Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ostatnie wybory podzieliły Polskę, a może tylko unaoczniły podział, który rośnie od lat w naszym społeczeństwie. Podział, na którym kapitał polityczny zbijają różne osoby, a który naszemu społeczeństwu nie przyniósł nigdy i raczej nie przyniesie żadnej korzyści. Poniższy tekst może trochę rozjaśni ten problem i wskaże drogi jego zażegnania. Tytuł jest nieco przewrotny, ale uzasadniony, o czym poniżej.

Na początku muszę uprzedzić, że nie głosowałem na Rafała Trzaskowskiego, więc jeśli już z tego powodu odczuwasz oburzenie, to nie czytaj, idź na kawę. Jeśli nie, to zapraszam do lektury.

Piłka w grze

Komentarze do wyniku wyborów wśród zwolenników Rafała Trzaskowskiego przywodzą na myśl słowa kibiców po kolejnych mistrzostwach w piłce nożnej: "Nic się nie stało..." i "Już za cztery lata...", tyle że teraz mówią o trzech latach. A jednak stało się – i to wcale nie tylko to, że PiS rządzi dalej. Stało się – a raczej wciąż się dzieje – w naszych głowach coś znacznie poważniejszego.

Strategia przegrywająca

PO zastosowało starą wypróbowaną strategię.

1. Nie głosimy programu, nie mówimy konkretów, nie odpowiadamy na pytania (np. latarnika wyborczego lub w debatach). Dlaczego? Bo może ktoś myśli inaczej i na nas (tym razem na Rafała Trzaskowskiego) nie zagłosuje.

2. Nie jesteśmy PiS.

3. Jesteśmy największą partią opozycyjną – chcesz głosować na kandydata, który ma szanse wygrać, głosuj na nas. Inni kandydaci to głosy zmarnowane, czyli na PiS.

Z tą strategią PO przegrywa szóste wybory z rzędu, co zdaje się samo w sobie obalać punkt 3. Z punktem 2 trudno dyskutować, wyjaśnię pokrótce punkt 1 dla niedowierzających.

Program pana Trzaskowskiego ukazał się w przedostatnim dniu przed ciszą wyborczą, kiedy media mogły jeszcze poinformować wyborców, że Trzaskowski ma program, ale już nie mogły go przeanalizować i skrytykować. Po pierwszej turze nie ośmieliły się krytykować, by nie wspierać Andrzeja Dudy.

Program pana Trzaskowskiego jest życzeniowy i abstrakcyjny. Odnosi się przeważnie do zwiększania budżetu na poszczególne zadania niebędące w kompetencjach Prezydenta RP, ale ważne dla wyborców. Co więcej, pełen jest zwrotów typu: "będę się domagał od rządu..." czy "we współpracy z rządem wystąpię o...". Deklaracje te są puste i nie dają żadnej nadziei na skuteczne działanie. Nie wiem, czy jest w Polsce ktokolwiek, kto spodziewałby się, że Kaczyński chciałby współpracować z Trzaskowskim w jakiejkolwiek formie.

To właśnie z powodu tej strategii nie oddałem głosu po raz pierwszy w życiu, odkąd mam do tego prawo. Czuję się olany. PO zabiega kolejny raz o mój głos, ale jednocześnie ma mnie za idiotę. Uważa, że nie umiem czytać i nie znam się na sprawach polityki krajowej, więc zaufam "doświadczonym politykom" i nie pytając ich, co zamierzają, oddam im swój głos. Nie wydaje mi się to bardziej wzniosłe niż oddanie głosu Kaczyńskiemu za 500 zł miesięcznie.

Biłem się z myślami do niedzieli wieczór. Prawie przekonała mnie do głosowania rozmowa pana Hołowni z panem Trzaskowskim. Ale spojrzałem na program pana Trzaskowskiego (w dniu drugiej tury) i okazało się, że prawie nic z uzgodnionych postulatów się tam nie znalazło (jedynie rada samorządowa, ale w innym kształcie i celu – została tylko nazwa). Kampania Rafała Trzaskowskiego prowadzona była z jednej strony w tonie pojednania społeczeństwa, ale z drugiej – w tonie walki o ojczyznę. Za dużo sprzeczności, hipokryzji i manipulacji (choć subtelniejszej niż ta w wykonaniu PiS). Uznałem, że nie da się w ten sposób poprawić państwa.

Duda się odwdzięczy

Wybierając taką strategię, sztab PO nieświadomie wsparł Andrzeja Dudę. Jemu konflikt jest na rękę, bo PiS nie ma wiele więcej do zaoferowania poza argumentami typu : "Robimy coś źle? Ale PO robiła gorzej, kradła więcej etc". Na osłodę dodam, że prezydent odpłaci się, dalej budując konflikt i wojnę polsko-polską. Ta doskonale opłaca się PiS, który w niej zawsze wygrywa, ale opłaca się też PO, bo dzięki niej strategia wyborcza ma sens. Gra toczy się dalej.

Ale jednak nie zgodzę się, że nic się nie stało.

W braku wiarygodnej alternatywy politycznej (bo PO wiarygodność w oczach większości społeczeństwa straciła) żadna siła polityczna nie przełamie obecnego trendu - Andrzej Duda wygrał te wybory, a PiS wygra następne za trzy lata. Tymczasem tu i teraz następuje dalszy rozkład państwa.

Rafał Trzaskowski powiedział Szymonowi Hołowni, że ich programy się prawie nie różnią, więc pan Hołownia powinien go poprzeć. Równocześnie nie zauważył, że najlepszy sposób przyciągnięcia wyborców, jaki pan Hołownia mógł zastosować, to wybranie najłatwiejszych dla pana Trzaskowskiego do przyjęcia postulatów (więc np. nie rozdział Kościoła od państwa) i skłonienie go na oczach większości swoich wyborców do ich zaakceptowania. Tymczasem Rafał Trzaskowski zrobił przedstawienie, dowodząc, że to od początku były jego postulaty... po czym nie uwzględnił ich w swoim programie.

Należy tu zaznaczyć, że jeśli programy się zasadniczo nie różnią, to dlaczego PO, wycofując Małgorzatę Kidawę-Błońską, nie poparła Szymona Hołowni? Co jest ważniejsze: odsunięcie niszczycielskiego PiS od władzy (co jest na sztandarach PO) czy może jednak własne ego i posady działaczy (którym pan Hołownia nic by nie dał, bo postulował prezydenturę bezpartyjną)? Jeśli chodzi o wygrywającego kandydata, to sondaże mówiły co innego niż punkt 3 strategii. W Rumunii i na Słowacji prezydenci apolityczni działają z powodzeniem, a obywatele są zadowoleni. U nas za trzy lata znów powiemy, że nic się nie stało, i poczekamy na następne wybory. Znów zapomnimy, co straciliśmy przez ten czas. Dlatego że nie potrafimy zakończyć partyjnych gier i skupić się na kompetencjach kandydata zamiast jego barwach klubowych.

Koniec gry

Pytania końcowego nie skieruję więc do działaczy PO, bo nie spodziewam się, żeby zrozumieli problem w czasie potrzebnym na decyzje. Pytanie i list kieruję do lojalnego wyborcy PO: Kiedy zastanowisz się i zakwestionujesz jakość swojego ugrupowania? Czego jeszcze potrzebujesz, by zacząć krytycznie oceniać głoszone postulaty? Wierzysz, że żelazny elektorat PO naprawdę jest lepszy w swej żelazności od żelaznego elektoratu PiS? Czy czasem żelazny nie oznacza nieświadomy lub nawet gorzej - bezmyślny?

Osobiście nie mam wielkich pretensji do błędów rządów PO. Nikt nie jest doskonały i żadna władza nie rozwiąże problemów wszystkich obywateli. Rozumiem jednak ludzi, którzy do PO mają żal i czują się skrzywdzeni. Oni mają swoje realne potrzeby, których rządy PO nie próbowały nawet zaspokoić. Odpowiedź dawana przez PiS nie jest właściwa, bo to odpowiedź rządów mafijnych i rujnujących państwo (zgodnie z zapowiedziami przedwyborczymi). Nie oznacza to jednak, że odpowiedź PO (o ile istnieje) jest dla nich lepsza.

Nieważne więc, na kogo zagłosujesz, myśl, bądź otwarta(-ty), rozmawiaj. Nawet ze zwolennikami PiS. Jeśli chcesz zmienić Polskę, to musisz zrozumieć ich potrzeby - nie przekonuj, tylko słuchaj.

Gdy będziesz znać problemy ludzi, którzy głosują na PiS, znajdź kogoś, kto ma na nie odpowiedzi. Nie patrz przy tym na klubowe barwy, ale słuchaj i czytaj wypowiedzi, postulaty, program. Pilnuj, by były spójne i rozsądne, a nie tylko "mile widziane". Jeśli nie znajdziesz nikogo, to sam je wymyśl - to też Twoja Polska i potrzebuje też Twojej głowy. Tak często narzekasz na polityków, a nie wierzysz, że możesz zrobić to nie gorzej niż oni?

Dopóki nie powstanie w Polsce aktywne społeczeństwo obywatelskie, dopóki nie zrozumiemy, że patriotyzmu nie wyraża się, wieszając biało-czerwone chorągiewki ani śpiewając hymn, ale przez odpowiedzialny i aktywny udział w polityce krajowej i międzynarodowej, nie doczekamy się w Polsce profesjonalnej polityki. Wyhodowaliśmy kastę polityczną, która wie, że nic od niej nie wymagamy, więc może robić, co chce, i brać co jej się nie należy, a ostatni politycy starej daty, którzy zostali nimi z potrzeby chwili, a nie z cwaniactwa, odchodzą już na emerytury.

Autor  jest rolnikiem prowadzącym małe gospodarstwo rolne w Małopolsce. Nietypowym, bo po doktoracie i pracy naukowej w Wielkiej Brytanii wrócił do Polski, by hodować konie i krowy, wychowywać czwórkę dzieci i budować samodzielnie swoją przyszłość w ojczyźnie. Dorywczo zajmuje się pobudzaniem aktywności politycznej i społecznej w swojej lokalnej społeczności.

To kolejny głos w dyskusji dotyczącej podziału społeczeństwa i prób porozumienia. Czy są możliwe. A może po prostu są konieczne! Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.