Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Wybory są świętem demokracji, ale tylko wtedy, jeśli między wyborami demokratyczne partie proszą wyborców o uwagę, a nie pozwalają się łaskawie popierać, bo im się głosy po prostu należą" - napisała Agnieszka Kublik w świetnej analizie wyborczych porażek PO: "Lenistwo, pogarda dla ekspertów, ignorowanie młodych wolontariuszy. Tak wyglądała wyborcza walka PO".

Zaczęła od 2015 r. - wygranych przez Andrzeja Dudę wyborów prezydenckich, skończyła na przegranej Rafała Trzaskowskiego.

Widziałam wszystko, co prowadzi do porażki: pewność siebie, brak wyobraźni, lenistwo, bylejakość, pogardę dla ekspertów od wyborczego PR. No i niedocenianie przeciwnika - napisała.

Tekst wywołał lawinę komentarzy. Przyszło także sporo listów. Głosy podzieliły się mniej więcej po połowie. Jedni odsądzają autorkę od czci i  wiary za ataki na i tak przegraną PO, drudzy - gratulują wywodu i dorzucają własne, często gorzkie obserwacje związane z działalnością tej partii.

LISTY

Na takie teksty jest miejsce w prawicowych gazetach

To skandal, że kiedy należałoby się jednoczyć i konsolidować, Pani Kublik pisze artykuł, aby rozwalić Platformę i zniweczyć trud tysięcy wolontariuszy, którzy poparli Rafała Trzaskowskiego. Mieszkam na wsi, mam 69 lat, jestem prenumeratorem "Wyborczej" i oburza mnie taka postawa autorki. W dobie, kiedy wszyscy opluwają Platformę to dywersja i szkodzenie redakcji. Jeśli pani Kublik chce, niech publikuje swoje mądrości w prawicowych gazetach lub Radyju u Ojdyra.

Czytelnik

Wykładają się nawet na drobiazgach

Kilka dni przed II turą wyborów zgłosiłem się do lokalnego biura PO w Turku (Wielkopolskie) z propozycją  wsparcia kandydatury pana Rafała Trzaskowskiego. Chciałem pełnić funkcję męża zaufania w Obwodowej Komisji Wyborczej w miejscowości Dobra. Do reakcji i komunikacji z lokalnym biurem PO nie mam uwag.

Zostałem zaskoczony negatywnie już po wyborach, kiedy to za pośrednictwem przewodniczącego PO w Turku otrzymałem mailem treść pisma wysłanego przez panów Budkę i Trzaskowskiego do osób, które swoją społeczną pracą uczestniczyły w procesie wyborczym. Moim zdaniem niedopatrzeniem albo brakiem wyczucia ze strony osoby przygotowującej treść tego listu było pominięcie faktu, że wpieraliśmy wybory prezydenckie. Ponadto uważam, że podpisy obu panów powinny być uzupełnione informacją "kto jest kim" Wartością dla adresata jest to, kim jest osoba, która pisze do niego, a nie to, że nazywa się Budka czy Trzaskowski. Kiedy moje wnuki znajdą w archiwum dziadka ten list, to nie będą miały pojęcia, kim byli obaj panowie. O braku daty w piśmie już można nie wspominać.

Moje doświadczenie tylko potwierdza brak jakości w działaniach PO w sytuacji, gdy wykładają się już na drobiazgach.

Marek Bykowski

Sztab nie umie zagospodarować chętnych do pomocy

Absolutnie podpisuję się pod tekstem pani Agnieszki Kublik. Chciałam się zgłosić jako wolontariusz i mąż zaufania w sztabie Rafała Trzaskowskiego. Na mojego maila dostałam automatyczną odpowiedź, że proszą o kontakt telefoniczny ze sztabem. Po co więc podawany był e-mail jako forma kontaktu? Zadzwoniłam i zostałam poinformowana, że wolontariuszy i mężów zaufania nie potrzebują, bo już mają za dużo ludzi. Zapytałam, czy mogę pomóc w czymkolwiek, bo dysponuję czasem, podziękowano mi, że nie ma takiej potrzeby.

Jestem politologiem wykształconym za granicą i myślę, że to przedziwne, że w samym szczycie działań kampanijnych sztab nie umie zagospodarować chętnych do pomocy.

Zgłosiłam się zatem do KOD jako obserwator społeczny. Przez cały dzień wyborczy z dwiema krótkimi przerwami na posiłki byłam w lokalu wyborczym. Mąż zaufania (a może raczej żona) z komitetu Rafała Trzaskowskiego pojawiła się na początku dnia na 10 minut i potem na liczeniu głosów. Nie była przeszkolona, nie wiedziała, jakie są zasady postępowania przy liczeniu, nie miała podstawowej wiedzy, jakie są jej prawa i jakie obowiązki. Ja po serii szkoleniowej przeprowadzonej przez KOD i po przeczytaniu przygotowanych materiałów wskazywałam jej, na co powinna zwrócić uwagę.

Tak więc z bliska mogłam doświadczyć tego, o czym pisze Pani Agnieszka Kublik. Ignorowanie chętnych, brak umiejętności wyłuskania i zaangażowania tych, którzy coś o kampaniach, marketingu politycznym i politologii wiedzą.

Izabella

Nie krytykujcie, edukujcie

Gdy głośno powiedziałem, że takie informacje są nieprawdziwe, to wielu sąsiadów przestało mnie zauważać. Musi minąć wiele lat, by następne pokolenia nauczyły się oceniać rzeczywistość. To też wasza wina Państwo dziennikarze, że zajmujecie się krytyką, a nie potraficie przekazać społeczeństwu niezbędnej do tego wiedzy.

czytelnik

Partia elit

Bardzo trafny artykuł. Lenistwo, arogancja wobec wyborców, brak umiejętności przekazania tego, co się zrobiło, i przekucia tego w sukces zawsze było słabą stroną PO. Ludzi nie wolno obrażać, wytykać im, że są gorsi, bo słuchają disco polo, że nie chodzą do teatru, że głosują na PiS, bo są po zawodówce albo pochodzą z małych miejscowości. Polska oddalona od Warszawy widzi PO jako partię elit, celebrytów z Warszawy, którzy po kolejnych przegranych wyborach sprzedają swoje domy i wyprowadzają się. Ponad dziesięć milionów Polaków po wyborach ma zrobić to samo?

Piotr

Komentarze z forum wyborczej.pl

setnik: Dobry, trafny tekst. Mnie też zastanawia, czemu od pięciu lat KO nie robi niczego konstruktywnego, nie wymyśla i nie promuje kontrpomysłów wobec działań PiS (bo kiedyś ten kraj trzeba będzie „odbić” i zacząć naprawiać, niestety rozpoczynając od fundamentalnych spraw). Dlaczego nie opracowuje się opozycyjnych, spójnych koncepcji nt. klimatu, polityki społecznej, edukacji, służby zdrowia itp. itd.? Jedynie młoda lewica wyszła tu przed szereg, pokazała, że jej zależy i zdobyła tym mój głos. Ze strony PO jedyne, co słyszę, to przy wybuchu każdej afery z udziałem PIS-u, to te śmieszne pokrzykiwania „hańba, hańba”... (jakby robiło to na kimkolwiek wrażenie) i równie anegdotyczne hasła wyborcze „Nic, co zostało dane, nie będzie odebrane”. A może coś od siebie? Drodzy posłowie PO - siedzicie na tyłku piąty rok, zacznijcie w końcu pracę od podstaw, wymyślajcie plan, jak krok po kroku odbudować ten kraj po PiS-ie. Dlaczego nie pracuje się nad gabinetem cieni, aby chociażby pokazać ludziom, że jesteście przygotowani, a zmiana warty jest możliwa? Zaczniecie się nad tym zastanawiać, gdy jakimś cudem uda się wam w końcu wygrać wybory?

ewa.bab: Mój Boże jaka ta Platforma była straszna. Kraj się rozwijał, oznaki rasizmu były piętnowane szkoły miały (w tym gimnazja) coraz wyższe notowania w rankingach międzynarodowych, Polska była lubiana, słuchana i ceniona nie tylko w ramach UE, lecz także w różnych międzynarodowych gremiach kulturalnych. Uczniowie i nauczyciele zdobywali prestiżowe nagrody. I co? Znudziło się. Pisze Pani, że Komorowski miał beznadziejną kampanię przemilczając to, jak dziennikarze rzucili się, aby go ośmieszać. Było wtedy w modzie "dopieprzyć " Platformie i zrobiliście to z największa przyjemnością ("nie straszcie PiS-em), a oni nie tylko przygotowali ustawy, które ogłosił PiS jako własne, ale też zostawili finanse i kasę, która została przez następców roztrwoniona. Nie chcieliście "cieplej wody", to macie i mamy reżim, potworną korupcję, drugi sort, sfałszowane wybory itp. Warto było? Ani jednego zdania, gdzie byliśmy i gdzie jesteśmy? Znów jest winna Platforma? Litości.

joka007: Niestety cała prawda o PO. Tak to wygląda od środka. Działaczom PO nie zależy na zwycięstwie, bo równie wygodnie żyją będąc w opozycji. Skupiają się na robieniu teatrzyku politycznego, a nie autentycznej walce o wyborcę.

Dywes: Autorka ma rację! Nie należę do PO, ale chciałem kilkakrotnie im pomóc. W wyborach parlamentarnych napisałem e-maila do kandydatki z Krakowa, do dziś nie otrzymałem odpowiedzi. Przed ostatnimi wyborami zapytałem mailem lokalne biuro poselskie, dlaczego na ulicach tak mało jest kandydata Trzaskowskiego. Po paru dniach otrzymałem maila, że jak chcę to mogę do nich przyjść po baner, albo zgłosić się na męża zaufania. To ja mam chcieć? A co oni? To prawda - PO to lenie!

Czekamy na kolejne komentarze. Dyskutujmy, tylko w ten sposób może uda nam się razem coś zbudować!

listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.