Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Artystyczne i polityczne happeningi z flagami lub szalikami na pomnikach są przede wszystkim grą w symbolizowanie. Kiedy klubowy szalik symbolizujący warszawską Legię pojawił się na kolumnie Zygmunta symbolizującej Warszawę, był to po prostu ruch w grze o symboliczną dominację między klubami piłkarskimi.

Świebodziński pomnik symbolizujący Króla Wszechświata - zresztą w czytelnym nawiązaniu do Odkupiciela z Rio de Janeiro - został kiedyś obleczony w 40-metrowy szalik symbolizujący zielonogórski klub Falubaz i w ten sposób zasymbolizował mniej lub bardziej realne dążenia lokalnych sportowców i kibiców. Tak przygotowane symbole faktycznej lub pożądanej dominacji w sporcie i jego społecznych okolicach nie wzbudzają jednak szczególnego poruszenia ani wśród opinii publicznej, ani wśród prokuratorów czy policji. Natomiast z jakiegoś powodu poruszenie takie budzą symbole dążenia do uzyskania nie żadnej dominacji, ale po prostu równych praw przez ludzi o różnych orientacjach seksualnych i tożsamościach płciowych.

Polityczno-artystyczne zestawienie tych symboli z elementami warszawskiego uniwersum symbolicznego skończyło się niedawno państwową przemocą — wielogodzinnymi zatrzymaniami z użyciem środków przymusu bezpośredniego.

Tęczowa Flaga symbolizuje dumę z różnych orientacji seksualnych i starania o ich równouprawnienie, ale po zestawieniu z kilkoma warszawskimi pomnikami staje się częścią nowej kompozycji znaczeń. Policja próbuje kolaż ten rozdzielić, osobno traktując pomnikowe postacie symbolizujące Jezusa, Syrenę, Kopernika, Szewczenkę i Piłsudskiego. Niesłusznie, bowiem odzwierciedlenia tych postaci w warszawskich pomnikach i tak współtworzą warszawskie uniwersum symboliczne. Mijając pomniki, kształtujemy swoją świadomą i nieświadomą wrażliwość na mity. Nie ma dotąd jednego mitu łączącego te akurat symboliczne postacie z różnych epok, od antyku opowiedzianego w dwóch wielkich religiach monoteistycznych, przez lokalną legendę osadzoną w średniowieczu, poprzez renesansowy świat wielkiej nauki, po romantyczne dążenie do porozumienia polsko-ukraińskiego czy międzywojenny projekt niepodległości Polski.

Twórcze powiązanie tych akurat pięciu postaci może być przypadkowe, ale już jako zaistniały, kolaż symbolizuje różnorodność religijną, mityczną, historyczną, naukową i kulturalno-narodową utrwaloną w miejskiej przestrzeni Warszawy. Tak zaistniałe dzieło odnosi się do form symbolicznych reprezentujących różne obszary rzeczywistości i wyobraźni z różnych epok, wiążąc je poprzez objęcie w podobnym czasie tymi samymi barwami tęczy.

Poprzez tak przekrojowy kolaż swój sposób wyrazu znalazło dążenie do równych praw dla różnych orientacji seksualnych i tożsamości płciowych.

 Rozumiem, dlaczego polski kodeks karny pozwala ścigać za znieważenie:

(1) Osoby (art. 216).

(2) Grupy ludności albo poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości (art. 257, w którym - zauważmy - brakuje właśnie kryterium orientacji seksualnej i tożsamości płciowej).

Nie przekonują mnie jednak argumenty, że powinniśmy ograniczać wolność słowa, chroniąc przed znieważaniem:

(3) Godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy (art. 137).

(4) Urzędującego Prezydenta RP (art. 135).

5) Pomnik lub inne miejsce publiczne urządzone w celu upamiętnienia zdarzenia historycznego lub uczczenia osoby (art. 261).

(6) Także uzasadnienie dla ochrony znaku Polski Walczącej obowiązującą od kilku lat osobną ustawą nie jest przekonująco uargumentowane.

Czy bez straszenia nie umiemy przekonać nadawców i odbiorców symbolu - także tego na najwyższym państwowym urzędzie, którego domniemana wysokość też przecież jest czysto symboliczna - o wiązaniu się z nim opowieści tak wielkiej, że nic jej zaszkodzić nie może? Jeśli nie umiemy, to prawne protezy wiele tu nie zmieniają. Oczywiście aktywistów i artystów zastraszają, mrożą ekspresję, ale to nie ze strachu bierze się szacunek.

Czysta siła symbolu powinna przeważać nad siłą kontestującą symbol bez wspomagania się jakimikolwiek paragrafami.

Bez mitów leżących u podłoża symboli trudno zrealizować ludzkie pragnienie doświadczania tego, co symboliczne. Nie dlatego jesteśmy zwierzętami symbolicznymi, że zaordynowano nam to ustawą karną i nakazem oddawania czci. Oczywiście rozumiem, że za ochroną symboli stoi ludzka emocjonalna potrzeba obcowania z przekazem mającym budzić trwogę i cześć. Ochronie podlega nawet nie tyle symbol, co ów mit, którego symbol jest wyrazem. Dlaczego jednak ochrona tego, co sobie wyobrażamy, musi być od razu prawna? Zainteresowani relacją symbolizowania powinni dbać o wagę upodobanego sobie mitu i symbolu, a nie używać narzędzi prawnych do jej zatwierdzania.

Znieważyć to - w skrócie, według słownika - naruszyć godność. Wygląda na to, że jesteśmy bardzo wrażliwi na punkcie tej godności, skoro inni mogą z niej uszczknąć nie tylko bezbronnej i narażonej na dyskryminację osobie czy grupie mniejszościowej, ale i urzędowi silnemu legitymacją od ponad połowy głosujących oraz flagom, pomnikom i znakom zasilanym energią mitu. Co w takiej sytuacji uszczknięcia godności dzieje się z naszym wewnętrznym poczuciem mocy? Dlaczego nie wystarcza nam wewnętrznych zasobów do zachowania w całości godności symbolu? To właśnie nad swoimi wewnętrznymi zasobami powinniśmy pracować. Bo symbole - chcemy tego czy nie - są po to, żeby prowadzić nimi grę w symbolizowanie. Niektórzy zresztą twierdzą, że to one grają nami.

Dla zwolenników chronienia symboli prawnie mam na koniec punkt do przemyśleń. Otóż spacerując po Warszawie, stwierdzam, że flaga Polski masowo była w ostatnich dniach znieważana faktem wywieszania jej na licznych budynkach mieszkalnych z widokiem na odpady wielkogabarytowe lub budowlane, zalegające miesiącami obok altan śmietnikowych i na trawnikach. Flagę znieważały też nieestetyczne i wulgarne bazgroły na licznych ścianach.

Oczywiście prawnicy się ze mną nie zgodzą, że do znieważenia doszło, bo też nikt nie miał zamiaru, by flagę Polski znieważać. Wręcz przeciwnie - wymachiwanie flagą i jej wieszanie gdzie popadnie uchodzi za poważanie i doważanie, a nie znieważanie. Ja będę się jednak upierał, że śmieci i napisy na murach powinny znikać z promienia stu metrów najpóźniej na 24 godziny przed wywieszeniem w danym miejscu flagi państwowej. I to wywieszający flagę powinien brać za to uprzątnięcie terenu pełną odpowiedzialność. To by nam pomogło i w maju, i w sierpniu, i w listopadzie żyć w takiej Polsce, jakiej godność pragną symbolizować wieszający flagi - jeśli nie pięknej i dobrej, to przynajmniej schludnej i do przyjęcia. Od tego zacznijmy.

Czekamy na Wasze listy, komentarze. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.