Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do napisania tego listu skłoniła mnie częściowo sytuacja osobista, jak również poczucie obowiązku zwrócenia uwagi na pewien paradoks, który zagraża bezpieczeństwu Polaków.

Zacznę od wątku osobistego. Mieszkam w USA w stanie Indiana – najbliższe lotnisko międzynarodowe to O'Hare w Chicago. Miałem w planach podróż do Polski w okresie Świąt Wielkanocnych – z przyczyn oczywistych mój lot został odwołany. Przełożyłem termin podróży na 24 lipca, mając nadzieję (jak wiele osób w marcu), że sytuacja do tego czasu się wyklaruje i wirus znajdzie się pod kontrolą. Niestety, nic takiego nie ma miejsca. W USA mamy w obecnej chwili najwyższy przyrost liczby zakażeń na świecie – dobowa liczba zakażeń sięga 70 tys. – dane ogólnodostępne.

Jednak, jak się okazuje, nie na tyle niepokojące, aby PLL LOT wstrzymał się z decyzją o wznowieniu lotów do Polski na trasie Chicago – Warszawa. Ciekawostką jest, że z przyczyn technicznych status – dotychczas liniowego lotu – został zmieniony na lot czarterowy. Zmiana numeru z LO04 na LO1004.

W przypadku mojej rodziny (4-osobowa grupa) – lot do Polski okazał się niemożliwy z powodu występujących objawów (gorączka i kaszel) u dwóch osób na naszej rezerwacji. O tym fakcie poinformowałem LOT, który w odpowiedzi zaproponował mi zmianę daty podróży lub anulowanie biletów na ogólnych warunkach taryfy, co w przypadku pierwszym oznacza potrącenie 400 dol. za bilet, w przypadku drugim – 200 dol. za każdy bilet. Osobiście czuję, że nie jest to uczciwa oferta, biorąc pod uwagę globalne okoliczności i moją osobistą sytuację. Zamierzam składać reklamację u przewoźnika.

Tyle wątku osobistego.

W sprawie bezpieczeństwa rodaków. Samolot typu Boeing 787 Dreamliner zabiera na pokład od 250 do 300 pasażerów w zależności od konfiguracji siedzeń. Zakładam, że większość z tych pasażerów pochodzi z okolic Chicago, które jest trzecim największym miastem w USA i jednym z najpoważniejszych ognisk COVID-19. Rodacy owi lecą do naszego "wolnego od problemu" kraju i tu się problem zaczyna. Bóg jeden wie, ilu z nich to bezobjawowi nosiciele wirusa i przywlecze go na ubraniach, bagażu, dłoniach... Nie podlegają kwarantannie w kraju (!) Dlaczego? - Ano dlatego, że są obywatelami polskimi (podobnie, jak ja nim jestem i przez cały czas trwania stanu pandemii - przebywałem w Stanach Zjednoczonych).

W moim odczuciu jest to jawne niedopatrzenie ze strony władz sanitarnych w Polsce, albo... patrzenie przez palce - tak, aby nie skrzywdzić naszego rodzimego (narodowego) przewoźnika.

Zgodnie z również ogólnodostępnymi informacjami na stronach ECDC - pasażerowie przybywający z USA do UE powinni odbyć 14-dniową kwarantannę. Jak się okazuje, dotyczy to tylko tych, którzy nie posiadają polskiego paszportu (!), który przecież nadaje wszystkim jego posiadaczom oczywistą odporność przed zakażeniem wirusem. Przepraszam - nie mogłem się powstrzymać od złośliwości.

Fajnie by było, gdyby ktoś się temu przyjrzał i może ostrzegł społeczeństwo, zanim pojawi się pytanie : "Skąd ten kolejny nagły wzrost zachorowań w naszym kraju?"

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.