Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem mieszkańcem Jeleniej Góry. Od dłuższego czasu przyglądam się emocjom, jakie towarzyszą sprawie planowanego wysadzenia mostu kolejowego nad Jeziorem Pilchowickim przez amerykańską ekipę filmową realizującą superprodukcję "Mission Impossible 7" z Tomem Cruise'em w roli głównej. 2 lata temu zrealizowałem krótki, amatorski film dokumentalny pt. "1435 milimetrów" opisujący przeszłość i teraźniejszość linii kolejowej nr 283, łączącej Jelenią Górę z Lwówkiem Śląskim i (jeszcze do początku lat 90.) Żaganiem. W filmie tym wykorzystałem własne animacje komputerowe, aby przedstawić najciekawsze obiekty inżynierskie na tym szlaku, w tym most nad Jeziorem Pilchowickim.

Chodziło mi głównie o to, aby rozpropagować tę piękną, choć coraz bardziej podupadającą, nieczynną od 2016 r., linię kolejową i zwrócić uwagę na problem złego stanu technicznego wielu zabytków techniki w Polsce.

W tym czasie byłem zatrudniony w instytucji podlegającej Urzędowi Marszałkowskiemu we Wrocławiu, a mianowicie w Dolnośląskim Zespole Parków Krajobrazowych Oddział Jelenia Góra. Kiedy tworzyłem animacje, robiłem zdjęcia i gromadziłem informacje dotyczące ww. linii kolejowej, zdałem sobie sprawę, że mam do czynienia z zabytkiem, a właściwie z całym zespołem obiektów techniki kolejowej o wyjątkowej w skali kraju wartości. Wówczas w mojej głowie pojawiła się myśl, aby wyjść z inicjatywą wpisania tego szlaku do rejestru zabytków - na odcinku od Jeleniej Góry do Lwówka Śląskiego. Swym pomysłem podzieliłem się z  przełożoną, prosząc ją o wsparcie w jego realizacji. Niestety, sprawa została zbagatelizowana, a ja będąc zwykłym szeregowym pracownikiem, bez żadnego poparcia, porzuciłem swój pomysł.

Na szczęście udało mi się zrealizować film dokumentalny, o którym już wcześniej napisałem. i umieściłem go na Facebooku oraz YouTubie. Cieszyłem się, że film, choć zrealizowany skromnymi środkami przy użyciu prostego aparatu fotograficznego z muzyką mojego autorstwa, spotkał się z życzliwym przyjęciem osób, które go obejrzały. W tym roku otrzymał nawet wyróżnienie na festiwalu filmów amatorskich "Ogień w głowie" w Zgierzu. Oto link do tego filmu

A tu link do krótkiej niespełna minutowej animacji, przedstawiającej tylko most nad Jeziorem Pilchowickim.

Do tej pory o moście w Pilchowicach słyszało niewielu

Osobiście jest mi przykro, że o moście w Pilchowicach zrobiło się głośno dopiero teraz, kiedy grozi mu unicestwienie. Do tej pory był to obiekt znany głównie wąskiemu gronu wielbicieli kolei. Praktycznie od lat 40. ubiegłego wieku specjalnie się tym obiektem nie interesowano i nie prowadzono tu żadnych prac remontowych. Most w Pilchowicach jest tak naprawdę symbolem braku dbałości o dziedzictwo kulturowe w naszym kraju. Przecież na naszych oczach dochodzi do agonii założeń pałacowo-parkowych, świątyń poewangelickich bardzo gęsto rozsianych po całym Dolnym Śląsku i na pozostałych obszarach tzw. ziem odzyskanych. Sam most nad Jeziorem Pilchowickim jest prawdziwym zabytkiem naszej polskiej historii, wbrew temu, co twierdzi choćby wiceminister Lewandowski, człowiek nieposiadający wykształcenia z zakresu historii sztuki czy architektury. O zabytkowym charakterze tego obiektu świadczy jego wyjątkowa i supernowoczesna jak na początki XX w. konstrukcja. W okolicach mostu kręcono sceny do filmu "Skąpani w ogniu", nieco dalej scenę otwierającą słynną komedię "Jak rozpętałem II wojnę światową". To tędy pociągiem podróżowali alianccy lotnicy, którzy zbiegli z obozu jenieckiego pod Żaganiem.

W sieci pojawiają się różne informacje co do dalszych losów mostu: że po wysadzeniu go zostanie odbudowany w nowoczesnej formie, albo że zostanie zrekonstruowany, a Amerykanie się do tego dołożą. Osobiście nie daję wiary w te zapewnienia. Nawet jeśli most zostanie pieczołowicie zrekonstruowany i odbudowany dokładnie tak, jak to zrobili Niemcy ponad sto lat temu, to przecież nie będzie on zabytkiem. O zabytkowej wartości obiektu świadczy jego autentyzm. Stąd też Włosi tak wielką opieką otaczają rzymskie Koloseum, a Grecy świątynię Ateny na Akropolu, to właśnie dlatego Egipcjanie chronią piramidy. Turyści chcą podziwiać rzeczy, które są dziełem dawnych cywilizacji, a nie współczesną ich imitacją, podróbką.

W Polsce wybitne zabytki są często dziełem cudzoziemców

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, która wiele mówi o ochronie, a właściwie braku ochrony zabytków w naszym kraju. Parę dni temu obejrzałem wykres pokazujący wydatki na ochronę zabytków z podziałem na województwa. Jak się okazuje największe kwoty przeznacza się na ochronę dziedzictwa kulturowego na Mazowszu i w Małopolsce. Najmniej otrzymuje woj. dolnośląskie i lubuskie. Skąd bierze się takie nierówne traktowanie województw? Przecież najwięcej zabytków znajduje się na Dolnym Śląsku, a i w Lubuskiem jest ich sporo, choć to mały region. Nasi decydenci muszą zrozumieć, że Polska to nie tylko Warszawa i Kraków, choć pewnie są przekonani, że tam bije serce prawdziwej Polski. Muszą też zrozumieć jeszcze inną prawdę, która dla ludzi choć trochę interesujących się zabytkami jest oczywista:

większość wybitnych zabytków architektury w Polsce nie jest wcale dziełem Polaków, lecz dziełem obcokrajowców, których wiedzę i umiejętności wykorzystywali nasi królowie, możnowładcy oraz duchowieństwo. Przez kilka stuleci byliśmy prawdziwym tyglem kulturowym i dzięki temu nasze dziedzictwo jest tak bardzo bogate i zróżnicowane. Stąd do naszych czasów szczęśliwie zachowały się meczety na Podlasiu, cerkwie na Podkarpaciu oraz świątynie ewangelickie na Śląsku. Wszystko to zasługuje na ochronę w jednakowym stopniu. Na ochronę zasługuje również most nad Jeziorem Pilchowickim.

Myślę, że o poziomie rozwoju cywilizacji świadczą nie tyle jej osiągnięcia techniczne i kulturalne, ile stosunek do dorobku dawnych pokoleń. Chciałbym, aby ludzie, którzy będą decydowali o losie mostu nad Jeziorem Pilchowickim, wzięli sobie do serca tę prostą prawdę i ocalili go dla przyszłych pokoleń.

Tylko powszechny, głośny opór przeciw barbarzyństwu może ocalić most w Pilchowicach. A przecież, jak zwrócił  uwagę autor listu, na naszą troskę zasługuje cała linia kolejowa, której jest częścią. Podobnie jak dewastowane parki i pałace. Walczmy o nie, bo to nasze dziedzictwo, bez względu na to, przez kogo zbudowane! Piszcielisty@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.