Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

 Piszcie: listy@wyborcza.pl

Minister aktywów państwowych Jacek Sasin obiecał w czerwcu interwencję w Poczcie Polskiej, by przestała ścigać emerytów za zaległy abonament RTV. Było to po serii artykułów "Wyborczej" o starszych ludziach, którym bez zapowiedzi zajmowane są konta na poczet ściągnięcia nieopłaconego abonamentu.

Nadzieję na zaniechanie tej praktyki szybko ostudziła Poczta i Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji - obie instytucje zaangażowane w ściąganie abonamentu. Zapowiedziały, że będą to robić nadal, bo bez zmiany przepisów abonamentu zawiesić się nie da.

Akcja ściągania należności abonamentowych jest masowa. Jak podało nam Ministerstwo Finansów, tylko od stycznia do kwietnia do urzędów skarbowych wpłynęło prawie 35 tys. tytułów wykonawczych wystawionych przez Pocztę Polską, na podstawie których skarbówka prowadzi egzekucję zaległości i ściągnęła już prawie 7 mln zł.

Na koniec roku będzie to kwota kilkunastokrotnie wyższa. Według sprawozdań KRRiT tylko w 2019 r. ściągnięto ponad 102 mln zł zaległego abonamentu, a Poczta Polska wystawiła ponad 122 tys. tytułów wykonawczych dla urzędów skarbowych.

Czytelnicy, którym skarbówka ściągnęła pieniądze, są zdenerwowani tym, że państwo – często bezpodstawnie – zabiera im jedyne środki do życia, chociaż pieniądze na media rządowe płyną szerokim strumieniem.

Zablokowane konto, Poczta nie odpowiada na żadne pytania

Batalię z Pocztą toczy m.in. pani Iwona. Jest rencistką, od 2004 roku mieszka w Hiszpanii. Z jej konta ściągnięto już 4,2 tys. zł, a kolejne 1,5 tys. zablokowano. Mimo kolejnych prób skontaktowania się z Pocztą, pozostaje bez informacji na temat postępowania. Nie wie, czy ma szanse odzyskać choć część pieniędzy.

"Wyjeżdżając za granicę, zgłosiłam nowe adresy w polskich biurach. Moim błędem było niewyrejestrowanie odbiornika. Zrobiłam to w kwietniu 2020 r. Wysyłam kolejne listy z prośbą o unieważnienie i odblokowanie środków potrzebnych mi do życia. Jestem rencistką ze świadczeniem mniejszym niż połowa średnich dochodów, co według prawa zwalnia mnie od opłat abonamentu. Nie mam żadnej odpowiedzi. Konto nadal zablokowane. Gdziekolwiek zadzwonię, słyszę, że to nie tu. Czuję rozczarowanie, bezsilność i rozpacz" - napisała czytelniczka.

Odbiornik wyrejestrowany, Poczta wylicza zaległości

Brak kontaktu z Pocztą i odsyłanie zainteresowanych między jedną a drugą instytucją to nagminna praktyka przy ściąganiu abonamentu.

Doświadczył tego również inny czytelnik, który niedawno otrzymał wezwanie do uregulowania niemal 1,5 tys. zł zaległości w opłatach z ostatnich pięciu lat. Nie ma zamiaru płacić, ponieważ odbiornik wyrejestrował dawno temu i kilkakrotnie sprawę z Pocztą wyjaśniał.

"Na pierwszy mail nie dostałem przez tydzień odpowiedzi. Napisałem kolejny, wkleiłem powyższy tekst z pytaniem, czy ktoś odbiera maile. Włączyłem w programie pocztowym powiadomienie o odbiorze wiadomości. Maila wysłałem 28.07.2020 o godz. 11.56, powiadomienie o przeczytaniu – 11.57. Mam teraz podejrzenie, iż pocztę odbiera jakiś automatyczny skrypt i po prostu usuwa" - opisał swoje doświadczenia.

"O sprawie poinformowałem ministra Sasina"

Przykład już zupełnie bezczelnego, perfidnego oszustwa" - tak swoją historię opisał w liście do redakcji pan Józef.

"Od tego czasu nie miałem odbiornika rtv, nie miałem własnej anteny, a zbiorczą antenę na budynku, w którym mieszkam, zlikwidowano w 2012 r. Nie byłem też abonentem żadnego operatora tv kablowej.

Nie było u mnie żadnej kontroli.

Tym niemniej 15 czerwca br. urząd skarbowy zajął moje konto bankowe na podstawie tytułu wykonawczego Poczty Polskiej S.A. w Bydgoszczy" -relacjonuje. 

Dowiedział się, że egzekucja dotyczy zaległości z lat 2015-2019 na kwotę ponad 1,6 tys. zł. 

"Miary bezczelności oszustwa dopełniają dwa fakty:

- od 1.04.2017 r. mieszkam i pracuję za granicą,

- w okresie 15.12.2016 - 15.07.2019 r. nie byłem właścicielem mieszkania, do którego miałby być przypisany odbiornik będący przedmiotem egzekucji, co łatwo sprawdzić w księgach wieczystych - ta bałaganiarska banda nie zadaje sobie jednak nawet tyle trudu!" - opowiada. 

Pan Józef złożył doniesienie do prokuratury. Od tego czasu minęły 45 dni bez żadnej informacji. 

"Kopię skierowałem do min. Sasina z pytaniem, co za deprawacyjny system motywacyjny stworzono, że pazerny urzędnik rzuca się bezwzględnie i na oślep na obiecaną premię/prowizję?" - pisze nasz czytelnik. 

Warto nie odpuszczać i walczyć w sądzie

Wątpliwości co do słuszności działań Poczty ma również pan Janusz. Pisze:

"Poczta stosuje jeszcze inne chwyty. Kilka lat temu rozwiodłem się i abonament za RTV przejęła moja była żona. Chyba po dwóch latach dostałem na były adres wezwanie do opłacenia zaległości. Na moje odwołanie otrzymałem odpowiedź, że nie wyrejestrowałem numeru książeczki, więc należało opłacać nadal abonament. Nieważny był adres, którego dotyczył abonament, ale książeczka. To absurd, ponieważ abonament nie jest opłacany za używanie książeczki, ale za zarejestrowany odbiornik radiowy i telewizyjny.

Niestety, nie zdecydowałem się oddać sprawy do sądu, zapłaciłem i wyrejestrowałem książeczkę."

Z listów czytelników wynika, że rzadko kiedy decydują się walczyć o swoje pieniądze w sądzie. A sąd bywa jedyną instancją, która staje w tych przypadkach po stronie obywateli.

Np. w 2017 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wielkopolskim przyznał rację obywatelowi (sygn. I SA/Go 341/17), który wykazywał, że pieniądze zajęto mu bezprawnie, ponieważ nie miał zarejestrowanego odbiornika, a ponadto nie doręczono mu wcześniej upomnienia.

A w sierpniu tego roku przyznał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu stwierdził, że "z żadnych przepisów prawa nie wynika, że strona jest zobowiązana posiadać i bezterminowo przechowywać dokument (dowód) wyrejestrowania odbiornika (...) Zdaniem Sądu, skoro termin przedawnienia opłat abonamentowych jest pięcioletni, to nie sposób wymagać od strony, aby taki dokument przechowywała w nieskończoność". W tym procesie skarbówka na zlecenie Poczty zajęła konto bankowe na poczet zaległości abonamentowych za 14 lat. Razem z dodatkowymi opłatami wyszło kilka tysięcy złotych. Mężczyzna skierował sprawę do sądu administracyjnego i wygrał.

Macie podobne doświadczenia? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.