Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Brak wrażliwości na emocjonalne efekty implikowane przez nazewnictwo odnoszące się do różnych nacji czy grup etnicznych traktowane jest w Polsce jako niepożądany efekt politycznej poprawności, za którą czai się atak na "polskość", narodowe wartości i tradycje.

Najprawdopodobniej osoby tak myślące nie akceptują tego, że adresaci takich określeń jak np. "Murzyn"

uważają, że są one dla nich  poniżające. Upieranie się przy stanowisku, że  słowo to funkcjonuje w języku polskim „od wieków” i nie ma potrzeby zastępowania go „nowotworami” w postaci np. „Afrykanin”, jest anachronizmem. Jest wręcz przeciwnie. Anachronizmem jest uparte i bezrefleksyjne trwanie w przekonaniu, że język nie zmienia się wraz ze zmianami społecznymi, cywilizacyjnymi itp.

Żeby zejść na poziom bardzo konkretny, przytoczę nieco anegdotyczną opowiastkę. Podczas studiów w USA, a był to mój pierwszy pobyt w tym kraju, pewnego razu kolega z akademika zapytał mnie, czy znam  „Polak jokes”, dosłownie polskie kawały. Oczywiście nie znałem.  Jak się okazało, są to kawały, w których Polacy są przedstawiani jako mało inteligentni, nierozgarnięci, słowem głupawi. Jako przykład podał mi

dość niewinny kawał: „Czy wiesz, kiedy Polak salutuje przed lodówką?”. Oczywiście nie wiedziałem. „Kiedy widzi na niej napis General Electric”.  Ale słyszałem gorsze: „Dlaczego Chrystus nie narodził się w Polsce? Ponieważ nie można było znaleźć ani trzech mędrców, ani dziewicy”. I kolejny: „Idzie Polak ulicą z długą tyczką i metrową miarką, którą chce zmierzyć tyczkę. Ale tyczka jest zbyt wysoka, żeby sięgnąć do końca tyczki. Amerykanin, widząc, jaki ma Polak problem, podchodzi do niego, bierze tyczkę, kładzie ją na chodniku i mierzy. Ma 3 m 20 cm długości, mówi Polakowi. Na to Polak: Ale z ciebie idiota. Nie chodzi mi o to, jaka długa jest tyczka, tylko jaka wysoka”. Podoba się? 

Nazywanie kogoś Polakiem w USA jest obraźliwe

Przyjemnie być nazywanym „Polak” w USA? A przecież „Jestem Polakiem” to brzmi dumnie, nawet jeśli ktoś jest tylko „Polak mały, a znak jego orzeł biały”. Niewtajemniczonych informuję, że w j. angielskim właściwym określeniem osoby o pochodzeniu/narodowości etc. polskiej  są słowa „Pole” albo „Polish (person)”, a w przypadku obywateli amerykańskich pochodzenia polskiego „Polish-American”. Tak więc nazwanie kogoś „Polak”, pisane też „Polack”, jest obraźliwe, nieakceptowalne, ma znaczenie pejoratywne w USA, a w Polsce jest powodem do dumy. Mam nadzieję, że ten przykład da niektórym do myślenia.

*były wykładowca Katedry Amerykanistyki i Mediów Masowych Uniwersytetu Łódzkiego, University of Pittsburgh i State University of New York at Buffalo. 

Czekamy na wasze lsity, opinie, komentarze. Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.