Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nikt nie poradził sobie ze skutecznym sprostowaniem fake newsa, na którego złożyło się pięć elementów:

  1.  Mocny nagłówek z profesjonalną fotografią.
  2.  Kilka spreparowanych linijek tekstu ze starej książki.
  3.  Pominięcie pozostałych wypowiedzi publicznych na temat.
  4.  Pominięcie wcześniejszych dyskusji o książce, a nawet wzmianki o roku jej wydania.
  5.  Pominięcie opublikowanego dementi.

Poniżej szczegóły.

Element dezinformacji nr 1: Mocny nagłówek z profesjonalną fotografią

Tuż po pierwszej turze wyborów trafiają do mnie z sieci znajomych trzy nagłówki. We wtorek 30 czerwca 2020 - "Prof. Jaczewski: nie każdy seks z dziećmi od 9 roku życia powinien być karany". Tego samego 30 czerwca 2020 - "Prof. Jaczewski: Seks z dziećmi nie powinien być karany". I dzień później, 1 lipca 2020 - "Seksuolodzy forsują pedofilską seksedukację. Oto dlaczego!". Linków nie podaję, żeby ich nie wzmacniać. Licznik pokazuje, że tylko pierwszy z tych tekstów osiągnął przez kilka dni liczbę 100 tysięcy wyświetleń. Niszowemu serwisowi na pewno pomógł Facebook - widziałem, że znajomi znajomych udostępniają sobie link do tego tekstu. Tekst zilustrowany jest profesjonalnie. Redakcja użyła zdjęcia Agencji Gazeta, fotograficznego archiwum "Gazety Wyborczej", ilustrującego 15 lat wcześniej wywiad z Andrzejem Jaczewskim dla "Dużego Formatu".

Element dezinformacji nr 2. Kilka spreparowanych linijek tekstu ze starej książki

Wszystkie trzy nagłówki odnoszą się do zestawienia dwóch krótkich wycinków z wydanej sześć lat wcześniej książki Andrzeja Jaczewskiego. W pierwszym profesor wskazuje najstarszą jego zdaniem grupę rozwojową, którą jest "młodzież od 9 lat do pełnoletniości". W drugim stwierdza, że "kontakty dobrowolne i świadome nie powinny być karane przynajmniej w najstarszej grupie". Pamiętam książkę Andrzeja Jaczewskiego, bo czytałem ją krótko po premierze. I takiego szokującego zestawienia nie zapamiętałem. Zaglądam więc ponownie, rozdział w wersji z numerami stron (112-133) dostępny jest w witrynie wydawnictwa Difin. Tam czytam, że autor na wstępie rozważań wspomina o zachowaniach "w oczywisty sposób przestępczych czy wprost zbrodniczych w stosunku do dzieci" - a wśród takich zachowań wymienia między innymi "uwiedzenia". Jak pisze: "Zachowania te są karalne i nie ma potrzeby ich szczególnie wyodrębniać, gdy dotyczą akurat dzieci. Są to działania, które muszą być eliminowane, bo wiążą się z ludzką krzywdą. Na czynienie krzywdy innym ludziom, nie tylko dzieciom nie może być i nie ma zgody. W tym zakresie penalizacja nie tylko nie powinna ulegać łagodzeniu, ale w rozsądnych granicach być może nawet zaostrzeniu".

Nie jest to rozdział najlepiej napisany, trafiają się błędy językowe - zabrakło wnikliwego oka redaktora. Ale tylko bardzo nieżyczliwy czytelnik może się doszukiwać na tych stronach zachęt do niekarania za kontakty seksualne z dziećmi od 9 roku życia. Dodatkowo Jaczewski bardzo podkreśla potrzebę uzbrajania dzieci w umiejętność zdecydowanej odmowy. Pisze: "Sprawą o zasadniczym znaczeniu jest uczenie dzieci asertywności. Dziecko powinno umieć ostro reagować, gdy dzieje się coś, czego nie chce, czego nie akceptuje. Powinno umieć odpowiedzieć energicznie: »weź pan łapę!« – jeżeli jakikolwiek dorosły dotyka go w niechciane miejsca. Poza zgwałceniem – dzieci, które stają się ofiarami pedofilów, to te, które nie potrafią odmówić, obronić się. Dzieci powinny umieć także bronić się czynnie – napastowana dziewczynka powinna wiedzieć, że może głośno protestować, krzyczeć, w ostateczności kopnąć pedofila w przyrodzenie (jeśli jest nim mężczyzna). To są już przypadki ostateczne, ale przecież realne".

Dla uniknięcia jednostronności warto by uwzględnić choćby stwierdzenie autora, że "sprawą o zasadniczym znaczeniu jest uczenie dzieci asertywności" - jak pisze: "dziecko powinno umieć ostro reagować, gdy dzieje się coś, czego nie chce, czego nie akceptuje". Albo stwierdzenie, że "informacje od dziecka o takiej aktywności wobec niego powinny być traktowane przez rodziców i opiekunów bardzo poważnie". Książka dostarcza materiału do wszechstronnego przedstawienia poglądów jej autora.

Element dezinformacji nr 3. Pominięcie pozostałych wypowiedzi publicznych na temat

Poglądy Jaczewskiego znam z jego bloga i profilu na Facebooku. Łatwo odnajduję nagłówki jego tekstów o pedofilii, wszystkie z lat 2013-14. Oto ich tytuły: (1) "Problemy księży oskarżonych o pedofilię: Kościół ofiarą braku edukacji seksualnej?"; (2) "Zgadzam się z biskupem Michalikiem. Ale tylko w jednym punkcie: najważniejszy jest komfort emocjonalny. Bez edukacji seksualnej i wychowania asertywnego dziecka nie rozwiążemy problemu uwiedzeń pedofilskich. Czy władza wykorzysta atmosferę?"; (3) "Sprawa pedofilii budzi namiętności. Ale to wyraz wytrych, bardzo różne rzeczy tak nazywają. Na ten temat duży wywiad ze mną w »Gazecie Wyborczej«"; (4) "Podpisując »Stop pedofilii«, jesteś za likwidacją edukacji seksualnej. Czy to sprytne oszustwo też skończy się tysiącami podpisów?"; (5) "To edukacja seksualna zapobiega pedofilii! Skąd więc aż ćwierć miliona podpisów pod projektem opartym na nieuctwie?"; (6) "Problem pedofilii [FRAGMENT KSIĄŻKI]"; (7) "W jakim stopniu walka z edukacją seksualną jest inspirowana przez pedofilów?".

W 2013 roku ukazał się też w "Gazecie Wyborczej" dwugłos zatytułowany "Spór ekspertów, jak chronić najmłodszych przed pedofilią".

Jednocześnie opublikowano dwa wywiady, a redakcja przedstawiła swoich rozmówców następująco: "Prof. Andrzej Jaczewski, rocznik 1929, autor wznawianych od ponad 40 lat książek o wychowaniu seksualnym »O chłopcach dla chłopców« i »O dziewczętach dla dziewcząt«. Lekarz pediatra, seksuolog, profesor nauk medycznych i pedagogiki. Wykładał na Uniwersytecie Warszawskim, był przez 17 lat wykładowcą na Uniwersytecie w Kolonii. Obecnie na emeryturze. Prowadzi bloga". "Maria Keller-Hamela, członkini zarządu fundacji Dzieci Niczyje, największej w Polsce organizacji pozarządowej zajmującej się ochroną dzieci przed krzywdzeniem oraz niesieniem pomocy dzieciom - ofiarom przemocy i wykorzystywania seksualnego". Wprowadzenie do tekstu brzmiało tak: "Opinia publiczna zbyt łatwo kwalifikuje jako czyn pedofilski każdy nieco odstający od normy kontakt dorosłego z dzieckiem. Wyklucza się serdeczność, czułość. Skutek: pedagodzy nie mogą pracować - ostrzega uznany pediatra, seksuolog i pedagog prof. Andrzej Jaczewski. - Wyśmiewa się amerykańskie kodeksy postępowań z dziećmi. A to te zasady uniemożliwiają działanie pedofilom - ripostuje Maria Keller-Hamela". Wywiad z prof. Andrzejem Jaczewskim zaczął się pytaniem: "W przygotowywanej pracy »Pół wieku badań i refleksji na temat seksu dzieci i młodzieży« pisze pan o »powszechnej histerii« wokół pedofilii. Naprawdę przesadzamy?". W tak zaczętej rozmowie i w drugim wywiadzie nastąpiła konfrontacja poglądów. Nie podlegało dyskusji, że oboje rozmówcy chcą chronić dzieci i przed pedofilią, i przed efebofilią.

Element dezinformacji nr 4. Pominięcie wcześniejszych dyskusji o książce, a nawet wzmianki o roku jej wydania

Zapowiedziana w wywiadzie książka Andrzeja Jaczewskiego ukazała się w 2014 roku w wydawnictwie Difin pod tytułem "Seksualność dzieci i młodzieży. Pół wieku badań i refleksji". Liczy dziewięć rozdziałów: "(1) Rozwój erotyczny; (2) Dojrzewanie biologiczne; (3) Problemy dojrzewania we współczesnej cywilizacji; (4) Problem pedofilii; (5) Zagadnienia wokół homoseksualizmu; (6) Seksualność osób z niepełnosprawnością; (7) Moje doświadczenia z okresu pojawienia się epidemii HIV/AIDS; (8) Wychowanie seksualne; (9) Dorosła aktywność niedojrzałej młodzieży". W czwartym rozdziale autor nie opowiada się za stosowaniem granicy 9. roku życia w przepisach, a wręcz przeciwnie — w przypadku wątpliwości postuluje nawet indywidualną ocenę auksologiczną (czyli związaną z rozwojem) i starszej młodzieży przez biegłego auksologa. Twierdzi, że właściwym greckim przedrostkiem dla tej kategorii wiekowej jest "efeb-", a nie "ped-", a sprawców nadużyć karać należy z uwzględnieniem dobrze rozpoznanych okoliczności sprawy. Autor pisze, że z przekraczaniem granic kontaktu "trzeba oczywiście walczyć", a sprawców uwiedzeń "prócz zaostrzania kar należy wspierać" terapią. Nie opowiada się więc za legalizowaniem, a co najwyżej za łagodniejszym karaniem w przypadkach, gdyby to wynikało z "nie metryki, a oceny auksologicznej". Częściowa depenalizacja nie jest legalizacją. Rozdział 4 ("Problem pedofilii") autor od razu po premierze książki umieścił na swoim poczytnym blogu prowadzonym w serwisie Radia TOK FM i zaprosił czytelników do dyskusji. Komentarzy było niewiele, wszystkie 26 zostały zarchiwizowane przez Internet Archive i każdy może się z nimi zapoznać. I na tym dyskusja się zamknęła.

Element dezinformacji nr 5. Pominięcie opublikowanego dementi

Profesor oczywiście zdementował na Facebooku przypisywane mu twierdzenia już 48 godzin po publikacji. "W skrócie - napisał - Nigdy nie powiedziałem, że jestem zwolennikiem czy też usprawiedliwiam kontakty seksualne osoby dorosłej z dzieckiem. Stoję na stanowisku, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, są naganne i szkodliwe. Dziecko chronione jest prawnie i wszelkie sytuacje, które powinny być karane w tym kontekście opisane są w Kodeksie Karnym. Popieram te regulacje prawne i Państwo powinno stać na ich straży".

Czy zobaczymy ten cytat w nagłówku albo w tekście pierwotnej dezinformacji? Nie. Została uzupełniona jedynie o następujący element: "Sam profesor odnosi się dziś do tej publikacji w sposób następujący link do fb. Powołuje się na wywiad w »Gazecie Wyborczej«, w którym stwierdza m.in. »Dziewczyna 14-letnia może być absolutnie dojrzałą kobietą. Dlatego kontakty osób dorosłych z 14-latkami wcale nie należą do rzadkości. Czy wszystkie należy karać? Definicje prawne także w Unii Europejskiej są niejednoznaczne«”.

Intencją twórców tej dezinformacji nie jest więc przedstawienie spraw w sposób pełny i wszechstronny.

Co robi w tym dyplomowany twórca, absolwent dwóch najlepszych uniwersytetów w kraju?

Zaciekawiło mnie, kto stworzył nierzetelny i zmanipulowany wyimek z rozdziału Andrzeja Jaczewskiego i kto go nagłośnił bez spojrzenia na całokształt treści profesora publikowanych w tym samym czasie. Biogram twórcy dezinformacji wskazuje, że opublikował ponad tysiąc tekstów, jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, a Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego nadał mu przed laty stopień doktora filozofii. Wzbudziło to mój niepokój i o szkolnictwo dziennikarskie, i o nadawanie stopni naukowych z umiłowania mądrości. Zastanawia, jak doszliśmy do momentu, w którym osoba z dyplomami UW i UJ tworzy takie jak wyżej opisane przedsięwzięcia medialne dla szerokiej publiczności.

Dlaczego teraz?

A dlaczego dyskusja właśnie teraz wróciła, w mało wyszukanej formie, z krótkimi urwanymi cytatami, niedokładnymi i zestawionymi w sposób nierzetelny? I z tytułem, który jest nieprawdą? Odpowiedź jest na wstępie. W tej kampanii wyborczej dużo mówi się o życiu seksualnym. Są wątki związane z mniejszościami seksualnymi, z dyskryminacją i niedyskryminacją, jest też wątek ułaskawienia pedofila. To wszystko dzieli Polaków. Dezinformacja sprzyja dalszej polaryzacji.

Dlaczego bez mocnej reakcji?

Na koniec zwróćmy uwagę, że nie mamy mechanizmów szybkiego prostowania takich dezinformacji. Sprawą książki Andrzeja Jaczewskiego grano już przed rokiem, w trakcie kampanii przed wyborami do Parlamentu.

Żaden znany mi serwis fact-checkingowy nie podjął tematu, którym żyje ponad sto tysięcy Polaków - a kto wie, czy nie milion. Jak byśmy nie rozumieli, że obecność dezinformacji w przestrzeni publicznej może się przyczyniać do naszych nieracjonalnych decyzji politycznych.

Co dalej?

To jest czas na poważną rozmowę o sprawnościach informacyjnych Polaków.

Piotr Toczyski - psycholog z europejskim certyfikatem EFPA EuroPsy, prowadzi własną praktykę i szkolenia dla firm. Kieruje socjologią komunikacji, mediów i internetu w APS im. Marii Grzegorzewskiej, dr socjologii

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.