Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od 30 lat pracuję w transparentnej spółce skarbu państwa. Jest to „super” firma, w której prezes w jednym roku otrzymał około miliona złotych nagrody.

Jestem specjalistą w mojej dziedzinie. Praca wymaga znajomości języka obcego. Pracuję również w niedziele i święta. W sezonowych miesiącach pracuję po godzinach pracy. Nadgodziny raczej nie są płatne, raczej są do odbioru. Mam bardzo dużą odpowiedzialność finansową.

W tej „super” firmie nie ma żadnych 13-tek, żadnych nagród jubileuszowych. Nagrody niejubileuszowe są dla wybrańców.

W związku z kryzysem mimo iż pracuję ciężej, odebrano nam premię. Zatem otrzymuję tylko wynagrodzenie zasadnicze. W ciągu 10 lat moje wynagrodzenie zasadnicze wzrosło 35 procent. Obecnie wynosi ono około 3500 pln netto.

Nie załapałam się od mojego kochanego państwa na żadne 500+. Za to mam wrażenie, że jestem w sposób nieograniczony dojona, np. aby z moich podatków były wypłacane różne 500+ albo różne 13-tki (o której ja mogę tylko pomarzyć).

A kiedy to państwo mnie coś da?

Na przykład chciałabym otrzymać, w ramach NFZ-u, a więc bezpłatnie, wizytę u kardiologa. Oczywiście nie za 2 lata, tylko w przyszłym tygodniu. Teraz państwo będzie potrzebowało moich podatków do opłacenia wyższych wynagrodzeń dla panów posłów i dla pań posłanek.

A kiedy ja wreszcie dostanę podwyżkę?

Otóż w związku z kryzysem w Polsce i trudną sytuacją firmy w ciągu co najmniej dwóch lat nie mogę liczyć na żadna podwyżkę. Mam wrażenie, że nasi parlamentarzyści oraz parlamentarzystki żyją w innej Polsce niż ja. Ta ustawa jest po prostu niemoralna. Jest mi też wstyd za polityków opozycji.

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze. listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.