Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwsza wyrwa w logice pochodzi od naszych sprzymierzeńców. Tych porządnych ludzi, którzy idą z nami w marszach równości z tęczą na baloniku. W Polsce jest to ciągle akt heroizmu i certyfikat otwartości umysłu, więc chwała im za to.

Jednakże baloniki się dziś przekłuły u wielu i wydostało się z nich smrodliwe powietrze. Okazuje się, że tak długo jesteśmy warci wsparcia, jak długo chodzimy tylko sobie po ulicach tanecznym krokiem, jak cyrkowe, sympatyczne i inteligentne cudaki. Miło jest się pokazać w naszym towarzystwie. Inteligentnie się z nami gada. Dobrze tańczymy. Ładnie pachniemy. Po takim marszu człowiek wraca do domu uskrzydlony i roztańczony. I fajnie, jeśli na tym poprzestaniemy. Taka walka o nasze prawa jest w sam raz: prawica się piekli i człowiek, który nas wspiera, ma poczucie, że bierze udział w czymś, co jest przeciw tym znienawidzonym „katolibom”.

Tyle że dla nas to nie jest istota naszej walki. My maszerujemy po równe prawa. Marsz Równości to nasz marsz pamięci. Tańczymy dla siebie, ale płaczemy w środku za tych, których zamordowano, pobito, zelżono, skopano, opluto, którym odmówiono praw ludzkich. Tymi marszami nie wojujemy.

Nasza walka toczy się naprawdę w sądach i trybunałach. Ciągamy przed oblicze sprawiedliwości całe rządy i pytamy sąd: Czy to naprawdę słuszne jest i sprawiedliwe, że ja, człowiek, mam mniej praw od innego człowieka?

W większości krajów świata sądy mówią: Nie, nie jest to ani słuszne, ani sprawiedliwe. Jesteście dyskryminowani, nie macie wszystkich należnych wam praw człowieka i to trzeba zmienić.

W krajach rządzonych przez koalicje ołtarzy i tronu – takich jak Polska – nie jest tak różowo. Rosja, kraje Azji, Afryki i muzułmańskie państwa wyznaniowe mają w swoich księgach prawo do zabijania lub więzienia nas za to, kim jesteśmy. I dzieje się to w XXI wieku, gdy już ponad wszelką wątpliwość wiadomo, że bycie LGBTQ to nie sprośny wybór dewiantów, tylko dzieło naszego STWÓRCY.

Wydzieranie tych naszych przyrodzonych i konstytucyjnych praw człowieka z gardeł tłustych heteroseksualnych kotów nie jest przyjemne, kosztuje masę wysiłku i pieniędzy. W tym nie mamy zbyt wielu sprzymierzeńców. Finansujemy tę walkę głównie sami. Pomagają nam wrażliwi na niesprawiedliwość i dyskryminację prawnicy, konstytucjonaliści. Oni na tęczowe marsze rzadko przychodzą. Nie mają czasu tańczyć na ulicach. Bronią nas przed wyrzucaniem z pracy, z mieszkań, przed biurokracją, która nie uznaje naszych dzieci, przed przestępstwami z nienawiści. Są urobieni po pachy. Mój pies ma w Polsce więcej zagwarantowanej prawem ochrony przed przestępstwem z nienawiści niż ja.

Ta nasza prawdziwa walka nie jest ubrana w tęczowe tiule. Jest w czarnych togach prawniczych i ma paragrafy napisane przez tych samych, którzy nie chcą nam dać ani centymetra człowieczeństwa. Większość naszych sprzymierzeńców, którzy maszerują z nami, nawet o tym nie wie, że marsz to tylko bal, że kuchnia naszej walki jest w okopach.

Druga wyrwa w logice naszych sprzymierzeńców pojawia się przy adopcji dzieci. „Popieram związki partnerskie, ale na adopcje dzieci bym się nie zgodził/zgodziła”.

Wszystkie naukowe badania dowodzą, że nasze dzieci chowane w tęczowych rodzinach rozwijają się TAK SAMO LUB LEPIEJ niż ich rówieśnicy w rodzinach hetero. Kropka. Dlaczego więc nie pozwolić nam adoptować dzieci? Bo tak, bo nam się wydaje, że lepiej nie. Jest to casus taki sam jak z alkoholem: alkohol powstaje w procesie chemicznym zwanym fermentacją, ale część ludzi wierzy, że to krasnoludki sikają do mleka i że tak się robi alkohol. Bo tak.

Trzecia wyrwa w logice naszych sprzymierzeńców dotyczy uczuć i przyzwolenia na to, jak mamy walczyć o nasze prawa. Zatknąć tęczowych flag na pomnikach nam nie powinno być wolno. Włożyć tęczową flagę Jezusowi to już akt potworny, obraża uczucia religijne. Jeśli chcemy walczyć o swoje prawa, to mamy nie obrażać praw innych. No, logiczne, prawda? Walczymy podobno o „tolerancję”! Otóż nie. Nie walczymy o tolerancję wcale a wcale. Tolerować to można niewygodne buty, a nie drugiego człowieka. My chcemy po prostu być.

Natomiast co do obrażania uczuć. Naprawdę jest symetria w tym, że w kraju w 95 proc. katolickim kardynałowie zieją w nas ogniem zarazy, głowa państwa odbiera nam człowieczeństwo i nazywa ideologią gorszą od bolszewii a zatknięciem flagi na figurze Jezusa? Naprawdę? Je*ne pedały do gazu nie ranią? Pedofile i zoofile masturbujący dwulatki to jest komplement? Siedzą sobie katolicy w łodzi motorowej i prują przez jezioro praw i przywilejów, a my w naszej dziurawej łupince ich obrażamy, bo niegrzecznie zatknęliśmy naszą flagę Jezusowi? Nie żaden porno obrazek, ale flagę, która jest w Polsce symbolem deptanej ludzkiej godności!

Nie wspomnę już nawet o tym, że cały ten cyrk z obrażaniem uczuć religijnych jest jak zabawa z łopatkami w piaskownicy: ty mnie obraziłeś! nie, nie, ty mnie bardziej obraziłeś!; a wcale bo nie, ja jestem bardziej obrażony!; nie! nie! Ja jestem bardziej obrażony! A tymczasem rzeczywistość naokoło skrzeczy: MY NIE MAMY WSZYSTKICH NALEŻNYCH NAM PRAW CZŁOWIEKA, a wy tu pieprzycie o obrażonych uczuciach. Oddajcie nam nasze prawa, wtedy będziemy się rozliczać z dobrych manier i dobrego wychowania.

Drodzy nasi sprzymierzeńcy! Walka o prawa człowieka to nie jest bal przebierańców, to operacja na otwartym sercu w namiocie na polu bitwy, pod ostrzałem ostrej amunicji, tu giną ludzie. Jeśli naprawdę nas popieracie, to to rozumiecie. Jeśli tego nie rozumiecie, to znaczy, że do naszej walki przyszliście tylko potańczyć.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.