Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na wszelki wypadek poinformowaliśmy bliskich, gdzie i po co idziemy. Na wszelki wypadek założyliśmy ciuchy grubsze, dostosowane na 48 h. Na wszelki wypadek – żadnych rzeczy osobistych, tylko dowód i komórka.

Na wszelki wypadek mąż wziął leki na dwa dni i kopie recept. Przykre to bardzo.

Solidarni z Margot, Wrocław 10.08.2020Solidarni z Margot, Wrocław 10.08.2020 Anna Trzeciak

Mieliśmy w głowie – po pierwsze – nie drażnić. Nie wykonywać żadnych zbędnych ruchów do policjantów oraz protestujących. Na samej manifestacji panował jakiś specyficzny rodzaj spokoju, wytyczony z jednej strony przez wolno rozstawionych funkcjonariuszy, informujących gwizdkami o nadjeżdżającym tramwaju (ulica nie była wyłączona z ruchu, a w związku z tym ulokowanie manifestacji między budynkiem policji i sądu dawało służbom możliwość szybkiego „odcięcia” centrum), z drugiej strony przez manifestantów.

Zadbano o zespół antykonfliktowy, policyjne suki stały po drugiej stronie fosy miejskiej, pobłyskując światłami – w razie czego jesteśmy...

Mieliśmy wrażenie testowania, policjant przez krótkofalówkę informował „krzyczą to, co ostatnio”. Służby dokładnie czytały każdy nowo rozciągany transparent zwrócony „do ulicy” – to się rzucało w oczy. Każdy taki ruch był mniej lub bardziej dyskretnie „monitorowany”, ale nie ingerowano.

Czekamy na wasze listy, opinie, analizy, komentarze. listy@wyborcza.pl

Solidarni z Margot, Wrocław 10.08.2020Solidarni z Margot, Wrocław 10.08.2020 Anna Trzeciak

Solidarni z Margot, Wrocław 10.08.2020Solidarni z Margot, Wrocław 10.08.2020 Anna Trzeciak

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.