Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Bardzo się cieszę i bardzo dziękuję za publikację artykułu "Zdalną autoryzację wyników badań można porównać do sytuacji, w której ktoś bez uprawnień zawodowych lekarza bada pacjenta".

Jestem diagnostą laboratoryjnym w trakcie specjalizacji z mikrobiologii. Mam dużą wiedzę, którą cały czas muszę pogłębiać, pracuję w szpitalu, mam kontakt z lekarzami, przez co biorę pośredni udział w leczeniu pacjenta.

Zawód mam bardzo odpowiedzialny.

Mimo że bardzo lubię swój zawód i swoją pracę, często żałuję, że wybrałam tę drogę. Niestety - tak jak pisze autorka artykułu dr n.med. Karolina Bukowska-Strakova - wszystko się zgadza.

Jesteśmy najmniej zarabiającą grupą zawodową, obecnie moje zarobki to ok. 3,2 tys. brutto.

Specjalizację w dużej części muszę opłacać sama. Większość konferencji i szkoleń również sami opłacamy, musimy w nich uczestniczyć nie tylko dlatego, że chcemy, ale również dlatego, że musimy zdobywać punkty, bo w innym razie mogą odebrać nam prawo wykonywania zawodu.

Zdalna autoryzacja to już w ogóle jakaś fikcja, na którą na pewno nie możemy się zgodzić - dla dobra pacjenta.

Cały czas liczę na to, że nasza sytuacja w końcu się zmieni. Mam nadzieję, że nowy minister zdrowia jakoś te wszystkie sprawy ureguluje.

Proszę, niech media nie zapominają o nas i co jakiś czas przypominajcie o nas, w Was jedyna nadzieja, że dzięki nagłośnieniu sprawy może się coś zmieni.

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze. Wyborcza to WY. Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.