Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czyżby kolejny (pośredni) dowód na kiepską intelektualnie i etycznie kondycję większości polskiego społeczeństwa (większości - jak na to wskazują wyniki serii ostatnich naszych wyborów). Oto premier Mateusz Morawiecki po powrocie z Brukseli chwali się, że "w porozumieniu nie ma bezpośredniego połączenia między praworządnością a środkami budżetowymi (UE na walkę z efektami pandemii)".

O ile nie jest to kolejne "chlapnięcie, co ślina na język przyniesie" i niezamierzony strzał w stopę, co się premierowi zdarza od czasu do czasu, to musi być to przemyślane stwierdzenie mające na celu zdobycie kolejnych punktów poparcia PiS-owskiego elektoratu.

Który, jak z tego może wynikać, nie życzy sobie żadnej brukselskiej praworządności, natomiast środków budżetowych z Brukseli - i owszem. Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie!

To jednak nie to samo, co mówił w 2006 roku były premier Waldemar Pawlak, gdy napominał, żeby myśleć o tym, jak "skutecznie wyciskać Brukselkę". Miał na myśli uproszczenie krajowych procedur biurokratycznych utrudniających Polsce korzystanie z dobrodziejstw świeżego jeszcze członkostwa w UE. Nie pamiętam, aby próbował wymigać się od przestrzegania praworządności i jeszcze chwalił się tym otwarcie, będąc pewny poklasku gawiedzi.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.