Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prof. Małgorzata Omilanowska  miażdży sposób myślenia wiceministra kultury Pawła Lewandowskiego, który z nonszalancją wypowiedział się o zabytkowym moście w Pilchowicach, akceptując tym samym jego wysadzenie na potrzeby amerykańskiego filmu. To mocny i mądry głos w obronie tego zabytku. Dołączmy do niego, walczmy o  wspólne dziedzictwo. Wysyłajcie nam też swoje zdjęcia poniemieckich (ale nie tylko)  zabytków, o które warto dbać. Piszcie: listy@wyborcza.pl

List otwarty w sprawie mostu w Pilchowicach

Zabieram głos w sprawie mostu w Pilchowicach, nie tylko jako polska historyczka sztuki i była ministra kultury i dziedzictwa narodowego, ale także jako członek Grupy Roboczej Polskich i Niemieckich Historyków Sztuki i Konserwatorów, w której pracach uczestniczę od ponad 20 lat. Grupa powstała w 1988 roku z inicjatywy polskich i niemieckich specjalistów budujących porozumienie i współpracę pomiędzy uczonymi reprezentującymi różne narodowości, ale mających wspólny interes badania i ochrony dziedzictwa kulturowego, które określa się mianem Wspólnego Dziedzictwa.

Prof. Małgorzata OmilanowskaProf. Małgorzata Omilanowska BARTOSZ BAŃKA

Szanujmy też schedę innych

Wytyczenie nowych granic Europy po II wojnie światowej nałożyło na Polskę obowiązek opieki i ochrony dziedzictwa, które powstało w domenie innej kultury, ale jest naszą odpowiedzialnością. Most w Pilchowicach to właśnie wspólne dziedzictwo. Rozporządzając nim, trzeba brać pod uwagę nie tylko jego znaczenie dla dziejów kolejnictwa, rolę w krajobrazie dolnośląskim, wartość konstrukcji dla dziejów myśli inżynieryjnej i mostownictwa europejskiego, ale także fakt, że jest własnością i odpowiedzialnością Polski i Polaków, lecz stanowi spuściznę po kulturze, której twórcy o niego dbać już nie mogą. Jeśli domagamy się od naszych sąsiadów ze wschodu, Litwinów, Białorusinów, Łotyszy i Ukraińców poszanowania i opieki dla zabytków, które są dziedzictwem dawnej Rzeczypospolitej, to – niezależnie od okoliczności utraty i odpowiedzialności za nią – szanujmy też schedę niemiecką. To wyznacznik naszej kultury i naszego miejsca w Europie.

Wiceminister Lewandowski zmyśla na potrzeby wywiadu

Tymczasem do prasy przedostały się informacje o planowanej amerykańskiej megaprodukcji filmowej, która przewiduje wysadzenie w powietrze mostu w Pilchowicach. Wprawdzie obiekt jest w ewidencji zabytków, a konserwatorka wojewódzka rozpoczęła procedurę jego wpisu do rejestru, ale wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Paweł Lewandowski udzielił wywiadu, w którym rozwiał wszelkie wątpliwości co do planów amerykańskich producentów filmowych i polskiego ministerstwa.

Pozwolił sobie w imieniu ministerstwa powiedzieć o moście, że to: „Relikt postindustrialny. Stoi zrujnowany, nieużywany, nikt nie cieszy tym oka. To nie ma wartości ani artystycznej, ani naukowej, ani społecznej". W dalszych wywodach wygłosił pogląd, że „nie każda stara rzecz jest zabytkiem. Wyraźnie jest napisane w ustawie, że zabytkiem jest tylko to, co ma wartość społeczną, artystyczną bądź naukową. W sztuce i kulturze ta wartość powstaje tylko wtedy, jeśli jest relacja między obiektem kultury a człowiekiem. Jeśli więc obiekt jest nieużytkowany, niedostępny, to nie ma takiej wartości. Więc to nie jest zabytek".

Uważam te wypowiedzi za skandaliczne, ignorują bowiem nie tylko stan wiedzy na ten temat, ale przede wszystkim polskie prawodawstwo, za które odpowiada resort przez pana Lewandowskiego reprezentowany.

Nigdzie nie ma zacytowanych stwierdzeń, które jakoby zawiera polska ustawa o ochronie zabytków. Pan Lewandowski po prostu na potrzeby wywiadu zmyśla. Dla pana wiceministra nie ma też znaczenia list Prezydenta Światowego Komitetu Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego TICCIH, dr Milesa Oglethorpa wystosowany do polskiego premiera. Mówi o nim lekceważąco: „Ludzie myślą, że jak jakaś organizacja podpisuje się po angielsku, to jest to od razu ważna organizacja. Tak, napisali do nas list. Ktoś im to 'nagrał'". No cóż, żadna organizacja podpisująca się po niemiecku nie odważy się bronić tego dzieła z początku XX wieku inżyniera Ottona Intzego, stanowiącego część inwestycji przemysłowo-turystycznej, jaką był zalew i zapora w Pilchowicach, w tamtych czasach największej konstrukcji tego rodzaju w Europie. Za dużo w ostatnich latach padło złych słów w odniesieniu do naszych zachodnich sąsiadów.

Tak rażącej buty, ignorancji, braku kompetencji i lekceważenia prawa w odniesieniu do zakresu odpowiedzialności reprezentowanego resortu już dawno nie było na polskiej scenie politycznej, niewolnej przecież od uchybień. Dla pana Lewandowskiego powinno to oznaczać koniec kariery urzędniczej i politycznej.

Odpuszczamy to, co zostało na Wschodzie?

Nie ma żadnego uzasadnienia dla wysadzenia mostu w Pilchowicach w powietrze na potrzeby filmu amerykańskiego, a mrzonki o promocji Polski (akcja filmu ma dziać się w Szwajcarii) to jedynie dowód na zaściankowe myślenie i kompleksy. Dopuszczenie do zniszczenia tego mostu będzie kompromitacją światową, na długie lata zmieniającą sens pojęcia „polska szkoła konserwacji”. Jest mi po prostu wstyd.

I przypominam, wspólne dziedzictwo to nie tylko poniemieckie zabytki w Polsce, ale także polska spuścizna na Wschodzie.

Więc zanim pozwolimy na ozdobienie pięknym wybuchem kilkusekundowej sekwencji amerykańskiej megaprodukcji (z powodzeniem do zrobienia wirtualnie), pomyślmy, jak będziemy bronić „naszych” zabytków, gdy okaże się, że kolejny odcinek "Mission Impossible" będzie kręcony kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów na wschód od polskiej granicy, a w powietrze wylecieć ma jakieś dzieło polskiego inżyniera czy architekta.

śródtytuły - od redakcji

Małgorzata Omilanowska  – historyk sztuki, profesor nauk humanistycznych, od 2012 podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a od 2014 do 2015 minister kultury i dziedzictwa narodowego.

To powinien być koniec kariery urzędniczej wiceministra Lewandowskiego. Ale zapewne nie będzie. Może jednak pojawi się jakaś refleksja i most ocaleje. 

Wysyłajcie nam też swoje zdjęcia poniemieckich (ale nie tylko) zabytków, o które warto dbać. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.