Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wielkomiejskie „księstewka” są już na celowniku PiS-u walczącego ze złogami komunistycznymi, ale ta partia sięga chętnie do pomysłów z minionej epoki. Słyszy się coś o powołaniu 49 województw.

Rozczłonkowane samorządy staną się łupem partyjnych czynowników obsadzających na wolnych posadkach swoich i swoje rodziny. Będzie znowu co dzielić.

Sądy już są prawie obsadzone partyjnymi sędziami, a na niepokornych mają odpowiednio obsadzone instytucje w Sądzie Najwyższym.

A media to nie problem, tu się przyciśnie, tam znowu odbierze się dostęp do reklam i powoli jakoś się je wyeliminuje z życia publicznego.

Jeśli chodzi o ewentualne problemy z Unią Europejską, jak widać na co dzień, poza wymianą listów i ostrzeżeniami czy występami polskich europarlamentarzystów w osobach pana Jakiego czy Legutki nic się nie dzieje. Można nawet nie wykonywać wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE, bo na jakieś sankcje nie ma co liczyć. Nim zostaną wprowadzone w życie, będzie już po wygranych przez PiS i koalicjantów nowych wyborach parlamentarnych. A jak ograć opozycję, PiS przetestował ostatnio w głosowaniu na prezydenta i niewątpliwie skorzysta ze swoich doświadczeń.

Opozycja będzie walczyć ze sobą o mizerne procenty, a partia rządząca będzie obejmowała po kolei organizacje pozarządowe i inne środowiska przeciwne obecnej władzy

Artyści, zgilotynowani przez pandemię, zaśpiewają w internecie kolejny protest song. Tak to będzie na lata już posprzątane. Zdaje się, że napisał to słynny Kisiel: „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać”.

I na koniec mojego listu jeszcze jeden cytat ku przestrodze. W kultowym filmie Jacka Bromskiego „U Pana Boga za miedzą” wzburzony lokalny komendant policji ostrzega handlarzy ze Wschodu okradzionych przez polsko-rosyjską bandę. Dotyczyło to byłych obywateli ZSRR, cytuję: „Jak braliście 70 lat w d..., tak dalej będziecie brali, bo jesteście ci, co zawsze biorą”. W dzisiejszych czasach ten cytat nabrał w Polsce swojskiego znaczenia.

Nie życzyłbym Polakom, by musieli znów ożywić powiedzenie z lat 80.: „...ostatni gasi światło”.

I w ten sposób kończę moją działalność epistolarną na łamach Waszej jakże interesującej dla mnie gazety, mając nadzieję, że zawarte w tym liście prognozy się nie spełnią, czego Wam i sobie serdecznie życzę.

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.