Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

1 sierpnia 2020 roku, kilkadziesiąt minut po tym, jak życie stolicy zamarło na minutę w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego, ulicą Boya Żeleńskiego w Warszawie przejeżdżała furgonetka oklejona napisami między innymi takimi jak: Lobby LGBT chce uczyć 4-latki MASTURBACJI; STOP PEDOFILII.

Samochód ten jest znany tamtejszym mieszkańcom, jeżeli nie z widzenia, to z pewnością ze słyszenia. Głos wydobywający się z megafonów, recytujący napisy widoczne na samochodzie, swoją donośnością w niczym nie ustępuje strażackim syrenom. W ciągu miesięcy nie było chyba tygodnia, by nie przejeżdżał on ulicą Boya Żeleńskiego.

1 sierpnia trasę samochodu zabarykadowała obywatelka na rowerze. Gdy kierowca starał się ją omijać, chcąc jechać dalej, ona ponownie mu ją zajeżdżała. Pojawiła się policja. Przy niecichnącym megafonie, dziewczyna usiadła na asfalcie. Dookoła zaczęli zbierać się ludzie. Niektórzy nagrywali telefonami zbierających się dookoła dziewczyny funkcjonariuszy.

Kierowca spokojnie czekał na rozwiązanie w kabinie samochodu. Nie przejmował się ludźmi, którzy żądali  wyłączenia megafonu. Po kilku minutach i założeniu lateksowych rękawiczek, policjanci usunęli z jezdni najpierw rower, następnie dziewczynę.

Samochód ruszył dalej. Jeszcze przez kilka chwil było słychać pogłos z megafonu odbijający się między budynkami Śródmieścia.

Czytaj także: Aktywistki z zarzutami, wyszły na wolność. "Zmęczone, głodne, ale wygrane"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.