Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

W nocy z piątku na sobotę, nazwanej już „tęczową nocą” zostało zatrzymanych i przewiezionych do kilku komisariatów w Warszawie ponad 50 aktywistów LGBT. Protestowali przeciwko postanowieniu sądu o tymczasowym aresztowaniu na dwa miesiące Margot- działaczki z kolektywu „StopBzdurom”. Jej zatrzymanie ma związek ze zniszczeniem samochodu Fundacji Pro - Prawo do Życia, oklejonego homofobicznymi hasłami wymierzonymi przeciwko środowiskom LGBT, sugerującymi m.in., że "lobby LGBT" chce seksualizować dzieci. Sąd początkowo nie zdecydował o zastosowaniu aresztu, po zażaleniu prokuratury zmienił zdanie. Część aktywistów została zatrzymana po tym, jak usiedli na ulicy, nie chcąc dopuścić do przejazdu policyjnego samochodu, w którym znajdowała się Margot. Część „wyłapywano" podczas pokojowej demonstracji solidarnościowej pod komisariatem na ulicy Wilczej.

Gdzie są nasze dzieci?

Obrońcy informują, że owa łapanka nie ominęła ani włoskiego turysty, który z zaciekawieniem przystanął, obserwując wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu, ani warszawiaka, który wyszedł na ostatnie zakupy spożywcze przed urlopem, na który planował jechać nazajutrz. Szczęśliwy traf sprawił, że

jego zatrzymanie nagrała telewizyjna kamera, żona przynajmniej wiedziała, gdzie przebywa. Tego „szczęścia” nie mieli rodzice i przyjaciele aktywistów, przeważnie bardzo młodych, którzy rozpaczliwie poszukiwali swoich dzieci po komisariatach w Warszawie.

Tak, to była długa noc, dla zatrzymanych, adwokatów, aktywistów oraz zaangażowanych posłów. Rzecznik Praw Obywatelskich zadecydował o podjęciu z urzędu kontroli w komisariatach. W sześciu z nich zjawiają się członkowie Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur, rozmawiają z 33 zatrzymanymi. Kilkoro rozmówców zwraca uwagę na brutalność policji w chwili zatrzymania. Niektórzy mówią o pobiciu w policyjnych samochodach. Część osób posiadała widoczne obrażenia na ciele, które zostały udokumentowane przez przedstawicieli KMPT. Niektórzy zatrzymani wskazywali na nieadekwatne stosowanie środków przymusu bezpośredniego, np. zakładanie kajdanek na ręce z tyłu w czasie transportu, rzucenie na ziemię w celu zakucia kajdanek. Są też tacy, którzy traktują zatrzymanych profesjonalnie i z szacunkiem.

To nie jest początek zatrzymań i przeszukań

Większości z zatrzymanych zarzucono popełnienie czynu z art. 254 kodeksu karnego, czyli udział w zbiegowisku ze świadomością, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie. Policyjne pomieszczenia dla osób zatrzymanych opuścili w sobotę wieczorem. Wydarzenia z „tęczowej nocy” są kontynuacją zatrzymań innych aktywistów, które obserwujemy od kilkunastu miesięcy.

W kwietniu 2019 r. na terenie parafii św. Maksymiliana Kolbego w Płocku ponaklejano plakaty z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Aureole przedstawionych na obrazie Maryi i Dzieciątka zamiast złotego koloru miały barwy tęczy. Miesiąc później sześcioro policjantów puka do drzwi Elżbiety Podleśnej. Kolejni czekają w samochodzie pod domem. Przeszukanie. Zabierają dwa laptopy, karty pamięci z aparatów fotograficznych, wszystkie pendrive'y. Potem przeszukają auto. Choć czynności mają się na tym zakończyć, po „telefonie z góry” okazuje się, że Podleśna jednak jest zatrzymana, wiozą ją do Płocka. „Plany się zmieniły” – mówi naczelnik wydziału nadkomisarz Jakub Gapiński. „Zatrzymujemy na 48 godzin”. Tylko skuteczna interwencja obrońcy adw. Radosława Baszuka powoduje, że po przesłuchaniu aktywistka zostaje zwolniona. Minister Brudziński aż trzy razy tweetuje w tej sprawie, chwaląc działania policji. Chyba Podleśnej nie lubi.

Zatrzymanie za szkodę w wysokości 450 złotych jest zasadne?

8 czerwca 2020 r. zostaje zatrzymana inna aktywistka, miała brać udział w rozwieszaniu plakatów oskarżających ministra Łukasza Szumowskiego o nadużycia korupcyjne i zaniechania w związku z pandemią COVID-19. Rozpoczyna się upokarzający spektakl. Wyprowadzają ją z domu w kajdankach, wszystko w obecności rodziców i nieletniej córki. Jest późno, po 23.00, noc spędza w areszcie. Policja

przeszukuje mieszkanie z piwnicą włącznie, bez nakazu, na tzw. blachę. Zabiera nośniki. W czynnościach bierze udział pięciu funkcjonariuszy, to robi wrażenie. Obrońca (zresztą ten sam, który bronił Podleśnej) informuje, że nie ma z klientką kontaktu, Policja długo nie chce powiedzieć, gdzie się znajduje. W tym czasie trwa przesłuchanie jej ojca. Polska Policja tweetuje „Podejrzenie popełnienia przestępstwa wiąże się z zatrzymaniem. Zatrzymanie z założeniem kajdanek.” W końcu zarzuty - kradzież z włamaniem na kwotę 450 zł. Obrońca podkreśla, że kompletnie bezzasadny.

48 h w areszcie za znieważenie pomnika

Aktywistki z kolektywu Stop Bzdurom rozwieszały tęczowe flagi na warszawskich pomnikach w nocy w ubiegłym tygodniu. Flagę zatknęły m.in. na figurze Chrystusa przed kościołem Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Zdjęcia z wydarzenia opublikowały w sieci. Jedna z uczestniczek happeningu, została zatrzymana przez policję. Dwie noce spędziła na komendzie. We wtorek policja zatrzymała dwie kolejne kobiety, oczywiście w kajdankach. Po jedną z nich jedzie aż w Bieszczady. Wiozą ją na komendę na Wilczą, dojeżdża o 4 nad ranem. W tym czasie trwa festiwal tweetów Polskiej Policji, dumnej ze swoich działań. Dzięki interwencji obrończyni Katarzyny Gajowniczek-Pruszyńskiej dziewczyny wychodzą na wolność. Dostają zarzuty znieważenia pomnika, grozi za to kara grzywny albo ograniczenia wolności. Po wyjściu na wolność aktywistek profesorka chemii Magdalena Pecuł-Kudelska robi eksperyment. Sama kładzie tęczową flagę na pomniku przy kościele Świętego Krzyża. Policja ją legitymuje i zabiera flagę. Nikt jej nie zatrzymuje. Odchodzi. Nie ma informacji, czy w związku z tym w kościele będzie kolejna msza przebłagalna.

Tak więc, czy naprawdę o flagę tutaj chodzi?

Czy chodziło o kradzież z włamaniem na kwotę 450 zł? A może chodzi o to, żeby aktywistki i aktywiści przy każdym swoim działaniu słyszeli w głowie łoskot bojówek policji. Wszak w każdej chwili mogą się stać obiektem ich zainteresowania. Wtedy gdy ich działania są dla władzy niewygodne albo kiedy to przedstawiciel władzy osobiście składa zawiadomienie o przestępstwie, albo gdy działania dotyczą jego osobiście. Zamknięcie koleżanek i kolegów z innych organizacji, chociażby na kilka godzin, przemawia do wyobraźni. Przeszukanie na oczach sąsiadów, rodziny? Kto z nas chciałby być na ich miejscu? Efekt mrożący może zadziałać. Zapewne nie odstraszy ani Eli Podleśnej, ani aktywistek ze Stop Bzdurom. Ale może zadziałać na innych, chociażby tych z mniejszych miast. Tam wieści o zatrzymaniu roznoszą się szybciej, jest się mniej anonimowym.

Oczywiście, że policja powinna podjąć czynności za każdym razem, gdy zachodzi obawa popełnienia przestępstwa. Działania te zawsze powinny być legalne i proporcjonalne. W mojej ocenie, a informacje prasowe pozwalają stwierdzić, że zgadzają się ze mną obrońcy w opisanych wyżej sprawach, działania podjęte przez policję były nieproporcjonalne tak do okoliczności faktycznych, jak i do zarzucanych aktywistom czynów. Każde pozbawienie wolności musi być zgodne z konstytucją oraz z celem art. 5 konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, a więc ochroną człowieka przed arbitralnością władzy. Zatrzymanie zawsze musi być oparte na konkretnych danych, uzasadniających podejrzenie popełnienia przez osobę podejrzaną przestępstwa i obawę jej ucieczki, ukrycia się albo zatarcia śladów przestępstwa bądź brak możliwości ustalenia jej tożsamości.

Areszt to ostateczność

Pozbawienie wolności człowieka jest bowiem tak poważnym środkiem, że można go usprawiedliwić tylko wtedy, gdy inne, mniej dolegliwe środki, uznane zostaną za niewystarczające do tego, aby zabezpieczyć interes publiczny. Tak więc, aby zatrzymanie było legalne, nie wystarcza, że jest ono zgodne z prawem, musi ono być także niezbędne w świetle towarzyszących okoliczności. Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wielokrotnie potwierdziło, że brak rozważenia kwestii stosowania środków alternatywnych stanowi klasyczny przykład naruszenia wymogu proporcjonalności dokonywanej ingerencji. W każdej z opisanych spraw można było wezwać aktywistki i aktywistów do złożenia zeznań, czy wyjaśnień na komisariacie, a zatrzymanie zastosować wyłącznie wtedy, gdy zaistniałyby okoliczności uzasadniające obawę, że dobrowolnie nie stawią się na wezwanie organu procesowego.

Tymczasem zatrzymanie posłużyło wyłącznie w celu wykazania spektakularnej aktywności prokuratury w ściganiu działań nasyconych nie takim przekazem ideologicznym czy informacyjnym, jakiego obecna władza by oczekiwała. Albo działań zmierzających do negatywnej oceny postępowań jednego z jej przedstawicieli. Policja potraktowała więc ich stanowczo za stanowczo. Zwłaszcza że kiedy wieszano nie flagi, ale zdjęcia posłów na szubienicy, policja nie była tak zdeterminowana. A mężczyźni, którzy bili, wyzywali i pluli na 14 demonstrantek które usiadły na moście w geście protestu przed hasłami marszu narodowców, nie zostali natychmiast przesłuchani i nie usłyszeli zarzutów.

Pikieta w obronie aktywistki LGBT aresztowanej na da miesiącePikieta w obronie aktywistki LGBT aresztowanej na da miesiące Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Pierwsze minuty i godziny zatrzymania są kluczowe

Uwidocznił się także problem dostrzegany od lat - dostęp do adwokata od pierwszych chwil zatrzymania. Fakty są takie, że gdyby nie poświęcenie adwokatów i aplikantów, którzy z własnej inicjatywy dotarli na teren komisariatów podczas „tęczowej nocy”, zatrzymani nie mieliby de facto możliwości skorzystania z pomocy prawnej. Pierwsze minuty i godziny zatrzymania są kluczowe. To podstawowe zabezpieczenie przed złym traktowaniem, ponadto prawnik jest kluczową osobą, która może zapewnić pomoc zatrzymanemu w wykonywaniu jego praw, w tym w dostępie do mechanizmów skargowych. Absolutne abecadło europejskich standardów ochrony praw człowieka, które wciąż w Polsce nie ma się najlepiej. Zupełnie niepotrzebnie funkcjonariusze traktują adwokatów jako zło konieczne, do granic możliwości odwlekając w czasie kontakt z zatrzymanym. Obecność obrońcy stanowi także ochronę dla samych funkcjonariuszy, w przypadku formułowania bezpodstawnych zarzutów o niewłaściwym traktowaniu.

Wątpliwości wzbudza nie tylko samo zatrzymanie. O przeszukaniu powinien decydować prokurator albo sąd. Przeszukanie w wypadkach niecierpiących zwłoki, czyli na tzw. blachę, oznacza modyfikację zwyczajnego standardu stosowania tego środka, łagodzi rygor gwarancji ochrony prywatności, ponieważ zachodzi nagle, bez wcześniejszego przygotowania. Orzecznictwo Sądu Najwyższego jest jasne - przeszukanie w przypadkach niecierpiących zwłoki to inaczej przeszukanie bezpośrednie realizowane w ramach pościgu, zatrzymań będących nakazem chwili oraz na przykład w stosunku do rozpoznanych groźnych przestępców. Żadna z tych okoliczności nie miała miejsca, kiedy przeszukiwano mieszkanie aktywistki, która rzekomo miała rozwieszać plakaty z ministrem Szumowskim.

Kajdanki to nie jest standard

Choć migawki telewizyjne przyzwyczaiły nas do takich obrazków, wcale nie jest tak, że założenie kajdanek przy zatrzymaniu jest standardem i musi mieć miejsce zawsze.

Kajdanki nie powinny być traktowane jako ułatwienie dla policji.

Owszem, przepisy upoważniają policjantów do ich stosowania. Zanim jednak funkcjonariusze po nie sięgną, powinni użyć innych metod osiągnięcia właściwej reakcji osób, które mimo wezwania nie stosują się do przepisów prawa. Jeśli tego nie robią, to jest to nic innego, jak pokaz siły państwa wobec jednostki.

Dlaczego opisane sprawy aktywistów powinny obchodzić nas wszystkich? Także tych, których obrażają tęczowe symbole na przedmiotach kultu religijnego? Dlaczego powinny obchodzić także zwolenników obecnej władzy?

Po pierwsze dlatego, że każdy z nas może znaleźć się na ich miejscu. Zależy to tylko od kaprysu władzy albo od panującej atmosfery politycznej. Nigdy nie wiadomo, jakie działania zaczną władzę uwierać i być dla niej niewygodne. Protestowałabym dokładnie tak samo, gdyby w analogiczny sposób potraktowano aktywistów Ordo Iuris. Bo nie o poglądy tu chodzi, ale o to, by obywatela nie spychać na kolana w żadnej sytuacji.

Po drugie dlatego, że organizacje pozarządowe i występujące w ich imieniu aktywistki i aktywiści odgrywają dużą rolę w życiu społecznym; stanowią też istotny element społeczeństwa obywatelskiego i demokracji. Wypełniają przestrzeń między instytucjami państwa a pojedynczymi obywatelami. To dzięki nim obywatel nie musi być skazany na sytuację: „sam na sam” z państwem. To one są w stanie „patrzeć na ręce” państwu. Dostarczają struktur do wspólnego działania, zaspokojenia wspólnych potrzeb. I z tych powodów zasługują na ochronę. Dlatego walka z zarządzaniem państwem przez zastraszanie powinna być naszym wspólnym celem. Niezależnie od opcji politycznej, z którą sympatyzujemy.

Czekamy na wasze listy, opinie, komentarze, analizy. Listy@wyborcza.pl

Artyku otwarty w ramach bezp豉tnego limitu

Wypr鏏uj prenumerat cyfrow Wyborczej

Nieograniczony dost瘼 do serwis闚 informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazyn闚 Wyborczej.