Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszcie: listy@wyborcza.pl

W zeszłym tygodniu przejeżdżałem z kolegą przez miejscowość Kurów. Byliśmy na rowerowej wyprawie z Nowego Targu do Tarnowa. Rowery, namioty, ciężkie sakwy. Właśnie zaliczyliśmy obrzydliwy podjazd, równo kilometr bardzo stromo pod górę z tymi wszystkimi tobołami. To była lokalna dróżka za Wielogłowami, która wyprowadziła nas z powrotem na drogę 975, na samym szczycie.

Tam panowie z PRDM Nowy Sącz (Przedsiębiorstwo Robót Drogowo-Mostowych) remontowali drogę. Pogawędziliśmy chwilę. Odpoczywając, zrobiłem kilka zdjęć. Podłożyłem na chwilę portfel pod aparat, żeby się nie chwiał. Po zdjęciu wziąłem aparat, ale portfela już nie. Nie patrzyłem, byłem zmęczony, przytępiony blisko 30-stopniowym upałem, zapomniałem. Pojechaliśmy dalej.

Portfel znalazł pan Krzysztof z kolegami z PRDM. W środku było kilkadziesiąt złotych i dokumenty. Panowie mogli zatrzymać ten portfel, nic nie powiedzieć, wyrzucić albo zostawić tam, gdzie leżał. Nie! Panowie z PRDM tak nie zrobili, bo przyzwoici ludzie tak nie robią. Wczuli się w sytuację, w której ktoś musi wyrabiać nowe dokumenty, karty, a i sam portfel przecież mógł mieć dla tej osoby, która go zgubiła, wartość sentymentalną...

Pan Krzysztof z kolegami oddali portfel swojemu kierownikowi, panu Jerzemu. Również pan kierownik miał wiele opcji. Rozważając tylko te uczciwe, mógł wrzucić portfel do szuflady. "Jak rowerzyści wrócą, to się odda, a jak nie, to się zobaczy, odda się na policję przy okazji". Ale nie! Pan Jerzy - tak to sobie wyobrażam - pomyślał o zmęczonym rowerzyście, który zatrzymuje się gdzieś na posiłek, chce zapłacić i odkrywa zgubę. Zgubę, która zepsułaby cały kilkudniowy wyjazd, pozostawiła gorycz.

Pan Jerzy wiedział od swoich kolegów, że jedziemy w dół, do jezior, a tam prowadzi tylko jedna droga. Skoro tak, to postanowił, że jest duża szansa na lepsze zakończenie tej historii i że trzeba działać. "Jestem z pokolenia, które wie, że gdy można, to trzeba każdemu pomagać. Tak mnie wychowano" - powie mi za kilka dni w rozmowie telefonicznej.

W ten sposób pan Jerzy smutek i złość nieznanej sobie osoby zamienił w radość i zaskoczenie i napisał przy okazji jedną z najbardziej niesamowitych historii, jakie mnie spotkały w życiu. Wsiadł w samochód i pojechał za nami. Szukał nas po okolicy podobno blisko godzinę. Wyprzedził nas, bo w międzyczasie zjechaliśmy na chwilę z szosy na punkt widokowy. Pojechał na sam dół, aż do jezior i wracając na górę, nawet mnie spotkał.

Mijając mnie z przeciwnej strony, dawał znaki, ale ja, podziwiając krajobrazy, wcale go nie zauważyłem. Kiedy miał sposobność zawrócić, trafił na mojego kolegę, który wolniej jechał kilkaset metrów za mną. Oddał mu mój portfel. Kilka minut później kolega oddał go mnie.

Moje zaskoczenie nie miało granic. To było wiele różnych zaskoczeń. Że jak ostatni gamoń w ogóle zostawiłem ten portfel, co raczej mi się nie zdarza, że on się znalazł, no i największe nieopisane zaskoczenie - że ktoś, nie mając pewności powodzenia, podjął się takiego trudu, żeby pomóc zupełnie obcej osobie.

Mój kolega chyba z powodu szoku nie wziął od pana Jerzego kontaktu. Ale to nic. I tak go znalazłem. Wystarczyły dwa telefony. Prywatnie podziękowałem już i panu Krzysztofowi, i jego kolegom, i panu Jerzemu. Jednak uważam, że to za mało.

Uważam, że tę historię powinni usłyszeć wszyscy.

Żeby było wiadomo, że ludzie powinni sobie pomagać, a nie na siebie warczeć, że powinni wierzyć we wzajemną dobroć, w działanie, drobne gesty, uśmiech, żeby móc liczyć na siebie, żeby mieć przekonanie, że dzielą nas politycy, gdzieś tam w Sejmach i Senatach, ale my, zwykli ludzie na osiedlu, na wiosce, na ulicy powinniśmy zawsze najpierw podawać sobie rękę i trzymać się razem.

Dziękuję, Panowie. Obyście w życiu spotykali tylko takie osoby jak Wy sami.

Z poważaniem,

P.B.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.