przecież nie oddaje się raz zdobytego przyczółka, nawet w imię zdrowia. Można by rozgęścić te przeładowane 30-osobowe klasy. Ale nie po to czyniono oszczędności, żeby teraz z nich rezygnować.

Można by odchudzić program, okroić do najważniejszych treści, i tym samym zmniejszyć liczbę godzin. Wersja pełna fakultatywnie, dla ambitnych.

Można by zwiększyć w szkole liczbę konsultacji dla niewielkich grup chętnych. Ale to wymaga ożywienia mitycznych bestii zwanych nadgodzinami.

A tymczasem zaczniemy rok szkolny wielką narodową mszą, modląc się o zdrowie i tłumacząc, że modlitwa i eucharystia bronią przed wirusem, a następnie zamkniemy tłumy w ciasnych pomieszczeniach, a COVID będzie miał używanie. 

Ewa: Z bólem w klasie maturalnej poszłam na emeryturę. Bałam się

Jestem nauczycielką, która akurat szczęśliwie skończyła 60 lat. Decyzję podjęłam błyskawicznie, ale z ogromnym bólem. Nie byłam w stanie powiedzieć, że nie wrócę do szkoły klasie teraz maturalnej. Bardzo lubiłam swoją pracę i miałam sukcesy, ale nikt nie może ode mnie wymagać heroizmu. Mam choroby towarzyszące i po prostu się bałam. W moim liceum panuje przeraźliwa ciasnota.

Szkoła i koronawirus. Nauczyciele boją się wrócić do pracy.

Ktoś, kto nie pracował w szkole, nie zrozumie. W sali przy szczelnie zamkniętych oknach siedzi 32 uczniów przeważnie kichających, kaszlących przez większość roku. Każda próba uchylenia okna to awantura, bo wszystkie panienki w cieniutkich bluzeczkach w grudniu muszą siedzieć przy oknie. W takiej klasie i bez COVID-u człowiek ledwo się uchowa. 

Oliwia: Nauczyciele pracują ze zdrowymi dziećmi

Czytam komentarze i nie wierzę. Pracuję w służbie zdrowia. Nikt nie dba o nasze bezpieczeństwo - maseczki, rękawiczki kupuje sama. Nikt nas nie bada, a w moim szpitalu szaleje koronawirus. Bada się górników, piłkarzy, polityków.

Teraz mają być badani nauczyciele, którzy jednak pracują ze zdrowymi z zasady dziećmi. Rozumiem, że nauczyciel siedzi w klasie kilka godzin (ale raczej cztery niż osiem) z tą samą populacją.

Ja jestem lekarzem rzadkiej specjalności, pracuję cały czas, nie mam urlopu, przyjmuję normalnie (nie muszę, ale na kontrakcie inaczej nie zarobię ani grosza i jeszcze mogę dostać karę). Codziennie jestem w pracy 8-12 godzin, przyjmuję co dzień 20-30 osób, co daje tygodniowo ponad 120 RÓŻNYCH osób, każda ze swoją florą bakteryjną i wirusową.

Pacjenci odmawiają noszenia maseczek (bo "niewygodnie”), ostatnio potrzebna była interwencja policji, bo pacjent pluł i kaszlał na personel oraz innych pacjentów, albo oszukują i ukrywają objawy.

Wiecie, co zrobię, jak każą mi pracować w trybie nakazowym? Przejdę na emeryturę i zachęcę moich wychowanków, żeby emigrowali. Nie dla pieniędzy, ale dla szacunku i satysfakcji. A moja emerytura oznaczać będzie koniec trzech poradni specjalistycznych (bo jestem jedynym specjalistą trudnej i niewdzięcznej dziedziny medycyny). A teraz minusujcie, ale w międzyczasie może choć jedna osoba pomyśli. 

Daria: Czy to zemsta na nauczycielach za niepopieranie PiS?

To mordercze bagno, jakie wysmaża nauczycielom i ich rodzinom PiS, czytam jako stałą niechęć i zemstę za brak entuzjastycznego poparcia partii. Ta partia opiera swoją bolszewicką władzę na przysłowiowych kucharkach i dojarkach, z których w każdej chwili jest w stanie wykreować premiera lub ministra.

Mieliśmy taką premier i mamy takich ministrów. Nie chcę niczego ujmować tym grupom zawodowym, o których wspominam, ale lepiej, gdy wśród osób rządzących znajdują się osoby, które posługują się fachową wiedzą i nie są na tyle aroganccy, żeby nie korzystać z opinii ekspertów, a nie tylko PR i propagandystów.

PiS prawdopodobnie uważa nauczycieli za "fajtłapy", które nie pojadą z kilofami na Warszawę. Broniarz skutecznie zaorał ich zeszłoroczne nadzieje - bez pytania o ich stanowisko. Czyli zachował się jak rząd PiS - zadecydował, co chciał.

Jedyna pociecha, że ze względu na naturalną separację wierny elektorat takich województw jak kieleckie czy podkarpackie przeżyją bez szwanku. Tam nie ma przemysłu, ludzie pracują na swoim, niepotrzebne im aglomeracje. Aglomeracje są potrzebne do kolejnych "trzynastek", "czternastek" i 500+ dla nich. 

Janusz: Kochani Nauczyciele, uczcie dzieci krytycznego i samodzielnego myślenia

  • Byłem sercem za nauczycielami, gdy strajkowali, uważam, że zarabiają skandalicznie mało.
  • Wszystkie ciasne zbiorowiska ludzi (w tym dzieci - bo dzieci też są ludźmi tak jak nauczyciele i także mają swoje prawa, w tym prawo do dobrej edukacji) sprzyjają roznoszeniu chorób wszelakich. Nie tylko choroby wywołującej u ok. 20 proc. populacji objawy grypopodobne. W szkole nauczyciel może zarazić się m.in. grypą, anginą, świnką, odrą, kokluszem, ogólnie pojętym przeziębieniem. Poza tym świerzbem, wszawicą, opryszczką, grzybicami, trądem, biegunką, WZW...
  • Coś dla nauczycieli matematyki, ale nie tylko dla nich. Niech wszyscy czytający chwilę się nad tym zastanowią. Od początku rejestrowania przypadków zakażenia wirusem SARS-CoV2 (czyli praktycznie osiem miesięcy), na świecie jedna na 340 osób została zarejestrowana jako "posiadacz" tego wirusa, jedna na 10 tys. zmarła z jego powodu. W kraju, który jak do tej pory najbardziej został "dotknięty" pandemią, czyli w Katarze, jedna na 25 osób została zdiagnozowana pozytywnie na nosicielstwo (nie jest to równoznaczne z zachorowaniem!!!) SARS-CoV2, a zmarła z jego powodu jedna na 14,5 tys. W San Marino zmarło statystycznie najwięcej osób, bo jedna na 800, a nosicielami była co 50. osoba. W Polsce dotychczas stwierdzono SARS-CoV2 u jednej na 600 osób populacji, a zmarła jedna osoba na 19 230. W Polsce statystycznie miesięcznie umiera ok. 1,1 tys. osób. Od marca na COVID zmarło w Polsce blisko 2 tys., ale - co ciekawe - średnia wieloletnia nie uległa zmianie.
  • I na koniec przykład Szwecji. Tam szkoły podstawowe w ogóle nie zostały zamknięte, a "walka" z pandemią w zasadzie ograniczała się do wydawanych zaleceń, a nie do restrykcyjnie egzekwowanych zakazów i nakazów. Jedna na 116 osób została zdiagnozowana jako posiadacz pasażera na gapę, czyli wirusa SARS-CoV2. To więcej niż średnia światowa, ale zdecydowanie mniej niż np. Hiszpania (1/111), która zamknęła się kompletnie na miesiąc. W Szwecji zmarła na Covid jedna na 1740 osób - i znów dużo powyżej średniej światowej, ale... mniej niż u Włochów (1/1709), Hiszpanów (1/1615) czy Belgów (1/1160)!!!, tymczasem te kraje pozamykały się przed wszystkimi, nawet przed własnymi obywatelami. Liczby nie kłamią. Ale można nimi manipulować i przedstawiać je tak, by grały na niskich instynktach. Podać, że JUŻ zdiagnozowano pozytywnie na świecie 24 mln ludzi, to robi wrażenie. To więcej niż jest Rumunów czy Holendrów. Podać, że JUŻ zmarło na COVID świecie ponad 823 tys. ludzi, to robi wrażenie. To więcej, niż mieszka w Krakowie i połowa ludności Warszawy, ale nie przykłada się do tej informacji liczby zmarłych ogólnie w tym roku na świecie. A zmarło już ponad 338 mln. Czyli zgony na COVID to ok. 2 proc. wszystkich zgonów.
  • Kochani nauczyciele! Nas i naszych dzieci, wnuków, prawnuków uczcie - uczcie wszystkich samodzielnego myślenia, weryfikowania doniesień medialnych, sprawdzania informacji, podsuwajcie głosy ekspertów i autorytetów. Tak żebyśmy nie dali się zniewolić. 

Andrzej: Nauczyciele powinni podjąć przerwany strajk

Nauczyciele powinni w tym momencie podjąć przerwany poprzednio strajk. Rozwiązałoby to kilka problemów:

  • znacznie by wzrosło bezpieczeństwo;
  • może w końcu rząd zająłby się na poważnie oświatą (choć wątpię);
  • zastąpiono by (może) obecną mumię kimś, kto choć trochę zna się na swojej robocie (choć w PiS chyba takich nie ma);
  • może w końcu "suweren" by się zdecydował, czy nauczyciele są potrzebni, czy nie są;
  • jeżeli jednak okazałoby się, że potrzebujemy nauczycieli, to podniesiono by im pensje powyżej pensji obecnej Policji Pisowskiej.

Czekamy na wasze listy, opinie, komentarze, analizy. Wyborcza to Wy. Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.