Przepraszam za tytuł, ale najlepiej oddaje poziom dysonansu poznawczego, którego od kilku dni nieprzerwanie doświadczam.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem nauczycielką języka łacińskiego w szkole średniej i chciałabym zabrać głos w ogólnopolskiej debacie, która trwa w mediach, także tych społecznościowych, od momentu publikacji przez Ministerstwo Edukacji Narodowej nowelizacji rozporządzenia o podstawie programowej dla liceów i techników, w myśl której język łaciński i kultura antyczna obok filozofii, muzyki i plastyki może zostać przez dyrektora szkoły wybrany jako przedmiot obowiązkowy w pierwszej klasie liceum lub technikum w wymiarze 30 godzin.

W kontekście tytułów tekstów portali i gazet, które w większości informują o wprowadzaniu obowiązku nauczania łaciny od 1 września 2020 roku, warto stanowczo podkreślić, że dyrektor może wybrać łacinę spośród czterech przedmiotów i z zastrzeżeniem, że będzie to kurs składający się w całości z 30 godzin.

Otrzymałam wiele „entuzjastycznych” wiadomości od znajomych śledzących doniesienia prasowe i media społecznościowe, że łacina będzie wreszcie obowiązkowa i pytań, jak bardzo się cieszę? Nieprzerwanie od 16 lipca 2020 roku, czyli dnia publikacji, skaczę ze szczęścia… Tyle dobra, że nie wiem, w co ręce włożyć…. Dyrektor może wybrać łacinę, ale nie musi… Wszyscy filologowie klasyczni zapewne zacierają ręce i nie mogą się doczekać 1 września… Liczą, że wygrają z filozofami, nauczycielami muzyki lub plastyki…

O potrzebie generalnej reformy polskiego systemu edukacji nie zamierzam tutaj przekonywać, choć przyznaję, że w momencie, kiedy przyjmuję perspektywę ucznia szkoły średniej pozbawionego lekcji filozofii, łaciny czy muzyki, bo dyrektor szkoły zdecydował o prymacie plastyki, myśl ta wydaje się kusząca. Każdy wybór z czterech zaproponowanych przedmiotów, a tym samym rezygnacja z trzech pozostałych, wydaje się niesprawiedliwy dla dobrej, pełnej edukacji naszych uczniów.

Dlaczego akurat te cztery przedmioty uznano za grupę michałków, których taki właśnie status został usankcjonowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej rozporządzeniem w sprawie podstawy programowej szkół średnich i techników? Być może chodzi o twórczość Zenona Martyniuka?

Nikt wykształcony choćby elementarnie w zakresie muzyki, plastyki, filozofii i łaciny nie mógłby nucić pieśni tego „twórcy”, np. z reklamy popularnej sieci handlowej, ze względu na melodię, wizerunek „artysty”, filozofię życia oraz głębię treści wypływającą z każdego wersu tekstu.

Antyk miał Zenona z Kition, a Polska ma Zenka z Białegostoku (notabene Zenon to imię oznaczające „władcę bogów”). Ktoś wykształcony w szkole średniej w obszarze łaciny, filozofii, muzyki i plastyki mógłby zacząć myśleć bardziej samodzielnie i twórczo, a tego przecież nie chcemy.

Wracając do łaciny i jej wymiaru nauczania w szkole średniej, rzecz jasna, nie tego obwieszczanego przez media, należy wyraźnie zaznaczyć, że około 2 proc. uczniów w Polsce odbiera naukę tego języka w ramach przedmiotu rozszerzonego (240 godz.), w większości szkół średnich nie ma go wcale, a w części liceów dyrektor wykrawa tak zwane godziny dyrektorskie i organizuje dodatkowe zajęcia edukacyjne w wymiarze jednej godziny tygodniowo przez rok lub dwa lata nauki, co daje 30 lub 60 godz. w cyklu nauczania na poziomie szkoły średniej.

Rozporządzenie MEN nic zatem nie zmieni. Łacina pozostanie michałkiem – ninil novi, tak było za rządów SLD, PO i PiS. Tym bardziej frustrujące dla nauczycielki języka łacińskiego są rozważania snute w przestrzeni publicznej, w mediach społecznościowych, w audycjach radiowych o programie kształcenia dzieci w łacinie kościelnej, nauczaniu tejże łaciny przez księży i zakonnice.

Może się mylę, ale chodzi ciągle o łacinę klasyczną i kulturę antyczną. Język Cycerona, Cezara, Owidiusza, Horacego czy Seneki Młodszego, ateńską demokrację, sztukę, filozofię. Kwalifikacje do nauczania tego przedmiotu mają wyłącznie filologowie klasyczni.

Błagam o litość, te rozważania o upolitycznieniu nauki łaciny są z ogromną szkodą dla poziomu wykształcenia średniego młodych ludzi. Dla nich łacina brzmi dostatecznie groźnie, a jeśli dodać jeszcze koloryt polityczny, skutki mogą być opłakane.

Każdą pierwszą lekcję z uczniami klas o profilu humanistycznym i biologiczno-chemicznym rozpoczynam od pytania: „Jak sądzicie, po co będziecie uczyć się łaciny”? Odpowiedzi, zależnie od preferencji związanych z wyborem przyszłego zawodu, są różne, wiążą łacinę z prawem, medycyną, historią, filozofią, językoznawstwem, literaturą i często są bogato argumentowane – mam bardzo mądrych uczniów.

Intuicyjnie, ale nie tylko, młodzi ludzie wyczuwają jednak, że przede wszystkim będą sięgać do języka i kultury, które są korzeniem, początkiem współczesnej cywilizacji, wspólnoty. Krótki, bo dwuletni kurs łaciny, pozwala im wniknąć w świat wartości, idei, polityki czy kultury Greków i Rzymian, z którego często wychodzą zdumieni, że wszystko już było. Mowy Peryklesa, Cycerona, fragmenty Owidiusza, Medea, index librorum prohibitorum czy zbrodnia pewnego szewca z Efezu, którego imienia nie wolno wszak przywoływać, sentencje i zwroty łacińskie pozostawiają w nich refleksję, kiełkuje potrzeba dyskusji i przekładania antyku na współczesność. Absolwenci po latach żartują, że „łacina dała mi +100 punktów do brzmienia mądrze w dyskusjach”. Mogę być moderatorką tych zajęć tylko i wyłącznie dzięki otwartości dyrekcji mojej szkoły.

Sam fakt, że to łacina, a nie filozofia, muzyka czy plastyka wywołała taką burzę w dyskusjach na forach, w mediach społecznościowych, wydaje się interesujący. Perła w koronie edukacji międzywojnia, przechodząca okres wzlotów i upadków w okresie PRL, utrącana od początku XXI wieku, ciągle budzi emocje, bowiem jej znajomość jest świadectwem erudycji.

Ilu dziennikarzy, chcąc zabrzmieć górnolotnie, nie zauważa różnicy między stricte a stricto, niewłaściwie kładzie akcent w zdaniu Primum non nocere, przypisuje autorstwo zdania Scio me nihil scire Kartezjuszowi?

Cokolwiek powiesz po łacinie, brzmi wzniośle – przecież Polacy to lubią. Ja również jestem pewna, że odrobina snobizmu nikomu jeszcze nie zaszkodziła. O co więc chodzi z łaciną? Dlaczego budzi takie emocje?

Okrojenie nauczania łaciny i eliminacja greki z procesu edukacji sprawiły, że brzmienie antycznych języków, bo przecież nie ich treść, jest dostojne, a co najważniejsze - tajemnicze. Być może stąd potrzeba używania łaciny przez współczesne rodzime fundacje i międzynarodowe organizacje próbujące przeprowadzać rewolucję społeczną i obyczajową, które nazywają się np.: Lux Veritatis – światło prawdy, Opus Dei – dzieło Boga, czy Ordo Iuris – porządek prawa.

Łacina przywołuje często automatyczne konotacje z językiem Kościoła. Umyka gdzieś we współczesnym świecie łacina jako przede wszystkim język elit, język nauki, język ludzi wykształconych w zakresie medycyny, historii, pedagogiki, prawa etc. Nawet przeciętnie wykształcony słuchacz ciągle to wychwytuje, wyżej ceniony jest dyplomata używający terminów persona non grata, ultima ratio czy a posteriori. Być może podskórnie każdy z nas wyczuwa, że Non tam praeclarum est scire Latine, quam turpe nescire.

Czyli, z jednej strony wiemy, że znajomość łaciny nie przynosi chluby, lecz jej nieznajomość przynosi wstyd, ale z drugiej zdajemy sobie sprawę, że nauka łaciny wymaga wysiłku. Współczesna szkoła średnia szczęśliwie realizuje podstawę programową lub program autorski, które w związku z samą nazwą przedmiotu implikują realizację treści związanych z łaciną klasyczną i kulturą antyczną, jednak nie naraża uczniów na trud. W myśl nowych ustaleń ministerialnych nauka łaciny ma trwać rok w wymiarze, powtórzmy, 30 godzin dydaktycznych, pod warunkiem że dyrektor szkoły zdecyduje o jej wyborze.

Tylko od woli dyrektora i stopnia zaangażowania nauczyciela będzie zależeć, czy uczniowie zechcą pójść dalej – startować w Olimpiadzie Języka Łacińskiego, konkursach przedmiotowych, ubiegać się o indeks studenta filologii klasycznej. Od niemal 20 lat trwa proces unicestwiania łaciny w szkołach publicznych, więc proszę o wyrozumiałość dla irytacji nauczycielki języka łacińskiego pytanej o poziom radości w związku ze „zmianami” MEN i czytającej o planie nauczania łaciny kościelnej przez księży lub zakonnice.

W pierwszym wersie mojego tekstu przeprosiłam za tytuł, teraz spróbuję go obronić. Mój Dziadek ze strony Mamy i Babcia ze strony Taty odebrali wykształcenie średnie w okresie tuż przed wybuchem i tuż po wybuchu II wojny światowej. Dziadek miał zwyczaj tłumaczyć Nec Hercules contra plures z szelmowskim uśmiechem jako: „I Herkules dupa, kiedy ludzi kupa”, Babcia, kiedy chciała coś ironicznie skomentować, używała: „Sralis masgalis referendus duptus”. Jako feministka trzymam jednak stronę Dziadka, powiedzonko Babci nasunęło mi się li tylko jako komentarz do bieżącej histerii z łaciną w roli głównej. Od siebie dorzucę tylko na koniec komentarz Vox populi, vox Dei…
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Czytaj teraz

Przydatne linki

Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Proponuję "naukę" religii ograniczyć do 30 gidzinnego kursu. Przecież tak naprawdę to tylko nauka katechizmu. Żadnych rozważań nad Ewangelią, krytycznej analizy, historii religii, nie uczą. Inna sprawa to nikły poziom intelektualny księży i świeckich katechetów.
@Vito(ld)60
a skąd poziom intelektualny księży ma być wysoki, skoro jacy są biskupi, każdy widzi! Silan selekcja negatywna w tym zawodzie: ksiądz Adam Boniecki ma zakaz wypowiedzi w mediach poza TP, natomiast arcy-biskup Jędraszewski ma prawo sączyć jad, tak samo inni mu podobni...
@Vito(ld)60
Dokładnie tak, max 30 godz na religię!!
@rusty
max 0 godz. na religię!
Jaka kraina, taki Zenon...
już oceniałe(a)ś
Cudne!
już oceniałe(a)ś
Dzięki za ten mądry tekst. Od lat krzyczę: łacina do szkół! Ale ta propozycja MEN zwala z nóg. Wszystko po pisowsku: właściwa ocena rzeczywistości, lekarstwo na bolączki beznadziejne.
@agmag11
Łacina do szkół ale może jako przedmiot do wyboru. Kto się jej nie uczył (a ja owszem - straszne 4 lata) może mieć jakieś złudzenia co do tego, że to taki tajemniczy, uroczy język, tu sentencje więc właściwie nie powinno być problemu. A to nie jest łatwy język, mnóstwo części mowy się odmienia, kilka deklinacji i koniugacji, wyjątki do pierwszej wbite mi ogniem i żelazem pamiętam do tej pory: agricola, nauta, poeta etc. A greka jeszcze gorsza.
Hoc est corpus meum... Plebs, qui sedet at dexteram Patris (był daleko) słyszał tylko: "Hoc ...us pocus".
@michal.sajko
No cóż, ty też nie uczyłeś się łaciny. "Plebs, qui sedet ad (nie 'at') dexteram Patris" znaczy "Lud, który siedzi po prawicy Ojca", a nie: "był daleko". Ale to tylko potwierdza, że autorka ma całkowitą rację. Gratuluję tekstu Pani Michalkiewicz-Gorol. Emeritus professor litterarum latinarum.
@mich
hihi!
@Mrowiec
To prawda, pomyliłem co nieco. Jako umysł ścisły nie miałem łaciny w szkole, potem ją trochę liznąłem przy okazji paremii prawnych oraz tekstu mszy łacińskiej.
usłyszawszy o tej propozycji MEN, od razu pomyślałem, że zamiast czytać Katona, Wirgiliusza czy Horacego, uczniowie będą musieli się przedzierać przez teksty św. Tomasza z Akwinu czy encykliki papieskie, a w najlepszym razie Wulgatę.
Zawsze chciałem się uczyć łaciny, ale zainteresowania pchnęły mnie na biol-chem, a tam jak na złość jej nie było...
Brawo, Pani Profesor! Jestem z pokolenia, w którym najlepsza klasa Ia w moim liceum była łacińska. Miałem wręcz obsesję gramatyki łacińskiej, na spacerach i w innym wolnym czasie koniugowałem i deklinowałem w myśli. Gdzieś przeczytałem ostatnio, że nauka łaciny ułatwia naukę innych języków i chyba w moim przypadku się to sprawdziło.
Chciałem moje "brawo, pani profesor" napisać połacinie posługując się tłumaczem Gogle'a, ale podawał mi nonsensy. Szef tłumaczy G. przyznał kiedyś w wywiadzie, że w zespole w ogóle nie ma lingwistów, a tylko informatyków, stąd zapewne te nonsensy. Czy Pani wie, jak Google przetłumaczył "Non tam praeclarum est scire Latine, quam turpe nescire."? "Znajomość języka angielskiego jako podstawy do znajomości była niesamowita." Dixi.
@Chamskaholota
Poprawili Googla! Poprawili! przynajmniej odrobinkę... U mnie tłumaczenie brzmi: "Znajomość angielskiego była tak niezwykła, że ??nie wiem, jak bardzo się myliła".