Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tekst redaktora M. Wojtczuka mocno mnie zirytował. Warszawiakom chyba zdrowo odbiło z tymi angielskimi nazwami. Budujemy oto "skylinery", a inny budynek nazywa się "Warsaw Hub". Wcześniej był "Mennica Legacy Tower". Mają powstać jeszcze inne drapacze i pewnie będą miały angielskie nazwy. Czy nie można by nazwać budynku Modrzewiowy Dwór?

Wieżowiec Mennica Legacy Tower widziany z trzech różnych kątów od strony ul. ProstejWieżowiec Mennica Legacy Tower widziany z trzech różnych kątów od strony ul. Prostej fot. materiały inwestora

Dają o sobie znać poważne kompleksy. Tak zachowuje się społeczność mająca ludowe korzenie. I dlaczego stawiane są tak wysokie budynki?

Niedawno odwiedziłem Dublin. Miasto przypomina nasze Krakowskie Przedmieście czy Nowy Świat. Nie ma tam ani jednego drapacza! Niskie są Oslo, Kopenhaga czy Sztokholm. Nie ma drapaczy w Waszyngtonie i Ottawie. Za to w tych miastach są doskonałe publiczne toalety.

Może Warszawa jest miastem bohaterem, ale niestety, dosadnie mówiąc, zaszczanym. Na Ursynowie, gdzie mieszkam (200 tys. mieszk.), nie ma ani jednej toalety! Jakiś czas temu zostałem zmuszony do kupienia czekoladki za 6,50 zł, abym mógł się wysikać w kawiarnianej toalecie na Krakowskim Przedmieściu.

A jednak jesteśmy jako społeczeństwo niepełnosprawni. Wzruszyłem się, kiedy przeczytałem o rozpisanym konkursie na toalety w Łazienkach Królewskich. Proponuję władzom miasta udać się do Dublina i kupić od Irlandczyków ich patent.

Czekamy na Wasze listy, opinie, komentarze. listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.