Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od kilku tygodni śledzę dyskusję o losie mostu w Pilchowicach. Ostatnio na łamach Gazety zabrała głos prof. Ewa Chojecka, kompetentnie wyjaśniając estetyczne walory tego zabytku techniki. W jednej sprawie z Panią Profesor nie mogę się zgodzić. Pisze bowiem, iż wypowiedź pana ministra na ten temat czytała z zakłopotaniem. Tylko! Mnie wspomniana lektura zdumiała.

Jak to możliwe, by w kraju, który utracił bezpowrotnie znaczącą część własnego dziedzictwa kulturowego w wyniku działań wojennych lub z powodu zmiany granic, prezentowano tak pogardliwy stosunek do zabytku. Mam nadzieję, iż w podtekście nie kryła się niechęć do tzw. dziedzictwa niechcianego, obcego, pozostawionego przez dawnych mieszkańców Śląska. Ten problem wydaje mi się już został przez nas trwale przerobiony.

Jeśli pilchowicki most zostanie wysadzony, czy tylko uszkodzony wybuchem, znajdziemy się w bardzo trudnym położeniu.

Od lat wspólnie z wieloma osobami działam na rzecz ratowania polskich zabytków na terenach dawnej Rzeczypospolitej, pozostałych poza naszą wschodnią granicą. Jak będziemy wówczas mogli przekonywać naszych sąsiadów o konieczności dbania o pozostałe po nas dziedzictwo, które jednocześnie stało się także dobrem ich kultury? Utracimy do tego moralne prawo. Most w Pilichowicach stanie się tego symbolem.

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze, analizy. Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.