Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od wielu lat – a w zasadzie od początku jej istnienia – jestem wyborcą Platformy Obywatelskiej. Nigdy nie miałem wątpliwości podczas wszystkich wyborów i każdy mój głos oddawałem właśnie na nią.

Przez wszystkie lata, gdy PO była u władzy, zgadzałem się z retoryką jej rządów, że najważniejszą rzeczą jest bezpieczeństwo finansowe kraju. Cieszyły mnie opinie rządów krajów UE, w których Polskę określano jako kraj demokratyczny. Wpadałem w egzaltację patriotyczną, gdy stawiano nasz kraj za wzór przemian i stabilizacji.

Wybaczałem wpadki członków rządu i polityków PO, wiedząc, że zawsze znajdą się oszuści i złodzieje – bo takie jest życie.

Po przegranych w 2015 r. wyborach prezydenckich byłem rozczarowany, a po parlamentarnych – załamany wyborem Polaków.

Politycy reprezentujący moje poglądy przeszli do opozycji i co?

Przegrali następne wybory samorządowe, a przed chwilą kolejne wybory prezydenckie.

Najtrafniejszym określeniem mojego stanu jest bezsilność i apatia, a było blisko euforii, bo była nadzieja po wygranej w Senacie.

Dlaczego przegraliśmy?

Celowo nie mówię, że wybory przegrał mój kandydat Rafał Trzaskowski, bo przegrała je cała formacja.

Początkowo płynąłem z nurtem opinii, że to opozycja nie popisała się, bo się nie zjednoczyła. Nawet druga tura nie spowodowała oficjalnej mobilizacji w szeregach PSL i Hołowni, która powinna skutkować poparciem dla Rafała Trzaskowskiego. Teraz jednak nie dziwię się i ich rozumiem. Dziwię się rozczarowaniu i zdziwieniu doświadczonych komentatorów. Dlaczego? A no dlatego:

Czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie, że ktokolwiek w kierownictwie PSL (w każdej partii byłoby podobnie) weźmie na siebie polityczną odpowiedzialność za ryzyko wchłonięcia partii przez PO, czy chociażby za zarzut marginalizacji? Bardziej realna wydaje się sytuacja, że pojedynczy politycy będą przechodzić oficjalnie lub nie do PIS, a inni do PO lub Hołowni. W finale PSL zniknie lub stanie się bytem teoretycznym.

Jeżeli weźmiemy na tapetę ruch Hołowni, to też nie spodziewam się, że wejdzie w porozumienie z Trzaskowskim jako symbolem PO. Oczywiste jest to, że gdyby taki sygnał ujrzał światło dzienne, to mnóstwo zwolenników z oburzeniem by go porzuciło, tym bardziej że sondaże dają nadzieję na wejście do Sejmu.

Chciałbym się jednak skupić na analizie porażki Platformy Obywatelskiej w wyborach prezydenckich, bo właśnie przez pryzmat PO należy oceniać tę porażkę, gdyż każde z wypowiedzianych podczas kampanii przez Rafała Trzaskowskiego słów i obietnic było zestawiane z polityką Platformy. Prym w tych zestawieniach wiodła oczywiście TVP.

O tym, co się tam ukazywało, dowiadywałem się z postów w komunikatorach społecznościowych, bo nie oglądam telewizji publicznej (partyjnej) w ogóle.

Mimo że jak wspomniałem, nie oglądam wyżej wymienionej telewizji, to także wszystko to, o czym mówił pan Trzaskowski, łączyłem z programem PO. Bo tak jest. Dlatego poparcie dla Rafała Trzaskowskiego jest w dużym stopniu zależne od zaufania dla Platformy, a z tym, jak wiemy, jest różnie.

Za trzy lata wybory, pewnie jeszcze trudniejsze do wygrania, bo fundamenty praworządności, a może nawet już mury, zostaną rozbite.

Czy w przyszłych wyborach wystartuje Platforma Obywatelska, czy nowy ruch pod szyldem Rafała Trzaskowskiego, nic się nie zmieni w kwestii przywoływania historii rządów tej formacji i roli w nich Rafała Trzaskowskiego.

Trzeba więc zaproponować wyborcom coś, co spowoduje, że będą chcieli zagłosować za. Nie chodzi tu o stały, światły elektorat, lecz ten, któremu jest wszystko jedno, kto będzie rządził i pod jakim szyldem, aby tylko jemu było dobrze. Tak, szanowni państwo – tacy wyborcy też są.

Musi się pojawić to, czego nie dojrzałem, ewentualnie nie wybrzmiało wyraźnie w kampanii Rafała Trzaskowskiego. Dla mnie nie miało to znaczenia, bo głosowałem na niego, jednak dla wielu, z którymi wymieniałem opinie, miało.

Pierwsza generalna sprawa to słynne 500. Przez wielu dziennikarzy Rafał Trzaskowski był chwalony za to, że powiedział o tym, że PiS miało rację w ocenie potrzeby działań socjalnych. Mnie to nie wystarczy!

Oczekuję, że PO (Rafał Trzaskowski) ogłosi:

- „Przepraszamy, że o was zapomnieliśmy, że napawaliśmy się pochwałami z UE o sile państwa, o demokracji, praworządności, stabilizacji finansowej. Szczyciliśmy się tym, że suchą nogą przeszliśmy przez kryzys.

- Prosimy o wybaczenie, że nie zauważyliśmy, że społeczeństwo nie odczuwa w swoich portfelach dobrej sytuacji kraju .

- Pieniądze z 500+, którymi PiS podzielił się ze społeczeństwem (nie rozdał), parafrazując, „po prostu się wam należą”.

Następna sprawa to temat wolnych sądów, praworządności, wolności obywatelskich itp. Dla mnie i mnie podobnych jest to sprawa generalna. Jednak dla grupy zjadaczy chleba (to tysiące wyborców) to problem wirtualny, a więc mało istotny przy podejmowaniu decyzji przy urnie wyborczej. Niestety tak jest, szczególnie w małych miastach, miasteczkach, na wsiach. Dlatego nie może być to temat generalny, lecz równoległy (może nawet poboczny).

Oczywiście trzeba walczyć o to z całych sił.

Nie wybrzmiało w kampanii, że w przypadku przegranej PiS ludziom będzie się żyło lepiej. Nie chodzi tu jednak o sferę praworządności, bo oni mają to w dupie. Tej grupie potencjalnych wyborców wydaje się, że to ich nie dotyczy, i żadna gadająca głowa tego nie zmieni. Oni muszą uwierzyć, że po przegranej PiS ich sytuacja ekonomiczna nie tyle się nie pogorszy, ile się poprawi.

Chciałbym jako wyborca usłyszeć, że:

- kwota wolna od podatku znacząco się podniesie i będzie w tej samej wysokości dla posłów,

- pierwszy próg podatkowy wzrośnie do kwoty ok. 100 000 zł,

- emerytury do kwoty np. 4000 zł nie będą opodatkowane.

- dodatek 500+ będzie także dla dzieci uczących się do 26. roku życia, a stracą go rodzice, którzy nie będą chcieli podjąć pracy,

- emerytura minimalna 1000 zł dla matek „Mama 4 plus”, które wychowały co najmniej czworo dzieci, będzie obejmowała także kobiety, które wychowały co najmniej czworo dzieci, a cały czas pracowały. Dla nich 1000 zł powinno być przyznane dodatkowo do emerytury, którą wypracują. To by było prawdziwe „Mama 4 plus”

To jest program „Pełny portfel”, który powinien wybrzmieć, a nie wybrzmiał w sposób wyraźny. Co liderzy sztabu kampanii powiedzą w tej kwestii, jest nieistotne. Minimalna przegrana też jest przegraną.

Mam nadzieję (?)

Może jest szansa na to, że Szymon Hołownia zrezygnuje z tworzenia swojego ruchu, Rafał Trzaskowski zrezygnuje z tworzenia swojego ruchu na rzecz nowego, wspólnego ruchu lub partii, której obaj staną się liderami. Wciągną rzesze młodych ludzi i dadzą nową nadzieję na nowoczesną, proobywatelską i proeuropejską Polskę, która spełni marzenia wszystkich lub prawie wszystkich.

Napisałem to jako obywatel – wyborca z miasta poniżej 100 tys. mieszkańców, który nie ma nic wspólnego z polityką i politykami. Obywatel w wieku 53 lat, który jest wkurzony (zły) i prawie bez nadziei.

Zgadzacie się? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.