Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rzeczywistość, w której byliśmy i jesteśmy, jest wyłącznie symulacją, ale taką, która ma realne konsekwencje. Sam przyłożyłem rękę do tej symulacji, przewidując, że protesty na niewiele się zdadzą i władza zmusza mnie, bym poprzez oddanie głosu coś zamanifestował.

Kolejną symulacją było w pewnej mierze pełnienie przez innych i przeze mnie funkcji męża zaufania. Przed I turą starałem się zostać mężem zaufania z ramienia Komitetu Wyborczego Roberta Biedronia. Nie byli zainteresowani.

Symulacja kontroli wyborów

Podjąłem się zatem tej funkcji z ramienia Komitetu Rafała Trzaskowskiego. Symulacyjność tej funkcji polegała na tym, że w gruncie rzeczy niczego od nas nie oczekiwano. Można było wysłać notatkę sprawozdawczą do komitetu, ale nie trzeba było. Można też było nie wywiązać się z powierzonej funkcji. Gdy się zgłaszałem, nie było już wolnych miejsc w komisjach w okolicy, w której mieszkam i głosuję. Pech chciał, że oddając głos dopatrzyłem się nieprawidłowości, które zgłosiłem dalej. Postawa przewodniczącej była, mówiąc delikatnie, naganna. Wysłałem SMS do łódzkiego sztabu, by uczulili męża zaufania, by na pewno był przy procesie liczenia głosów. Z protokołu wiem, że męża zaufania w tej komisji nie było (inna sprawa, że symulacją jest zgłaszanie uwag przez wyborców, nie uwzględnia się ich w protokołach, protokół tej komisji jest więc czysty jak łza).

Symulacja rozpatrywania protestów wyborczych

Po wyborach zdecydowałem się wnieść protest wyborczy. Jeśli dobrze odcyfrowałem orzeczenie w bazie elektronicznej SN jest już rozpatrzony. Z kilkustronicowego dokumentu, w którym omawiałem liczne zarzuty w stosunku do wyborów oraz składałem wnioski dowodowe, skład orzekający zajął się wyłącznie jednym z zarzutów, dotyczącym nieprzedłużenia ciszy wyborczej przez PKW w sytuacji, gdy do lokali wyborczych czekały wciąż kolejki osób chcących oddać głos. Nie zmieniam poglądu, że zgoda na to, by w trakcie głosowania odbyły się "wieczory wyborcze" była zgodą na agitację, która jednych mobilizowała, innych demobilizowała.

Wszystkie pozostałe zarzuty potraktowano formułą: bez dalszego biegu. Wśród nich znajdował się m.in. zarzut nielegalnego prowadzenia kampanii wyborczej przez władze. O naruszeniu w ten sposób procesu wyborczego przeczytać można choćby we wstępnym raporcie agendy OBWE.

Mój największy sprzeciw budzi jednak nienadanie dalszego biegu zarzutowi o niekonstytucyjność tegorocznych wyborów prezydenckich. Wygląda na to, że dla składu orzekającego istotne są wyłącznie przepisy kodeksu wyborczego i to te, które odnoszą się do bardzo wąskiego wycinka procesu wyborczego (nie jest to zresztą problem tylko tej kontroli ważności wyborów i powinien stanowić memento dla prawników). Kontrola zatem dotyczy przepisów niższych rangą i pozwoli zalegalizować wybory w sytuacji, gdy są one bardzo wątpliwe w kontekście ustawy zasadniczej.

Kreatywne podejście do przepisów

Takie podejście pozwoli także zalegalizować mniemanie, że PKW posiada w pewnych sytuacjach władze stanowienia prawa. Myślę tu o uchwale z 10 mają 2020 r., na której bezprecedensowy charakter zwracał uwagę choćby dr Maciej Małecki.

Jestem przekonany, że w sytuacji, gdy głosowanie wygrał Andrzej Duda znalazłoby się i tak wytłumaczenie prawne wskazujące na możliwość pogodzenia niekonstytucyjnych wyborów z konstytucją. Mielibyśmy jednak przynajmniej namacalny przykład tego, jak kreatywnie podchodzi się do przepisów. Tak zarzut niekonstytucyjności zepchnięty zostaje na margines, staje się niewidoczny, nikt nie bierze odpowiedzialności za jego niewłaściwe czy właściwe rozpoznanie.

Przy tym wszystkim kontroli dokonuje Izba złożona z sędziów, których status jest, mówiąc eufemistycznie, dyskusyjny.

Dzięki tej symulacji pewien stan w rzeczywistości zostanie potwierdzony.

Żałuję, że nie żyje już Jean Baudrillard. O ile jego książka o "Ameryce" wywołała kontrowersje, o tyle obecna sytuacja w Polsce byłaby znakomitym potwierdzeniem jego przekonania o tym, że świat stał się domeną simulacrów, matrixu.

Pozostaje jednak pytanie, jak w takiej rzeczywistości żyć? I czy jest szansa na jakąś pigułkę, która pozwoli się poza nią przebić?

Gdzie szukać odpowiedzi? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.