Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze opinie: listy@wyborcza.pl

Przez pięć lat walczył o prawa człowieka w Polsce, sprzeciwiał się łamaniu konstytucji, występował w obronie demokratycznych instytucji i dołączał do wszystkich procesów sądowych, w których na szali były prawa człowieka. Nie napisał jednej linijki skargi, gdy PiS co roku obcinał mu budżet tak, by nawet nie mógł zainstalować w swoim budynku windy dla niepełnosprawnych.

Jeździł po całej Polsce i słuchał ludzi, choć mógł siedzieć za biurkiem lub jeździć na zagraniczne konferencje. Wchodził do więzień i szpitali. Bronił praw wierzących i niewierzących. Był ostatnią instytucją demokratycznego państwa, której nie opanowała i przyporządkowała sobie rządząca partia.

Mógł startować na prezydenta, zamiast tego wybrał dokończenie kadencji i służbę publiczną za marne grosze i w deszczu hejtu lejącego się z telewizji i „mediów narodowych” podtrzymywanych przy życiu transfuzjami publicznego grosza. Pod buta wzięto mu dziecko i rodzinę.

W 2019 roku część pracowników RPO odbierała pensję na najniższym możliwym poziomie, czyli 2250 zł. Stanowiło to około 47 proc. średniej krajowej. Od stycznia należy im się 350 zł podwyżki.

Parlament zwiększył mu zakres działań związanych z nową ustawą o Sądzie Najwyższym, nie pozwolił zatrudnić ośmiu nowych ludzi i obciął budżet na wynagrodzenia o 2,5 mln, jak co roku. W 2020 zatrudniał mniej ludzi niż w 2016, a robił więcej o 30-40 proc. Część jego prawników z najwyższymi kwalifikacjami zarabiała poniżej minimalnego wynagrodzenia ustalonego na 2020.

W jego obronie, w obronie tego, który broni naszych praw, nie odbyła się ani jedna demonstracja ulicznej opozycji, ani jeden wiec poparcia.

- Ile Pan zarabia i ile zarabiają w pana biurze? - pytano go na spotkaniu w 2019 roku.

RPO: W Biurze RPO pracuje 300 osób, budżet to ok. 40 mln zł (płace, utrzymanie biura, remonty). Wynagrodzenie RPO jest określone ustawowo na poziomie 15 tys. zł. brutto. Pensje pracowników w biurze są na „umiarkowanym poziomie”, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę kompetencje prawnicze ekspertów biura i rynek pracy w Warszawie.

Zarabia więc 3 tys. zł mniej od pensji zaoferowanej prezydentowej, która milczy i nic nie robi.

W trakcie kadencji, która obfitowała w rekordowe statystyki rozpatrzonych i załatwionych spraw i interwencji zrobił habilitację i urodził mu się syn.

Za wszystko, co zrobił i jak zrobił, odpłaciła mu opozycja, którą nie interesowało, co zrobił i jak zrobił. Sprawozdanie to jak wykład akademicki. Kogo to obchodzi? To nie jest tak medialnie nośne, jak rzucanie się przeciw policji na ulicy i zakrywanie własnym ciałem bitych demonstrantów.

Uratowaniem jednego demonstranta na ulicy można zarobić sobie na fejm na fejsie. Żmudna praca, która ratuje całe rzesze ludzi nie cieszy się w Polsce uznaniem. Nie ma w tym słomianego ognia i szumu skrzydeł husarii cenionych nad Wisłą najbardziej.

Teraz pan rzecznik dostanie od internautów wiele kartek z podziękowaniami od „zwykłych ludzi”, dużo bijących gifem serduszek, zajączków i klaszczących łapek. Ach, dziękujemy, dziękujemy panie Rzeczniku!

Był Pan kolejnym złotym rogiem i czapką z piór, którą właśnie tracimy. Sznur nam się ostał, bo tylko sznur nam się należy.

Niemniej jednak i mimo wszystko: Dziękuję Panie Rzeczniku. Dla mnie jest Pan Wujcem nowego pokolenia.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.