Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowny panie Prezydencie

Kurz po bitwie już opadł, można spokojnie przyjrzeć się swoim emocjom

W tej oto spokojnej chwili piszę do Pana ten list, w którym oświadczam, że nie jest Pan moim prezydentem, bo grał Pan nieuczciwie. Chciałabym, żeby dotarło do Pana przynajmniej to jedno zdanie: Pan grał nie fair. Nawet gdybym była Pana zwolenniczką, to sposób, w jaki prowadził Pan kampanię wyborczą, tak głęboko sprzeczny z wartościami, do których się Pan odwołuje, Pana kompromituje. Niestety, jak widać, tylko w sporcie rozdających ciosy poniżej pasa się dyskwalifikuje, w polskiej polityce - wynosi do godności wszelkich, z prezydenturą włącznie.

Udaję się zatem, jak za komuny, na emigrację wewnętrzną i żałuję, że na realną jest już za późno. Zapewne Pańscy zwolennicy powiedzieliby na to, że nie jestem godna nazywania siebie Polką, bo partia rządząca i jej zwolennicy zdają się kierować zasadą, że wszelką krytykę należy zakrzyczeć - wszak najlepszą obroną jest atak.

Odwróciłabym pytanie: czy ja mam powód do dumy z tego, że jestem Polką? Jako przedstawicielka tego narodu odczuwam raczej wstyd za to, w jaki sposób partia rządząca reprezentuje nasz kraj na arenie międzynarodowej, jak traktuje mniejszości, własnych obywateli, obcych, jak obniża standardy debaty publicznej, jak przetacza się po tym kraju jak walec, miażdżąc wszystko, co napotka na drodze. Odczuwam wstyd za nasze wybory cofające Polskę do czasów, które moje pokolenie pamięta zbyt dobrze, choć wolałoby o nich raz na zawsze zapomnieć. Chciałabym być dumną obywatelką kraju wielkiego demokracją, kulturą polityczną, szacunkiem dla drugiego człowieka, potęgą gospodarczą, respektem dla przyrody, sprawnymi służbami publicznymi, myśleniem perspektywicznym, uczciwością, szacunkiem dla prawa, troską o obywateli.

Wybór większości i sposób, w jaki do niego doszło, bynajmniej nie napawają dumą ani optymizmem, raczej smutkiem i przygnębieniem, że czekają nas kolejne lata destrukcji i demontażu struktur wolnego państwa, lata niszczenia i deprecjonowania dorobku poprzednich pokoleń, wymiany elit na mierne, ale wierne, ignorowania samorządów, ekspertów, organizacji pozarządowych i obywateli, lata centralizacji, gigantomanii i marnotrawstwa, za które nikt nie będzie odpowiadał.

Większość zadecydowała również za mnie, że wszyscy mamy osuwać się w dyktaturę, zamiast konsekwentnie budować społeczeństwo obywatelskie, w którym władza jest służbą na rzecz tegoż społeczeństwa i jego głosem, a nie okazją do narzucenia mniejszości woli większości oraz do wyrwania dla siebie i swoich popleczników jak największego kawałka przykrótkiej kołderki.

Coraz bliżej nam do Węgier i Turcji. Gdzież tu jest miejsce na dumę narodową?

Na Pańskim miejscu, Panie Prezydencie, czułabym się zażenowana wygraną w takich warunkach. Gra toczyła się nie tylko o być albo nie być, lecz także o mieć twarz albo jej nie mieć. Tę pierwszą walkę Pan wygrał, tę drugą Pan przegrał sromotnie.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.