Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W środę, 22 lipca podczas sejmowej Komisji Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa rozpatrywane były zmiany w ustawie – Prawo łowieckie (druk 49), których celem jest zalegalizowanie zabierania dzieci na polowania. Na szczęście większość głosujących posłów i posłanek Komisji była przeciwna projektowi.

To jeszcze jednak nie koniec ścieżki legislacyjnej, dlatego warto mieć świadomość, o co rzeczywiście toczy się spór wokół tego projektu. Odkąd na początku 2020 r. rozpoczęła się na nowo debata wokół zabierania dzieci na polowania, właśnie za sprawą projektu ustawy legalizującej te czyny, mam nieodparte wrażenie, że zapomniano w niej o tym, co jest najważniejsze: o samych dzieciach! Przez ostatnie miesiące regularnie czytam poematy o prawach myśliwych do wychowywania swoich dzieci zgodnie ze swoimi poglądami. Długie tasiemce. Pamiętam, jak jeden z posłów na Sejm Robert Kwiatkowski napisał 16 kwietnia na facebooku spory wywód (w formie komentarza) nt. właśnie poszanowania myśliwych i ani słowem nie wspomniał o prawach dzieci. W ten sposób uzasadniał fakt, że zagłosował za dalszym procedowaniem tego projektu.

W mojej ocenie koncentrowanie się na prawach myśliwych zamiast na prawach dzieci to zupełne pomieszanie istoty tego, czego dotyczy sprawa. Przerażające, że wciąż część parlamentarzystów i parlamentarzystek tego nie dostrzega i pomija najsłabsze osoby w sprawie (wynik głosowania we wczorajszej Komisji: 15 głosów przeciw projektowi, 10 – za, 3 – wstrzymane). Trzeba stanowczo przypomnieć, że władza rodzicielska to przede wszystkim obowiązki rodziców i ich odpowiedzialność wobec dziecka, a nie prawo do dowolnego zarządzania jego życiem. Zasady jej wykonywania są określone m.in. w Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym - i tu słowo klucz "opieka".

Często słyszałam także, że zakaz zabierania dzieci na polowania narusza prawa konstytucyjne rodziców - myśliwych. To jest interpretacja nie do przyjęcia. Art. 48 ust. 1 Konstytucji stanowi co prawda, że "rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami", ale w dalszej jego części wyznaczone są granice tego prawa, np. poprzez stopień dojrzałości dziecka, jego wolność sumienia oraz przekonania. Władza rodzicielska nie ma zatem charakteru bezwzględnego, zaś państwo powinno reagować tam, gdzie istnieje obawa, że prawa dziecka mogą być naruszane. I tak właśnie jest w przypadku zakazu zabierania dzieci na polowania. Obowiązuje on w Prawie łowieckim od 2018 r. i jest zgodny z ogólnym zakazem uśmiercania zwierząt w obecności bądź przy udziale dzieci (o czym poniżej). Państwo, szanując władzę rodzicielską, ma jednocześnie kierować się poszanowaniem praw dzieci, które powinny być nadrzędną wartością. Dlaczego? Bo dzieci się same nie obronią!

Jednocześnie konstytucyjna ochrona praw rodzicielskich nie jest tożsama z prawem do polowania z dzieckiem. Co więcej, biorąc pod uwagę, że podczas polowań używa się broni, która potrafi zabić kilkusetkilogramowe zwierzę, obecność jakichkolwiek osób postronnych w takich miejscach powinna być całkowicie wykluczona, w szczególności zaś dzieci.

Warto przypomnieć także o obowiązującym od 1997 r. art. 34 ust. 4 pkt. 2 ustawy o ochronie zwierząt, który stanowi wyraźnie, że UŚMIERCANIE ZWIERZĄT KRĘGOWYCH W OBECNOŚCI BĄDŹ PRZY UDZIALE DZIECI JEST ZABRONIONE - JEST PRZESTĘPSTWEM. Ten przepis dotyczy każdego, także rodziców. Zakaz zabierania dzieci na polowania jest logiczną konsekwencją wartości od lat uznanych przez ustawodawcę za priorytetowe - ochrony dzieci przed doświadczeniem, które może być dla ich wstrząsające, zbyt brutalne, bolesne itd. Jeśli nasz ustawodawca zgodziłby się na zabieranie dzieci na polowania przy jednoczesnym zakazie wynikającym z przepisów ustawy o ochronie zwierząt, oznaczałoby to kompletny rozjazd wartości, instytucjonalnego kręgosłupa moralnego, który w procesie tworzenia prawa ma ogromne znaczenie.

Wyobraźmy sobie sześciolatka czy siedmiolatkę, które są zabierane przez tatę (polują w większości mężczyźni) na polowanie. Są tym przerażone, bardzo dużo je to kosztuje emocjonalnie, to dzieci na tyle wrażliwe, że nie są w stanie patrzeć na krew zwierzęcia, słuchać jego odgłosów konania itd. Co więcej - przecież sam udział w polowaniu to stan napięcia w stylu "zaraz coś się wydarzy" - dla wielu dzieci (i zapewne dorosłych czytających ten tekst) może być to nie do zniesienia. Jakie instrumenty ochrony przed tym dramatycznym dla siebie doświadczeniem ma takie dziecko? Przecież ono nie zadzwoni na policję, do Rzecznika Praw Dziecka czy Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Nie zadzwoni, bo ma 6, 7, 8, 10 lat i nie ma pojęcia, na jakich zasadach uzyskać pomoc w obronie swoich praw. Nie ma żadnego narzędzia zewnętrznej ochrony, jest skazane na udział w wydarzeniach, które mogą być dla niego wstrząsające i musi się im poddać (chyba, że rodzic odpuści). Dowiadujemy się o ich trudnych przeżyciach dopiero, gdy stają się dorosłymi ludźmi (to w ogóle symptomatyczne dla osób, które czują się skrzywdzone, że nabierają siły, by mówić o swoich doświadczeniach dopiero w wieku dorosłym). Jednak, gdy najbardziej potrzebowali ochrony jako dzieci - byli pozostawieni sami sobie i ambicjom swoich rodziców - myśliwych. Czy rzeczywiście tego chce Konstytucja? (pytanie retoryczne). Skoro wiemy, że takie dzieci istnieją, znamy ich świadectwa, to obowiązkiem państwa jest je chronić. Zaś jedynym instrumentem ochrony jest ustawowy zakaz zabierania dzieci na polowania, który dziś w Polsce obowiązuje.

Nie jest dla mnie zaś żadnym argumentem powoływanie się na historie przeciwne, tj. "szczęśliwych dzieci" na polowaniach. Nawet, jeśli takie są, to ustawodawca ma stanowić prawo, mając na względzie tych najsłabszych, których trzeba chronić, czyli te dzieci, które doświadczają negatywnych przeżyć, będąc zabierane na polowania. Tym zaś, które marzą o spełnianiu ambicji rodziców, nic się złego nie stanie, jeśli zaczną polować jako dorośli, ukształtowani już ludzie.

W sprawie zakazu zabierania dzieci na polowania CHODZI bowiem O PRAWA DZIECI, nie zaś o prawa myśliwych!

Karolina Kuszlewicz - adwokatka, działaczka społeczna, publicystka zajmująca się ochroną praw zwierząt

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.