Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mamy dziś obaj po 50+ lat, jak ten czas biegnie! Wychowywaliśmy się na jednym podwórku na prowincji, chodziliśmy latami do tej samej klasy, kumplowaliśmy, czasem tłukliśmy się i kłócili, czasem zwierzaliśmy z różnych rozterek. PRL był krajem „demokracji ludowej” rządzonym w imię idei tak znienawidzonego dziś „marksizmu”, który prawica odmienia przez wszystkie przypadki, ciskając gromy na „lewactwo” oraz wynikające zeń gorszące i niebezpieczne, zwłaszcza dla niewinnych dzieci, „ideologie gorsze od bolszewickiej”.

Rzadko (nocą) można było zobaczyć scenę pocałunku

Ale przypomnij sobie, Przyjacielu, jak bardzo pruderyjne było to „marksistowskie” państwo! Mogło się w tym wręcz podobać dzisiejszemu PiS-owi, biskupom i wszelkiej ultrakonserwatywnej prawicy! W dwóch programach telewizji można było czasem zobaczyć scenę pocałunku, rzadko (nocą) coś

śmielszego, ale nie bardziej niż niewielki fragment biustu. Nie istniał żaden legalny rynek pornografii – różne „świerszczyki” przemycano z zagranicy. Nie istniała wreszcie żadna edukacja seksualna. W szkole coś tam mówiono z wielkim zażenowaniem o „systemie rozrodczym ssaków” i tyle. Rodzice z Tobą „o tym” rozmawiali? Ze mną nie. Ojciec (także z wielkim zażenowaniem) dał mi, gdy miałem chyba 15 lat, publikację „Książka dla chłopców”. Była naprawdę pouczająca, choć już wówczas anachroniczna, techniczna i dość ciężka do przebrnięcia. Ale przynajmniej wyjaśniła mi, że masturbacja nie jest „strasznym zboczeniem”, co długo podejrzewałem, pełen lęków.

Wspomnij, z czego myśmy uczyli się o seksualności

Gdy więc dziś cały drżysz z lęku i złości na myśl o podłej, lewackiej „seksualizacji dzieci”, wspomnij, jak MY się „seksualizowaliśmy”. Odpowiedz sobie szczerze na pytanie, kiedy zaciekawił Cię u ciebie samego

pierwszy wzwód? Kiedy zauważyłeś, że może być to początkiem pewnej tajemniczej przyjemności? Kiedy skojarzyłeś ten psychofizjologiczny odruch z zainteresowaniem dziewczynami? Przecież o tym rozmawialiśmy! Odkrywaliśmy tę seksualność razem, rówieśniku. Byliśmy pełni lęków, czy takie zabawy (o których lepiej było nie mówić rodzicom) to objaw jakiejś choroby? Czy to groźne? Czy jestem „zboczony”? O co chodzi temu księdzu, gdy mówi o grzechu „nieczystości” (przecież się myjemy?), albo pyta na spowiedzi dziesięciolatka, czy „się dotyka”? Przypomnij sobie. jak znalazłeś na dnie szuflady w pokoju ojca prezerwatywę, jak ją razem oglądaliśmy, zgadując, po co staremu taki dziwaczny balonik, do czego to w ogóle może służyć? Ale skoro był tak solidnie ukryty, to może lepiej nie pytać?

Czarek w czwartej klasie przynosił "świerszczyki" brata

Przypomnij sobie, jak Czarek w czwartej klasie podstawówki przyniósł „świerszczyki” starszego brata. Jak je oglądaliśmy z wypiekami, nic nie pojmując, co ta pani robi temu panu, a co on jej? Czy to właśnie robią wszyscy dorośli w sypialniach? Wiele rzeczy wydawało się nam dziwnych i obrzydliwych. Nikt, NIKT nam tego nie wyjaśniał, nie powiedział, co jest normalne, co mniej, co jest niezdrowe, kiedy kobieta może zajść w ciążę (pamiętasz, jak baliśmy się, że od pocałunku? Od kropelki spermy w wannie?...). A pamiętasz Tomka, który rozwijał się wolniej, długo miał dziecinną buzię, był nieśmiały i delikatny, więc ktoś zaczął go przezywać: „pedał”? W ogóle nie wiedzieliśmy, co może znaczyć to słowo (homoseksualizm to kolejne tabu PRL-u, też traktowano go w sposób miły i dziś PiS-owi – może dlatego wyrosłeś na homofoba?), ale zapamiętaliśmy na zawsze, jak straszną jest obelgą i jak Tomek się kulił ze strachu i rozpaczy, gdy się zaśmiewano z jego reakcji na podłe obelgi i kuksańce. Tomek w końcu dojrzał i nie okazał się „pedałem” – a gdyby nawet, to co? Co najmniej dwóch naszych wspólnych kolegów się okazało, choć nigdy byśmy tego nie podejrzewali, byli zwyczajnymi kumplami jak my, nie zrobili nam krzywdy.

Dziś cała pornografia jest w smartfonie

Mimo że nasza „sex-education” była traumatyczna, pełna niedopowiedzeń, domysłów, fobii, idiotycznych obaw, ryzykownych prób i (częściej) błędów, mimo że nikt nam w niej nie pomagał, wyrośliśmy na normalnych facetów, mamy fajne żony i udane dzieci, na bliskim horyzoncie wnuki. Czemu więc (i kiedy?) nagle zacząłeś uważać, że wszystkie te naturalne rzeczy, które zajmują uwagę chłopców (dziewcząt też) bardzo, bardzo wcześnie, są czymś złym i groźnym? Kiedy dałeś sobie wmówić, że to jakiś „marksizm” i „lewactwo”?! Czemu chcesz, by jeszcze twoje wnuki przeżywały to samo co my – ale w świecie znacznie straszniejszym, gdy całą jego pornografię mogą mieć w smartfonie i jak wiadomo – korzystają z tego; gdy mogą nawiązywać Bóg wie jakie znajomości; gdy na trudne pytania dostają idiotyczne odpowiedzi? Kiedy się tak zmieniłeś, kiedy zapomniałeś o pierwszym doświadczeniu własnej seksualności w czasach późnego Gierka?...

Pozdrawiam Cię mimo wszystko, licząc na refleksję. Przecież byłeś normalnym gościem. Janek

Czekamy na wasze listy, opinie, komentarze. Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.