Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To już... 76 lat temu. Trudno uwierzyć.

Niewielu jeszcze tych, którzy to wciąż pamiętają, i jest ich coraz mniej. Trzy lata temu mogłem sobie jeszcze pogawędzić z mieszkającym we Francji p. Stanisławem Likiernikiem, podywagować o powstaniu, o jego politycznych aspektach, o wykorzystywaniu powstańczej legendy dla obecnych politycznych celów. Dziwnie zbieżne prezentowaliśmy poglądy. Niestety, pan Staszek też już odszedł, ostatni chyba konspiracyjny i powstańczy kolega mego ojca, Jurka ps. „Smuga”, z tego samego oddziału Kedywu Kolegium.

O powstaniu, powstańcach, ich bohaterstwie i patriotyzmie, o męczeństwie cywilnej ludności Warszawy, o politycznych motywacjach polityków „londyńskich” i tych z Komendy Głównej AK w kraju, o cynicznej grze Sowietów i Stalina – wylano już morze atramentu. Sam też już nieraz zabierałem publicznie głos w tych tematach, więc nie będę się powtarzał.

Coraz to bardziej blednąca pamięć podsuwa jednak wspomnienia: to słoneczne południe na warszawskim Mokotowie, gdy Tata idzie do powstania.

Czuję Jego i Mamy wzruszenie i optymizm, staram się swym dziecięcym rozumkiem pojąć, co to takiego ważnego ma się wydarzyć. Tata bierze mnie w ramiona, całuje i poleca: „Stasiu, teraz ty będziesz w domku najstarszym mężczyzną. Dbaj o mamusię i braciszka”. Więc przyrzekam i pytam: „Tati, czy idziesz zabijać szwabów?”. A gdy tata potwierdza, proszę: „Zostaw mi chociaż jednego, ja też bym chciał!”.

Potem te koszmarne 63 dni, gdy ważyły się nasze losy. Początkowy optymizm walczących szybko wyparował. Do powstania szli nieźle uzbrojeni, świetnie do walk w mieście wyszkoleni. Ale to było... tylko zgrupowanie „Radosław”. A cała reszta?... Według niektórych generałów z KG „mieli sobie zdobywać broń na wrogu”.

A my? Przeżyliśmy, choć mocno poharatani. Obóz, popowstańcza tułaczka...

Minęło 76 lat. Coraz częściej czytam w publikatorach wypowiedzi, opinie, nawiązania do tamtych 63 warszawskich dni. Wypowiedzi ludzi, którzy tamtego czasu nie pamiętają, bo ich nawet na świecie jeszcze nie było. Ludzi, którzy bez najmniejszego wahania, bezwstydnie starają się czynić polityczny użytek z tej ogromnej, narodowej tragedii. Cynicznie porównujących pamięć bohatersko poległych powstańców do ofiar lotniczej katastrofy.

A został po Nich „...złom żelazny i głuchy, drwiący śmiech pokoleń...”.

Bardzo gorzko.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.