Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dzięki za wspaniały tekst pana St. Skarżyńskiego. A teraz "moja głosa"  (w potocznym rozumieniu tego słowa).

Polski antysemityzm  jest jednym z przejawów anachroniczności  myślenia Polaków o swojej przeszłości. Narodowa historiografia polska zatrzymała się w drugiej połowie XIX wieku i przyjęła za podstawę nacjonalistyczne pojęcie narodu w opozycji do innych narodów oraz jednej religii rozumianej tylko i wyłącznie tak jak została uformowana jako katolicyzm doby kontrreformacji.

Wspaniała przeszłość europejskiego mocarstwa XV do XVII wieku na tak określonym tle ma podkreślać

tylko i wyłącznie zasługi Polaków, którym należy się wdzięczność innych Europejczyków za rolę przedmurza chrześcijaństwa, no i właściwie tyle. W tym ujęciu nie ma miejsca nie tylko dla Żydów, ale też i innych niekatolickich obywateli Rzeczypospolitej: Ukraińców, Białorusinów, Niemców, chyba że są tak, niestety, wybitni, że uznani przez świat, jak: niemieckojęzyczny Kopernik, żydowski Mickiewicz, białoruski Kościuszko. 

Z zasady w tej mocarstwowej Polsce, rozumianej jako terytorium od Warty po Don (teraz dołączono tereny do Odry), ci, co się liczyli, to wyłącznie Polacy, gościnni dla innych ludów, które odpłacały im niewdzięcznością. Pomijany jest fakt, że Słowianie Zachodni, w tym prapolskie plemiona (nie było jeszcze szczegółowego podziału na narody), pojawili się nad Wisła i Odrą dopiero w VIII wieku, wędrując z czarnomorskich stepów poprzez Ukrainę na zachód. Te nowe tereny nie były bezludne – byli tu Celtowie, Longobardowie, Goci – i ci ostatni ze swoich siedzib u ujścia Wisły (Gdańsk był ich stolicą, nazwa tego miasta ma gockie pochodzenie) powędrowali w drugą stronę – nad Morze Czarne, a stamtąd do Europy Zachodniej, ostatecznie likwidując Zachodnie Cesarstw Rzymskie i ustanawiając swoje państwo – koronacją Gota na pierwszego króla Włoch.

Żydzi też byli nad Wisłą przed Słowianami, wędrując ze wschodu, z Krymu i Imperium Chazarii, która przyjęła judaizm jako religie państwową.

Główna żydowska fala migrowała jednak wraz z Niemcami (migracja zwana przez historyków jako Drang Nach Osten, XIX próba powtórki nie odniosła, jak wiemy, tak spektakularnego sukcesu). Tych imigrantów zapraszali polscy władcy, jak Mieszko Stary, Henryk Brodaty i inni piastowscy książęta, wabiąc licznymi przywilejami i ulgami podatkowymi, począwszy od X wieku. Stwarzali Żydom preferencyjne warunki w opozycji do dominujących Niemców, dążących do przejęcia władzy, co się im w końcu udało na zachodnich ziemian Słowian –  ziemie Brandenburgii, Bawarii, Pomorza części Czech i Śląska uległy germanizacji. W Polsce piastowskiej niemieckie było mieszczaństwo (rządzące się prawem magdeburskim) i w większości kler. Jego konflikt z najwybitniejszym piastowskim królem Bolesławem Śmiałym zakończył się klęską władcy. 

Polską historię pisało duchowieństwo – jak Długosz, który był sekretarzem kardynała Oleśnickiego i tak preparował przeszłość i bieżące wydarzenia, aby ukazać rolę biskupów jako jedynych, odwiecznych zbawicieli polskiego narodu. To, że kontynuowali antypaństwowe tradycje kościelnych niemieckich poprzedników, nie miało znaczenia – im się marzyła chrystianizacja „alla polacca” całego ich zdaniem heretyckiego, bo prawosławnego wschodu Europy. W rezultacie spowodowali rozpad Rzeczypospolitej na słabszą, mniej ludną Polskę etniczną i potężniejszą ludnościowo Ukrainę i likwidację tych kadłubowych państw poprzez zabory państw ościennych.

Obecnie obowiązujące polskie rozumienie historii zatrzymało się i utrwaliło w drugiej połowie XIX wieku, gdy na postszlachecka inteligencja lubowała się w barwnych, nacjonalistycznych acz nieprawdziwych historyjkach pisanych przez Sienkiewicza, Gąsiorowskiego i liczną rzeszę pomniejszych twórców i niezbyt utalentowanych malarzy, którzy talent zastąpili schlebianiem niewyrobionym gustom.

Na to nałożyła się propaganda kleru budująca swoją wyjątkową, narodową w ich mniemaniu rolę w opozycji do wszelkich intelektualnych idei oświeceniowych, które mogłyby naruszyć pozycje jedynych głosicieli prawdy, jakkolwiek daleko byłaby ona od rzeczywistości.

Historia Rzeczypospolitej, w której etniczni Polacy stanowili zdecydowana mniejszość, stała się wzorcem katolickiego państwa, muru chrześcijańskiej Europy. Pominięto role Rusinów, dziś znanych jako Ukraińców i Białorusinów o ich decydującej roli w tym państwie. Dochodzi do absurdów - polski d.. plomata (określenie prof. Bartoszewskiego jest jak najbardziej aktualne) złożył oficjalny protest w imieniu Polski, gdy na jakiejś wystawie ukazano Kościuszkę jako Białorusina. Fakty nie mają znaczenia – to, że  bohater Rzeczypospolitej urodził się na Białorusi jako potomek Rusińskich bojarów, ochrzczony w cerkwi – uważał się za Litwina, tak jak Mickiewicz (inwokacji uczymy się do dziś w szkole) – gdyż wówczas Litwa to określenie ziem białoruskich, dzisiejsze tereny Litwy stanowiły tylko jej mniejszą część.

Wzór najprawdziwszego Polaka, Józef Piłsudski, (poprawnie jego nazwisko to Juozos Pisodickis), to Litwin, a właściwie Samogitian (jego język rodzinny), niewielkiej bałtyckiej grupy etnicznej, dziś stanowiąca część litewskiego narodu. Dziedzictwo wieloetnicznej, wielonarodowej Rzeczypospolitej, w której rządzili magnaci, często potomkowie rozrośniętej dynastii Rurykowiczów, dawnych książąt Wielkiego Księstwa Kijowskiego. 

No cóż, należy współczuć zakutym nacjonalistycznym głąbom, tępota nie zna granic.

Czekamy na wasze listy, opinie, komentarze, historie. Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.