Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Opublikowaliśmy na Wyborcza.pl list czytelnika (podpisującego się Ryszard - czytelnik) zirytowanego nawoływaniem po stronie demokratycznej do rozumienia motywów wyborców PiS i ich wizji kraju.  Napisał: Jako jeden z pracujących i płacących podatki Polaków mam prawo do respektowania mojej wizji Polski, przecież współfinansuję kraj, jeżeli płacę, to mam prawo czegoś wymagać.

Oto odpowiedź Magdaleny

Tegoroczne wybory były pierwszymi w moim życiu. Miliony Polaków zgromadziły się u urn, by zadecydować między innymi o mojej przyszłości. Nie oszukujmy się, tu chodziło o coś więcej niż wskazanie właściwego reprezentanta naszego kraju - chodziło o wybór modelu państwa, do którego dążyć ma Polska. I naród wybrał.

Wybór Andrzeja Dudy na prezydenta postrzegam nie tyle jako błąd, ile jako czyn absurdalny. Czekają nas kolejne lata rządów miernych, a jednocześnie groteskowych, podczas których nasz kraj będzie coraz bardziej tracił na znaczeniu, a kolejne normy państwa prawa będą łamane.

Tuż po opublikowaniu wyników tych wyborów zamierzałam napisać z goryczą do grupy znajomych, że teraz zostaje nam - ludziom młodym - tylko emigracja.

Coś mnie jednak powstrzymało. Być może myśl o tych, którzy tak uporczywie walczą, aby ocalić resztki naszej demokracji? Może świadomość, że znaczna część społeczeństwa nie poparła Andrzeja Dudy? A może wspomnienie, jakie to było wspaniałe uczucie, gdy rozwieszałam na okolicznych tablicach ogłoszeń tęczowy plakat z napisem "LGBT to ludzie"?

Rozumiem rozczarowanie tych, którzy latami harowali tylko po to, by teraz rząd niszczył wszystko to, co próbowali zbudować.

Mam przecież rodziców w takiej samej sytuacji. Nie chcieli dla mnie takiego startu w dorosłość. A ja nie chciałam, by tak im dziękowano za ich dobro i uczciwość. Mój ból jest taki, jak wasz.

Być może to, że tzw. publiczne media i rządowe instytucje szczuły na wyborców Rafała Trzaskowskiego, odbierając im miano Polaków, może przemawiać za opuszczeniem tego kraju. Być może homofobiczne incydenty i wypowiedzi jasno pokazują, że według partii rządzącej dla otwartości i tolerancji nie ma w tym państwie miejsca.

Ale ja zostaję. Nie dla mnie los emigrantki.

Przez 18 lat żyłam w dobrobycie, na który nie ja zapracowałam. Teraz czas się odwdzięczyć i zawalczyć o nasze podstawowe prawa.

A że zwolennicy PiS-u nie chcą słuchać logicznych argumentów? Spoko. "Zatęczuję" im plakatami całą gminę. Na początek.

Tu w końcu chodzi o mój dom, nie odpuszczę tak łatwo.

Czekamy na kolejne głosy: Piszcie:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.