Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Większość studentów zakończyła już semestr letni. O tym, czy w październiku będą studiować stacjonarnie, zadecydują władze poszczególnych uczelni. Uniwersytet Warszawski już przygotowuje się na kolejny zdalny semestr, tylko niektóre zajęcia będą prowadzone stacjonarnie przy zachowaniu reżimu sanitarnego.

Selfie z laptopem

Początki były trudne. Wielu uważało nauczanie zdalne za rozwiązanie tymczasowe. Studenci czuli się rozluźnieni brakiem kontroli, a prowadzący przechodzili przyśpieszony kurs korzystania z nowych technologii. Studenci mieli pretensje do wykładowców o prowadzenie zajęć w dowolnych terminach, bez zwracania uwagi na plan zajęć albo zasypywanie ich masą materiałów do zrobienia samodzielnie.

Łukasz, student zarządzania i inżynierii produkcji na Politechnice Warszawskiej: - Prowadzący wysyłali nam zdjęcia materiałów spod mikroskopu, które mieliśmy obejrzeć i następnie opisać. Przecież nie miało to żadnego sensu!

Ewelina, studentka lingwistyki stosowanej, UMCS w Lublinie: - W zadaniach na kolokwium system niektórym osobom przyznawał punkty, a innym nie, mimo że odpowiedzi były takie same.

Łukasz, Politechnika Warszawska: - Na zaliczenie zajęć z wychowania fizycznego musieliśmy wysłać zdjęcie, jak ćwiczymy lub ewentualnie screen z aplikacji. To było trochę dziwne, bo musiałem zrobić sobie selfie z laptopem. Najbardziej absurdalna była gra terenowa w Łazienkach Królewskich. Dostaliśmy mapkę z zaznaczonymi miejscami i przy każdym z nich mieliśmy zrobić sobie zdjęcie. Oczywiście w maseczce, bo wtedy jeszcze obowiązywały w przestrzeni publicznej. Zatem, aby zaliczyć zajęcia z wf., chodziliśmy w środku pandemii po najbardziej obleganym parku w Warszawie.

Emilia, studentka politologii, Uniwersytet Warszawski: - Prowadzący zamiast rekomendowanego przez uczelnię Google Meet, wybrał Skype’a i nie poradził sobie z jego obsługą. Na drugim spotkaniu cała grupa dostała ten sam link, co na pierwszym i komunikator każdego ze studentów policzył podwójnie. To przerosło możliwości Skype’a i zajęcia się nie odbyły. Mimo to prowadzący przez pół godziny mówił do ekranu. Dopiero po kilku tygodniach, po naszej kolejnej interwencji, profesor wysłał nam link do Google Meet.

Czy jest ktoś po drugiej stronie?

Przejście na tryb zdalny było wyzwaniem nie tylko dla studentów, ale i wykładowców. Szczególnie tych ze starszego pokolenia. Prof. Jolanta Choińska-Mika - prorektor Uniwersytetu Warszawskiego ds. studentów i jakości kształcenia, zapewnia, że wszyscy pracownicy dostali instrukcje, kursy, poradniki. - Znam wiele osób po 60. roku życia, które bardzo szybko poradziły sobie z nowymi technologiami. Potraktowały to jako naturalne zadanie. Tylko niektórzy się buntowali, nie chcieli prowadzić zajęć na własnym sprzęcie - kontynuuje.

Mimo poradzenia sobie z techniczną stroną pracy, pojawiły się też braki pracy zdalnej. Dr hab. Monice Kaczmarek-Śliwińskiej, która prowadzi zajęcia na Wydziale Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii, brakowało realnego kontaktu. - Nie widziałam reakcji studentów. Na zwykłych zajęciach obserwując ich zdziwienie, brak zgody czy akceptację – zawsze mogłam wykorzystać to do rozwinięcia wypowiedzi, żeby dotrzeć do sedna sprawy i rozwiać wątpliwości. W pracy zdalnej nie zawsze dało się to wychwycić.

Przyznaje także, że ujrzała ich w innej rzeczywistości. - Prowadząc zajęcia zdalne, dowiedziałam się, że część studentów to młodzi rodzice i kilka razy widziałam na moim wykładzie młodą mamę z dzieckiem na rękach i ze słuchawkami.

Prof. Joanna Choińska-MikaProf. Joanna Choińska-Mika Fot. Stefan Romanik / Agencja Gazeta

Prof. Choińska-Mika zwraca uwagę,że nauczanie zdalne może wykluczać niektórych studentów: -Musieliśmy być bardzo uważni, żeby nie zawęzić uczestników zajęć tylko do tych, którzy mają odpowiedni sprzęt. Na szczęście nie doszło do sytuacji jak w szkołach, że uczniowie po prostu zniknęli z systemu.

Obrona przy własnym biurku

Początkowo władze wielu uczelni miały duży problem ze zorganizowaniem obron choćby z powodu wymogu podpisów na protokole. Na Uniwersytecie Warszawskim wprowadzono procedury, które pozwalają przeprowadzić obrony bez konieczności odwiedzenia dziekanatu. Z kolei na Politechnice Warszawskiej obrony przeprowadzane są w systemie półzdalnym, student z jednym członkiem komisji spotyka się na uczelni, a z pozostałymi łączy się przez aplikację Teams. Wykładowcy podkreślają, że konieczność zdalnej organizacji obron uprościła wiele kwestii administracyjnych. Okazało się, że można inaczej i warto, aby takie rozwiązania pozostawić.

Online odbywa się także sesja egzaminacyjna. Wykładowcy mogli wybrać formę egzaminów: test na platformie edukacyjnej, egzamin ustny przez komunikator, niektórzy wybierali prace projektowe i eseje.

- Na mojej uczelni zdecydowana większość egzaminów odbyła się w formie ustnej, podziwiam za to wykładowców, którzy często takie egzaminy prowadzili przez kilka dni - mówi Gabriela, studentka Szkoły Głównej Handlowej.

- Na kolokwiach mieliśmy określony czas na wysłanie odpowiedzi. Niektórym w ogóle nie udało się otworzyć pliku z zadaniami i rozwiązać egzaminu. Część wykładowców to rozumiała, u innych nie było przebacz i zostawał termin poprawkowy - żali się Łukasz z Politechniki Warszawskiej.

Uniwersytet Warszawski kontynuuje zdalne nauczanie

Niektóre uczelnie wyższe na świecie już kilka miesięcy temu zapowiedziały, że w przyszłym roku zajęcia będą odbywały się zdalnie. Pierwszy takie oświadczenie wydał Uniwersytet w Cambridge i zapowiedział, że zdalna nauka będzie tam praktykowana do lata 2021 roku.

Pod znakiem zapytania stoi też powrót studentów na polskie uczelnie. Na Uniwersytecie Warszawskim najprawdopodobniej większość zajęć w kolejnym semestrze ciągle będzie prowadzone zdalnie. Na uczelni będą odbywać się tylko zajęcia o charakterze praktycznym, zajęcia eksperymentalne i laboratoria przy zachowaniu reżimu sanitarnego, w odpowiednio dużych salach i mniejszych grupach.

- Szukanie rozwiązań dla 44 000 studentów jest szalenie trudne. Wszystko zależy od sytuacji epidemiologicznej w październiku, w tej chwili najbardziej prawdopodobny jest system w którym większość zajęć będzie prowadzona zdalnie, na uczelni zostaną tylko wymagające bezpośredniego kontaktu - głównie laboratoria- mówi prof. Jolanta Choińska-Mika.

Oznacza to, że zdecydowana większość studentów jesienią nie wróci na Uniwersytet. Na niektóre zajęcia na uczelni mają szansę studenci Wydziału Chemii, Fizyki, Biologii. Studenci kierunków humanistycznych i społecznych muszą się pogodzić z perspektywą zdalnych zajęć.

Prorektor Choińska-Mika zwraca też uwagę na trudną sytuację studentów rozpoczynających naukę: - Najbardziej szkoda mi studentów, którzy w październiku rozpoczną studia, dlatego pracujemy nad wypracowaniem rozwiązania, które da im chociaż namiastkę zajęć, szansę na poznanie kolegów z roku. Jest to też sytuacja trudna dla wykładowców.

Na UW regularne zajęcia rozpoczną się nie pierwszego października, lecz piętnastego. Pozwoli to przeprowadzić dodatkową rekrutację dla osób, które poprawiały maturę, oraz dokończyć rekrutację na drugim stopniu, ponieważ wielu studentów pierwszego miało przesunięty termin obrony.

Przyszłość uczelni po pandemii

Mówi się o wprowadzeniu na stałe do systemu nauczania na polskich uczelniach wykładów online i utworzeniu zupełnie zdalnych kierunków studiów. Coraz śmielej rozważa się też metodę nauczania typu blended learning, która łączy tradycyjne metody nauki, czyli bezpośredni kontakt z wykładowcą, z aktywnościami prowadzonymi zdalnie za pomocą internetowych platform edukacyjnych.

Prorektor Choińska-Mika podkreśla, że od dawna jest zwolenniczką tej metody, a pandemia jedynie to przekonanie wzmocniła. - Nie powinniśmy dążyć do przeniesienia wszystkiego do sieci. Uniwersytet to przede wszystkim wspólnota studentów i wykładowców, interakcja, wspólne przebywanie, rozmowy na papierosie przed egzaminem. Metoda blended learningu jest bardzo efektywna, lecz aby wprowadzić ją na stałe do systemu nauczania musimy wypracować standardy. Dlatego powołałam do życia trzy zespoły, które mają przygotować rekomendacje, dotyczące prowadzenia zajęć zdalnych w kolejnym semestrze oraz oddzielny, pięcioosobowy zespół, który przygotowuje strategię na kolejne trzy lata rozwoju kształcenia zdalnego - mówi.

Dr hab. Kaczmarek-Śliwińska: - Skuteczność zdalnego trybu zależy od organizacji zajęć, ale warto wziąć pod uwagę, że kiepsko realizowane zajęcia stacjonarne też nie będą efektywne. Właśnie dlatego ani nie demonizowałbym edukacji zdalnej, ani nie robiłabym fetyszu z edukacji stacjonarnej. Poza tym forma zdalna często pozwoliłaby obniżyć koszt studiowania – poprzez obniżenie czesnego, wynikające na przykład z mniejszych kosztów eksploatacji, zmniejszenie kosztów dojazdów czy wynajmu mieszkań.

Studenci chcą powrotu na uczelnię

Wykłady z własnego łóżka w piżamie i bez makijażu, oszczędność czasu na dojazdy, wygodny fotel i biurko zamiast twardej uczelnianej ławy, możliwość ponownego odtworzenia i przewijania wykładu to zalety zdalnego nauczania, które najczęściej wyliczają studenci. Dodatkowo ci pracujący podkreślają, że zdalny tryb pozwala im spędzać więcej czasu w pracy. Jednak każdy z nich ostatecznie stwierdza, że mimo wszystko nie może się doczekać powrotu na uczelnie, rozmów pod salą, żywej dyskusji na zajęciach.

Michał: Z całą pewnością wolę wrócić w październiku na uczelnię. Pozwala mi w lepszy zorganizować swój dzień, dodatkowo przebywanie na wykładzie pozwala mi bardziej się skupić, co jest trudniejsze w przypadku słuchania wykładu samotnie przed komputer.

Łukasz: Wykłady zdalne są ok, natomiast ćwiczenia czy laboratoria online to kompletne nieporozumienie.

Emilia: Czy chciałabym wrócić na uczelnię? Oczywiście! Będę płakać, jeśli nie wrócimy w październiku. Chcę do ludzi, nauki w realu, żywej dyskusji. Chcę wyjść do świata i spotykać się z ludźmi, których lubię. Zajęcia zdalne, mimo kilku plusów, mają zdecydowanie zbyt wiele minusów.

Prof. UW dr hab. Jolanta Choińska-Mika- prorektor ds. studentów i jakości kształcenia, latach 2005-2012 zastępca dyrektora Instytutu Historycznego ds. studenckich. Od 2008 roku uczestniczyła w pracach senackiej komisji ds. studentów, doktorantów i jakości kształcenia.

Dr hab. Monika Kaczmarek-Śliwińska - doktor habilitowana nauk o mediach, doktor nauk ekonomicznych, adiunkt Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego, doradca i trener w obszarze komunikowania się i public relations.

Czy zgadzacie się z bohaterami artykułu. Czy Wasze uczelnie są przygotowane do prowadzenia zdalnej nauki. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.