Dlaczego państwo za sprawą MEN zmusza mnie do obywatelskiego nieposłuszeństwa? Gdy nie puszczę syna stacjonarnie do szkoły od 1 września, konsekwencje odczuję nie tylko ja (potencjalna kara pieniężna), lecz przede wszystkim moje dziecko, bo system ograniczy mu dostęp do edukacji? Przywrócenie nauki zdalnej lub umożliwienie wyboru rodzicom, przynajmniej w pierwszym semestrze, nie zabije edukacji w Polsce.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszę do Was ten list jako rodzic dziecka uczęszczającego do szkoły państwowej, obecnie do klasy siódmej. Piszę, bardzo zaniepokojony zapowiedziami Ministerstwa Edukacji Narodowej , dotyczącymi powrotu do nauki w trybie stacjonarnym od 1 września 2020.

Choć nie jestem epidemiologiem – przypomniał to nam, rodzicom, minister edukacji – to jestem człowiekiem myślącym i jestem w stanie, choć przyznaję– - nie fachowym okiem – ocenić stopień zagrożenia dzieci, nauczycieli, pracowników oraz rodzin dzieci uczęszczających do szkoły, po powrocie do nauki stacjonarnej, w obecnym stanie pandemii w Polsce i przy zaleceniach sformułowanych przez MEN. Szacowanie i określenie wartości przybliżonych to wszak zagadnienia z klasy 5 lub 6 programu szkoły podstawowej.

Epidemiolodzy bijcie na alarm

Nie jest to jedynie moje przemyślenie, zapewne wielu odpowiedzialnych rodziców, ale także zdanie specjalistów z dziedziny epidemiologii, którzy niestety ostatnio wypowiadają się w mediach bardzo powściągliwie (a to oni powinni bić na alarm!). Powrót dzieci do szkoły to z bardzo dużym prawdopodobieństwem szybkie zwiększenie liczby osób zakażonych, w efekcie chorych, a być może zwiększenie liczby zgonów. Dzieci (ponoć) łatwiej przechodzą tą chorobę, ale są roznosicielami wirusa i tu zapewne jest największy problem. Wszyscy, mający doświadczenie szkolne wiedzą, że powroty powakacyjne, jesienne dzieci do szkół i przedszkoli to szybki przyrost zachorowań na wszelkie choroby wirusowe wśród dzieci (przyczyny: brak dystansu, przepełnione klasy, brak nawyków higienicznych, czasem niewiedza części rodziców, przekonania etc.)

Nie jestem człowiekiem strachliwym, nie jestem też hipochondrykiem. Przez cały czas od marca do dziś staram się zachowywać, jak najlepiej potrafię, zasady chroniące moją rodzinę przed zachorowaniem. Część z nas jest w grupach ryzyka. Stosujemy się do wszelkich wytycznych. Przestaliśmy nawet korzystać z komunikacji miejskiej. Wakacje spędziliśmy na działce, rezygnując z wakacyjnych wyjazdów. Ograniczyliśmy maksymalnie kontakty społeczne. Chronimy siebie i innych – najbliższych, sąsiadów, współpracowników. W okresie marzec-czerwiec pracowałem (dyżury), żona przebywała na postojowym, najstarsze nasze (dorosłe) dzieci pracowały normalnie – w markecie budowlanym. Wiemy, czym jest realna wizja zakażenia, bo przynajmniej raz, oficjalnie musieliśmy ograniczyć swoją aktywność zawodową przez zakażenia w pracy.

Zostałem w domu, nie wyjechałem, a teraz mam być chory?

Nie korzystaliśmy z żadnej pomocy państwa. Dziś to państwo mówi nam, że jest już dobrze, dzieci mają iść do szkoły, a nasza społeczna odpowiedzialność jest już nieważna, bo... – i tu niestety nie ma żadnego uzasadnienia, prócz tych, których możemy się domyślać: państwa polskiego nie stać na kolejne zasiłki dla rodziców (w rzeczywistości chodzi zapewne o niewielki odsetek rodziców dzieci najmłodszych), program edukacyjny jest najważniejszy dla systemu etc.

Szanowni Państwo, odpowiedzcie mi, jak ja, jako ojciec, mąż i obywatel mam się zachować w tej sytuacji? Dlaczego państwo polskie stawia mnie przed wyborem (teoretycznie nie daje mi wyboru, a minister straszy konsekwencjami wynikającymi z obowiązku szkolnego) niczym z klasycznej tragedii (vide: „Antygona” Sofoklesa)?

Dlaczego państwo za sprawą MEN zmusza mnie do obywatelskiego nieposłuszeństwa? Gdy dokonam takiego wyboru (nie puszczę syna stacjonarnie do szkoły od 1 września), konsekwencje odczuję nie tylko ja (potencjalna kara pieniężna), lecz przede wszystkim moje dziecko, bo system ograniczy mu dostęp do edukacji.

Jakie powody ekonomiczne, polityczne, ideologiczne, propagandowe są ważniejsze od zdrowia i życia obywateli, tu i teraz, w Polsce, w okresie pandemii? Czy pewne spowolnienie realizacji programu szkolnego przez dalsze utrzymanie nauki zdalnej (lub pozostawienia rodzicom wyboru, w jakim trybie uczą się ich dzieci od września 2020), uzasadnia medycznie i moralnie narażenie obywateli na zwiększenie zagrożenia epidemicznego i w efekcie zaburzenie systemu ochrony zdrowia, a dla ludzi utratę zdrowia, może i życia? Kto za to odpowie? Kto odpowiada za dzieci – minister czy rodzic?

Nie chcę epatować patosem. Niestety tak to trochę wychodzi. To moje przemyślenia i zapewne kilku milionów rodziców – no może poza tymi, którzy w COVID nie wierzą (to smutne).

Szanowni Państwo, proszę Was, wzywam o natychmiastowe podjęcie wszelkich kroków – politycznych, informacyjnych, protestacyjnych, nagłaśniających problem – by powstrzymać działania MEN w kwestii powrotu do nauki stacjonarnej.

Został praktycznie tylko tydzień na takie działania. Gdy próbowano wypchnąć Polaków w maju do wyborów, wszyscy (prawie) protestowali. Dziś jakaś niebezpieczna cisza. Nawet specjaliści przestali się wypowiadać zdecydowanie. Być może boimy się zmasowanego hejtu i propagandy, bo twierdzi się, że sytuacja jest opanowana, że lepiej znamy wirusa, że mamy metody... Mam wątpliwości co do tej „większej wiedzy”, szczególnie że liczba zachorowań wzrasta i jest przeogromna.

MEN. Powrót do nauki stacjonarnej czy nauka zdalna?

Okres jesienny, okres grypowy, do tego niekonsekwencja w działaniach ochronnych i demobilizacja społeczeństwa, obecnie także ustąpienie ministra zdrowia ze stanowiska oraz niekonsekwentne (w stosunku do ogólnych zaleceń epidemiologicznych) zalecenia MEN, nierealne do zastosowania w praktyce – to potencjalna bomba, która wybuchnie za kilka tygodni, na jesieni (szacuję to zagrożenie jako wysokie, szacuję, bo potrafię to od szkoły podstawowej).

Szanowni Państwo, przywrócenie nauki zdalnej lub umożliwienie wyboru rodzicom, przynajmniej w pierwszym semestrze roku szkolnego 2020/2021, nie zabije edukacji w Polsce.

To da się nadrobić, zdrowia niestety nie! Powrót dzieci do szkoły w ramach MEN-owskich zaleceń, nawet dla takiego laika jak ja, będzie źródłem zachorowań i to zapewne na masową skalę. Jeszcze raz pytam: kto za to odpowie?

Gdy ja zachowam się odpowiedzialnie i zaprotestuję, zostanę ukarany, a moje dziecko utraci realną możliwość edukacji (którą mimo swoich wad, dawał system zdalny, lecz przy powrocie do nauczania stacjonarnego nauczyciele nie będą go prowadzić, bo system tego już nie przewiduje).

Szanowni Państwo, napiszę ostro – weźcie się do roboty! Tylko wrzawa i protest działa tam, gdzie populizm i traktowanie obywatela jako środka do osiągania celów stało się normą!

Brak Waszego zdecydowanego głosu, brak protestu, może nawet krzyku, zwłaszcza wśród polityków, dziennikarzy, lekarzy to dla takich ludzi przyzwolenie!

Czy dzieci powinny od września wrócić do szkół, czy uczyć się zdalnie? Czego się obawiacie, jakie widzicie problemy? Z czym mierzycie się jako rodzice, o co martwią się uczniowie? Listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Czytaj teraz

Przydatne linki

Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Myślę, że szkoły w ogóle powinno się pozamykać. TV publiczna, kursy partyjne i religia wystarczą.
już oceniałe(a)ś
Większość krajów europejskich pootwierała szkoły jeszcze przed wakacjami i jakoś nic się złego nie stało. Norwegia, Dania, Niemcy od kwietnia, Francja, Belgia maj-czerwiec. Włochy otwierają szkoły od września (decyzje popiera 86% rodziców), Wielka Brytania także.

Parę cytatów:
"Ponowne otwarcie szkół nie pogorszyło sytuacji epidemicznej w kraju" - Duński epidemiolog Peter Andersen.

"Dowody naukowe mówiące o skutkach zamknięcia szkół są słabe i kwestionowane. Wszyscy powinniśmy przemyśleć, czy było to naprawdę konieczne. Po ponownym ich otwarciu widzimy, że nie pojawiły się żadne ogniska" - Camilla Stoltenberg, szefowa Norweskiego Instytutu Zdrowia Publicznego
@bezsenny.morfeusz
Ok. Tylko przyjrzyj się wnikliwie jak oni to zrobili. W największym skrócie : pojedyncze ławki, klasy podzielone, zatrudnienie nowych dodatkowych nauczycieli, wynajęcie dodatkowych sal itp. A u nas co? NIC. 10 punktów z zaleceniem mycia rak. Żeby nie było tragiczne to by było zabawne.
już oceniałe(a)ś
@liber166666
Właśnie - kraje cywilizowane wprowadziły rozwiązania systemowe, a ?głupki, słuchajcie ministra, wszystko jest OK, a jak nie to winny będzie dyrektor szkoły?.
już oceniałe(a)ś
@bezsenny.morfeusz
Na serio nie widzisz różnicy między systemem edukacji w Polsce a wyżej wymienionymi krajami ??
już oceniałe(a)ś
@bezsenny.morfeusz
Za to w Izraelu dwa tygodnie po rozpoczęciu nauki w szkołach pojawiły się ogniska, po KILKASET zakażeń w szkole.
Piszesz o Włoszech - ale tam będą klasy zmniejszone o połowy, dzieci siedzące pojedynczo, metr od siebie. W Niemczech - maseczki obowiązkowe.
A u nas? NIC! ŻADNYCH środków bezpieczeństwa!
@bezsenny.morfeusz
W Berlinie dwa tygodnie po otwarciu szkół w 41 jest chorobą. Dzieci, nauczyciele na kwarantannie.
Zgadzam się z każdym słowem listu. Parcie na powrót do szkół to propaganda sukcesu rządu i biznes polityczny - granie na emocjach zmęczonych ograniczeniami ludzi. Jak każdy populizm, skończy się katastrofą.
@niepoprawna
Od kilkudziesięciu lat żyję w przekonaniu, że Polska to kraj bohaterów. Kraj ludzi odważnych i gotowych do poświęceń. Ludzi gotowych oddać życie za wspólną sprawę. A teraz nagle okazuje się, że nie jesteśmy bohaterami na tyle, żeby zapewnić dzieciom to, co dla nich najważniejsze: edukację i wychowanie społeczne. Żałosne to.
@slavik
a niby dlaczego wymagasz ode mnie bohaterstwa? Nie jestem żołnierzem na froncie. Jestem nauczycielem, mam uczyć. I nikt nie może wymagać od nauczyciela poświęcenia życia. Czasy siłaczki się dawno skończyły. Dla mnie ważniejsze jest życie moich bliskich i moje niż obecność w szkole twoich dzieci. Niczego przez pół roku nie zrobiono by przygotować bezpieczne warunki powrotu do szkół. Po prostu otwieramy szkoły i będziemy patrzeć ile ludzi zachoruje, umrze lub zostanie kalekami. Jeśli się zarażę i nawet nie umrę ale będę mieć uszkodzone płuca i serce to będziesz mnie za to moje bohaterstwo utrzymywać? zapłacisz moje rachunki, zadbasz o moją starą matkę? Nie? To niby dlaczego żądasz bohaterstwa. Żądaj by państwo zapewniło bezpieczne warunki. A dla dzieci ważniejsze jest bezpieczeństwo i zdrowie ich rodzin. Super świadomość - zaraziłem babcie i dziadka i posłałem ich na śmierć.
@anna134
Nie wymagam bohaterstwa. To był sarkazm. Ale od ludzi szczególnie dobrze wykształconych mam prawo wymagać rozsądku. Zrozumienia, że bez epidemii umiera w Polsce tysiąc osób dziennie (i rodzi się tyle samo). Że na raka umiera pięćset osób dziennie. Że na grypę umiera 6 500 osób powyżej 65 lat rocznie. I że osobiste lęki nawet dziesiątków tysięcy osób nie mogą zablokować życia w państwie.
@slavik
Rak to nie epidemia, jest spora różnica. Na grypę w tym sezonie zmarło znacznie mniej osób niż na Covid, na grypę możesz się zaszczepić. Przestańmy porównywać bo śmiertelnośc większa i powikłania znacznie większe, jak się okazuje również u bezobjawowych. Nikt nie mówi o blokowaniu życia. Mówimy o braku zorganizowania. Mówimy o niebezpieczeństwie niekontrolowanego wzrostu epidemii a co za tym idzie właśnie dezorganizacji życia w państwie. Mówimy też o swoim strachu. Dziś ten strach widziałam w oczach kolegów i koleżanek w szkole. Dyrekcja nie śpi po nocach z przerażenia. Lata lekceważenia edukacji doprowadziły do tego, że szkola stoi na emerytach lub ludziach w wieku około emerytalnym. Nie dość, że się im nędznie płaci, mają nędzne emerytury to jeszcze teraz wysyła na śmierć? Nikt też nie pomyślał jak będą sie uczyć dzieci przewlekle chore. Po prostu z wszystkim ma poradzić sobie dyrektor. Piątkowski powiedział, że jeśli w jakiejś szkole sobie nie poradzą to znaczy, ze dyrektor jest do niczego.
@anna134
To, że ten rząd i ten minister to katastrofa, to widać codziennie. A w tej, konkretnej sprawie - zrzucenie odpowiedzialności na dyrektorów jest szczytem cynizmu i bezczelności. Natomiast żadna głupota i podłość rządzących nie zwalnia z myślenia. A rzucanie hasłami o posyłaniu nauczycieli na śmierć jest wyrazem niekontrolowanych emocji a nie myślenia.
Polskie szkoły wdrażają dziewiętnastowieczny model edukacji, szkodzą zdrowiu fizycznemu i psychicznemu uczniów i powinny zostać wszystkie zamknięte a cały system kształcenia odbudowany od podstaw.
@armesto
To rzeczywiście jest jakiś scenariusz - moim zdaniem możliwy...
Jeśli szkoły nie zostaną otwarte część rodziców będzie szukać alternatywy. Im dłużej potrwałby szkolny lockdown tym mniej dzieci wróci później do "tradycyjnej szkoły"
@rexx
No i bardzo dobrze. Oprócz beznadziejnych programów i warunków, rodzice, dla których szkoła jest klubem sportowo-wycieczkowym są kolejnym przekleństwem edukacji w Polsce.
@armesto
100% racji i poparcia. Polska szkoła w obecnym kształcie to skansen
@armesto
Rozumiem, że wszyscy, którzy wygłaszają takie opinie należą do szczęśliwców, którym jakimś fortelem udało się uniknąć uwikłania w działania tych degradujących, zwłaszcza psychicznie, placówek i spędzili młodość poza szkołą. Tylko dzięki temu zachowali trzeźwość spojrzenia, umiejętność wnikliwej analizy oraz zdolność do bogatej argumentacji w dyskusji, których efekty możemy podziwiać wyżej.
@bigott
Nie. Ale dzięki temu wiedzą, że nie ma do czego tęsknić.
Dzieci muszą wrócić do szkoły. Straty społeczne braku szkoły są niewyobrazalne. Szkoła to rozwój społeczny, nie da się go realizować zdalnie. Wirus z nami będzie długo, mamy chronić staruszków kosztem młodych? Ich rozwoju, szans społecznych ? To jest chore. 30 mln Polaków musi funkcjonować, a nie siedzieć w domu.
@exxxx2015
Ten "staruszek" to ojciec mojej córki, głupku.
już oceniałe(a)ś
@exxxx2015
Cymbał
już oceniałe(a)ś
@ya.ay
No więc czyja przyszłość jest ważniejsza?
@exxxx2015
"Straty społeczne braku szkoły są niewyobrazalne." - często powtarzany slogan... ale co to konkretnie oznacza, zwłaszcza w sytuacji, kiedy by temu zapobiec kładziemy na szalę zdrowie i życie ludzi? Jakie konkretne straty? Pytam serio. Dzieci i tak się spotykają, więc proszę nie mówić o braku kontaktu z rówieśnikami.
Zakładam, że pod tym ładnie brzmiącym hasłem kryje się szansa dla rodziców na pójście do pracy, bo nie stać nas na dalsze zasiłki opiekuńcze, czy też banalne "niech już ktoś wreszcie zdejmie ze mnie ten nadludzki obowiązek nadzorowania nauki mojego dziecka".
już oceniałe(a)ś
@exxxx2015
Akurat powiem tak, że im starszy członek mojej rodziny, tym mniej spanikowany i patrzący ze zdziwieniem na tę panikę. Tata mój wspominał inną epidemię, grypy z Hongkongu. I jest najspokojniejszym członkiem rodziny. I wszyscy popierali to, że córka wraca do przedszkola. Kontakty z nami utrzymują normalne, mimo, że dałam do zrozumienia, że się nie obrażę, jeśli się odetną. Odizolowaliśmy się tylko od jednej osoby, która należy faktycznie do grupy ryzyka i to nie pierwszy raz, jak się odcinamy - normalnie w sezonie chorób przedszkolnych trzymamy się od niej z daleka, ale też do towarzyskich nigdy nie należeliśmy. Stosujemy maseczki, unikamy dużych skupisk i sklepów, jeździmy głównie autem, wręcz dziecko w przedszkolu motywuje do dyscypliny.
Proszę nie używać stwierdzenia chronić staruszków, bo ci staruszkowie dosyć oberwali na epidemii, wielu odebrano prawa do samostanowienia i prawa człowieka (tak, jak w DPS w Łodzi). Staruszkowie wcale za tą ochroną nie tęsknią, sami potrafią o siebie świetnie zadbać.
już oceniałe(a)ś
@exxxx2015
W 1000-osobowym liceum, gdzie w kolejce do łazienki stoi się 15 min.? W szkole ?społecznie? dzieci mogą się nauczyć wrzeszczenia wszystkich na wszystkich, wyzywania, braku tolerancji i braku szacunku do słabszych, biedniejszych i brzydszych, oszukiwania (rodzice odrabiający lekcje), konformizmu i lizusostwa. Połowa polskich dzieci jest chora na myśl o szkole.
już oceniałe(a)ś
@luscinia56
Którzy są w stanie, może i nie tęsknią.
Ale są tacy, którzy potrzebują na co dzień pomocy. No i wiedzą, że jeżdżący na co dzień autem przyczyniają się do tego, że ich przedszkolak może nie dożyć pięćdziesiątki na naszej na wpół wyschniętej, na wpół zatopionej planecie.
?Dałaś do zrozumienia, że się nie obrazisz? ? starszej od siebie osobie? Taktu to Ci można pozazdrościć.
już oceniałe(a)ś
@kloppweiser
"W szkole ?społecznie? dzieci mogą się nauczyć (...) oszukiwania (rodzice odrabiający lekcje)" - tu zdalne nauczanie daje niestety jeszcze szersze pole do popisu... Zeszłoroczny, jeszcze stacjonarny Kangurek Matematyczny - napisało na maksymalną liczbę punktów 8 dzieciaków z najmłodszej grupy wiekowej. W tym roku - 3157. Brawo rodzice, sporo dzieci wiele się nauczyło. Z matematyką niestety niewiele miało to wspólnego.
już oceniałe(a)ś
@bigott
Tym razem mieli okazję do oszukiwania nie tylko w odrabianiu lekcji, a i duzi i mali postanowili skorzystać z okazji. W szkole w NA TYM konkursie okazji nie mają. Czy to znaczy, że w ogóle nie oszukują (próbne klasówki itd.)?
@luscinia56
Właśnie. Pozwólmy więc dzieciom iść do szkoły.
@luscinia56
Jestem nauczycielem. Mam pod opieka 85 letnią mamę. Ona sobie sama świetnie nie radzi. Potrzebuje mnie na co dzień. I co ja mam zrobić? Zostawić bez opieki czy ryzykować jej życie? Moje życie też będzie zagrożone ale tym nikt się przecież nie przejmuje. Ważne, ze dzieciaczki będą sie socjalizowały.
Do października pozamykają szkoły, ale ile szkody przez ten czas narobią...
już oceniałe(a)ś
Zamiast zamykać szkoły powinno się w pierwszej kolejności zamknąć kościoły.
już oceniałe(a)ś
Pełna zgoda.
już oceniałe(a)ś