Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Odważny i bezkompromisowy SN. W Malawi. Nie tak jak Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN w Polsce.

Zwolennicy opozycji w Malawi świętują po tym, jak komisja pięciu sędziów SN unieważniła wyniki wyborów prezydenckich z maja ubiegłego roku.

Wielu z nich stwierdziło, że jest to zwycięstwo demokracji po tym, jak dwaj główni przegrani kandydaci argumentowali w sądzie, że doszło do nieprawidłowości w głosowaniu, w wyniku którego prezydent Peter Mutharika został wybrany na drugą kadencję niewielką przewagą głosów.

tutaj link

SN zarekomendował nowe wybory w ciągu 5 miesięcy.

Sędziowie stwierdzili, że dowody fałszerstwa są tak rozpowszechnione i rażące, że „integralność wyniku została poważnie zagrożona”. Wskazali na systemowe wypaczenia procesu wyborczego.

Sędziowie z łatwością mogli rozegrać to bezpiecznie dla siebie. Mogli ulec władzy lub zastosować  autocenzurę. Mogli dojść do wniosku, że doszło do poważnych oszustw wyborczych, ale nie ma dowodów, że faktycznie zmieniło to wyniki, a zatem nie ma potrzeby podejmowania drastycznych środków.

Mogli rozstrzygnąć wątpliwości na korzyść władzy, na korzyść komisji wyborczej.

Mogli jedynie wezwać do wprowadzenia bliżej nieokreślonych reform przed następnymi wyborami. Mogli obawiać się przesadnych działań sądowych. Zamiast tego sąd najwyższy w Malawi skorzystał z tej okazji, aby nie tylko wstrząsnąć infrastrukturą polityczną i wyborczą swojego kraju, ale także wysłać przesłanie o sile sądownictwa i niezależności innym krajom afrykańskim, które wciąż zmagają się z przejściem od rządów jednej partii do prawdziwej wielopartyjnej demokracji.

Olimpia Barańska-Małuszek -  sędzia Sądu Rejonowego w Gorzowie

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.