Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Treść listu podpisanego "Czytelniczka" podniosła mi ciśnienie krwi.

Ja też dwukrotnie głosowałem na Rafała Trzaskowskiego. Mam 63 lata, wyższe wykształcenie techniczne i mieszkam w podłódzkiej wsi. Nie mam już czasu ani ochoty, żeby tłumaczyć cierpliwie, bez wyższości, słuchać i rozmawiać z tą grupą Polaków, którzy głosują na PiS oraz na Andrzeja Dudę.

Zdecydowana większość z nich to ludzie mojego pokolenia. Mieliśmy podobne warunki, aby zdobyć przynajmniej średnie wykształcenie, co więcej, w sytuacji startu na wyższe uczelnie młodzież mająca pochodzenie robotnicze i chłopskie miała preferencje w otrzymaniu indeksu wyższej uczelni.

Mam dość wysłuchiwania wiecznych narzekań

Mam dosyć emerytów wiecznie narzekających na niskie emerytury. Nasz system emerytalny obowiązujący obywateli utrzymujących się z pracy pozarolniczej zakłada, że emeryturę można otrzymywać nie dłużej niż przez 1/3 stażu pracy. Większość obecnych emerytów pobierających świadczenie znacznie przekracza ten okres i jest zwyczajnie dotowana z budżetu państwa. Mam dosyć wiecznie niezadowolonych rolników, którym pracująca poza rolnictwem grupa Polaków dofinansowuje emerytury i składki emerytalno-rentowe. Nie zapominajmy też o dotacjach z Unii dla polskiego rolnictwa. Mam dosyć tych wszystkich roszczeniowych i uprzywilejowanych grup społecznych, jak np. górnicy, tzw. mundurówki i wszelkiej maści cwaniaków i pasożytów społecznych żyjących na koszt ciężko pracujących Polaków.

Mój gniew budzi fakt, że po 30 latach od zmiany systemu wracamy tam, skąd wyruszyliśmy.

Jednym z głównych odpowiedzialnych za obecną sytuację jest Donald Tusk! Zamiast budować warunki gospodarcze, które służyłyby powiększaniu tzw. klasy średniej społeczeństwa, zajmował się budowaniem własnej pozycji w PO, bratał się górnikami i załatwiał ciepłą wodę. To jego polityka pozwoliła na rozwój PiS i rozrost PiS-owskiego elektoratu.

Jako jeden z pracujących i płacących podatki Polaków mam prawo do respektowania mojej wizji Polski, przecież współfinansuję kraj, jeżeli płacę, to mam prawo czegoś wymagać! Tymczasem władzę wybierają ci, którzy czerpią z finansów niewiele do nich wnosząc.

Dla nich liczy się argument finansowy

A zwracając się do "Czytelniczki" - moim zdaniem jedyny argument, który może przekonać zwolenników PiS do zmiany poglądów, to argument finansowy. Upadek gospodarczy państwa i jego bankructwo, tak jak to miało miejsce 30 lat temu. Takie wartości państwa demokratycznego, jak trójpodział władzy, niezawisłe sądy, niezależna politycznie prokuratura, samorządność itp. są dla nich pojęciami nieważnymi, obcymi i niezrozumiałymi.

Podsumowując, nie będę próbował rozmawiać z PiS-owskim ludem, nie mam zamiaru budować z nim społeczeństwa obywatelskiego. Muszę go jedynie znosić.

A gdy nie będę już dłużej mógł tego znieść, wyniosę się z tego kraju (z rozmysłem użyłem tego sformułowania o Polsce) do kraju, gdzie wartości systemu demokratycznego są respektowane. Mam nadzieję, że w perspektywie najbliższych kilku lat będę mógł opuścić ten kraj.

Polska jest podzielona, ale czy należy to ignorować, czy jednak rozmawiać? Piszcie:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.