Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

26. Festiwal Pol'and'Rock w tym roku z powodu pandemii koronawirusa wyjątkowo odbywa się jedynie online, pod szyldem Najpiękniejszej Domówki Świata, nie na polach Kostrzyna nad Odrą. Potrwa od 30 lipca do 1 sierpnia. Spotkania towarzyszące, m.in. warsztaty online, zaczęły się we wtorek 21 lipca i potrwają do końca festiwalu. Program na Polandrockfestival.pl

Anita Karwowska: Kilka dni przed festiwalem wsiadłeś w samochód i pojechałeś do Kostrzyna nad Odrą. Na przełomie lipca i sierpnia od lat pola Kostrzyna zapełniają tysiące ludzi, w tym roku to miejsce ciche i puste.

Jerzy Owsiak: W Kostrzynie cicho, ale spotkaliśmy trochę ludzi, którzy tak jak my też przyjechali tam pobyć chociaż moment.

Ciągnęło mnie tam. Podróż była nostalgiczna, ale dała mi potężny zastrzyk energii. Z Warszawy do Kostrzyna jedzie się dziś autostradą tylko cztery godziny. Mknęliśmy przez Polskę i rozmawialiśmy głównie o tym, jak przez te ćwierć wieku, kiedy robimy festiwal, zmieniały się Polska i nasza impreza.

Zaczynaliśmy w Czymanowie nad Jeziorem Żarnowieckim, ze sceną zbudowaną z zachlapanych cementem rusztowań i grożącym spięciem oświetleniem, dziś robimy imprezę na najwyższym światowym poziomie, która jest też fenomenem socjologicznym. W świecie, gdzie wszystko jest nastawione na zysk, my robimy wielką profesjonalną imprezę za darmo, a jej uczestnicy bawią się w duchu solidarności.

Zawsze mówiłeś, że festiwalowe dni ładują cię na cały rok. Trudno było ci zaakceptować, że z powodu pandemii tym razem nie spotkasz się z ludźmi w Kostrzynie?

– Tak, to dla mnie trudne. Dlatego pojechałem do Kostrzyna, chciałem poczuć to miejsce chociaż chwilę.

Robimy festiwal online, ale jednak z pewnym, choć niewielkim, udziałem publiczności. Gdybyśmy w ogóle nie mogli wprowadzić ludzi do studia, nie bralibyśmy się do organizacji tego festiwalu, bo chodzi w nim właśnie o spotkanie z drugim człowiekiem.

Jest inaczej niż zwykle, ale zrobiliśmy wszystko, by jak zawsze całość była na najwyższym poziomie – granie wyłącznie na żywo, bez żadnej ściemy. Muzycy dostają scenę z pełnym nagłośnieniem i wspaniałym oświetleniem. Sprzęt na budowę studia przyjechał w 11 tirach. Będzie to internetowy festiwal, jakiego jeszcze świat nie widział.

Czy w przypadku takiej imprezy, ograniczonej z konieczności przez pandemię, trudniej znaleźć sponsorów?

– Gdyby nie to, że mamy partnerów festiwalu od lat, nie byłoby łatwo przekonać kogokolwiek do sfinansowania grania w sieci, ale to właśnie nasi sprawdzeni partnerzy zachęcali nas, byśmy mimo pandemii nie odpuścili i poszukali ciekawej formuły.

Kiedy wzięliśmy się do przygotowań, sam nie byłem pewien, jak to wyjdzie. Zacząłem od kartonowego pudełka. Siedziałem z nożyczkami i projektowałem studio.

Gotowy projekt pokazałem podczas telekonferencji ze sponsorami. Za pomocą tego tekturowego pudełka tłumaczyłem, jak widzę ten festiwal, i wtedy jeszcze niektórzy słuchali z niedowierzaniem, że się uda. Dziś te same osoby nie mają wątpliwości, że było warto w to wejść. Mamy świetny line-up, wyłącznie z polskich kapel i wspaniałych gości na Akademii Sztuk Przepięknych, m.in. Wojtka Manna, Andrzeja Mleczkę czy braci Sekielskich. Tu paradoksalnie pomógł nam koronawirus. Na przykład od trzech lat walczyliśmy o Janusza Gajosa, któremu do tej pory przyjazd do Kostrzyna uniemożliwiały wakacyjne plany. W tym roku był dostępny.

Opowiadałeś mi kiedyś, że z grupą przyjaciół lubiliście urządzać domówki. Tegoroczny festiwal nazwałeś Najpiękniejszą Domówką Świata i do organizowania własnych domówek przy okazji festiwalu zachęcasz innych.

– Kiedy zaczęła się pandemia, chcieliśmy zrobić coś dla dzieci. Wpadliśmy na pomysł codziennych programów internetowych. Spotkały się ze świetnym odbiorem, do dziś zrobiliśmy ponad 130 odcinków, każdy odcinek to dwie godziny programu na żywo. Mamy publiczność z całego świata, ludzie z różnych stref czasowych piszą nam, że są z nami. Tak samo będzie podczas festiwalu: nasza domówka i domówki słuchaczy, którzy nadawanych przez nas koncertów będą słuchać na grillu, w ogródkach, na balkonach.

Przy okazji festiwalu zawsze mówisz młodym ludziom o tym, co dla ciebie jest ważne. Czym w tym roku będziesz chciał się podzielić?

– Zapytałem słuchaczy audycji „Zaraz będzie ciemno”, o czym powinienem powiedzieć na zakończenie festiwalu w manifeście, który zawsze wyśpiewuję do muzyki Piotra Bukartyka.

Tym z niecenzuralnymi słowami, na które w ostatnich latach tak wyczulona stała się policja i kieruje przeciwko tobie sprawy do sądu?

– Kiedyś mówiłem łagodnie, teraz wypowiadam się ostrzej, co nie wszystkim się podoba. Sąd jednak przyznał, że mam prawo do takich wypowiedzi, bo na tym polega wolność artystyczna.

Zabiorę więc głos i w tym roku. Moi słuchacze chcieliby, bym upomniał się o praworządność, przypomniał politykom, by nas nie dzielili, nie odhumanizowywali i nie sięgali po język nienawiści. Ale ktoś napisał mi też, bym przypomniał słowa przysięgi, którą zawsze wygłaszamy na początek festiwalu. Mówimy w niej: „To jest mój kawałek ziemi, który będę szanował i o który będę dbał. To jest mój dom, w którym panuje miłość, tolerancja, braterstwo i przyjaźń. Tak mi dopomóż rock’and’roll”. I myślę, że to najważniejsze, co powinienem powiedzieć: dbajmy o nasz kawałek ziemi, pielęgnujmy tolerancję i przyjaźń.

Program Festiwalu Pol’and’Rock na Polandrockfestival.pl

 Piszcie:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.