Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wydaje się, że w tych wyborach w Polsce stawka była dużo większa niż urząd prezydenta. Strona rządowa twierdziła, że wyborcy opowiedzą się za albo przeciw utrzymaniu wszelkich programów socjalnych, przeprowadzeniu wielkich i lokalnych inwestycji oraz sprawiedliwym, symetrycznym rozwojem kraju. Dużo jednak wskazuje, że prawdziwą stawką wyborów było coś innego, dużo ważniejszego. Były to wolne media w Polsce.

W kampanii wyborów prezydenckich PiS zaatakował media  

Tzw. ich repolonizacja to temat, o którym w kręgach rządowych słyszymy od pięciu lat. Argumentem za jej wprowadzeniem ma być fakt, że większość wydawanych w naszym kraju gazet ma zagranicznych właścicieli, przez co są one „polskie” tylko z nazwy. Mówił zresztą o tym przed wyborami Andrzej Duda, pytając, akurat w kontekście telewizji, czyje interesy reprezentuje pewna zagraniczna stacja. Użył przy tym twardszych słów, mówiąc o dyktacie prywatnych telewizji, na który on nie może pozwolić. W powyborczych poniedziałkowych „Wiadomościach” TVP mogliśmy zobaczyć coś bardzo, na pozór, dziwnego. W swoim materiale Maciej Sawicki uderzył w Kancelarię Premiera RP. Słowo uderzył jest oczywiście zbyt brutalne, ale wskazał, że pomimo iż rząd polski wykupuje reklamy w tygodniku „Polityka” i dzienniku „Fakt”, to gazety te na swoich łamach notorycznie go krytykują. Nie będę się rozwodził nad absurdalnością tego przekazu. Materiał ten nie mógł być przypadkowy.

Zaczyna się bowiem urabianie społeczeństwa i przygotowywanie gruntu pod uzależnienie od rządu jeśli nie całych, to zdecydowanej większości mediów w kraju. Cel przy tym jest jeden – umożliwienie Prawu i Sprawiedliwości spokojnego, niezagrożonego zwycięstwa w wyborach parlamentarnych w 2023 r. Stworzenie systemu, w którym demokracja na pozór bardzo dobrze działa (wszak przeprowadzane są wolne wybory), ale media zamiast spełniać swoją rolę, tzn. patrzeć władzy na ręce, stają się jej tubą propagandową. Obecnie mamy z tym do czynienia w publicznej telewizji i radiu oraz prorządowych gazetach i portalach internetowych.

Obóz władzy chce ograniczyć rolę mediów nie tylko w kampanii wyborczej

Bo chyba nikt, kto chociaż trochę śledzi to, co się tam dzieje, nie ma wątpliwości, że media te nigdy nie upublicznią żadnych afer i nieprawidłowości w działaniach rządu. W swoim przekazie wskazują za to, że podczas rządów Platformy Obywatelskiej wszystkie ówczesne media działały na jej rzecz i jako takie były skrajnie upolitycznione. Jako przykład podają śpiewanie w programie Tomasza Lisa w TVP Donaldowi Tuskowi „sto lat” oraz użycie przez PO służb w celu wejścia do redakcji „Wprost” po ujawnieniu taśm z podsłuchami rozmów ludzi ówczesnego rządu w znanej warszawskiej restauracji. Ostatnia rzecz oczywiście jest haniebna, i spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem chyba wszystkich redakcji w Polsce (chociażby Monika Olejnik w swoim programie bez pardonu zaatakowała za to Donalda Tuska).

Jednak narracja ta jest zupełnie fałszywa. Czy bowiem, jeśli wierzyć przekazowi PiS, gdyby ówczesne media były aż tak bardzo upolitycznione, wyszłyby na jaw chociażby wspomniane wyżej tzw taśmy prawdy? Przecież one w największym stopniu doprowadziły do upadku rządu. Media wywlekały na światło dzienne nieprawidłowości rządu oraz pozostałych partii politycznych. Bo tak powinny one działać – być swoistym strażnikiem przejrzystości życia publicznego – i konieczne jest, by były niezależne. Jest to rzecz w demokratycznym państwie prawa podstawowa.

PiS nie uznaje jakiejkolwiek niezależności 

Rząd PiS tymczasem, bardzo wiele na to wskazuje, zaproponuje nam model zgoła odmienny. Warto dodać, że najprawdopodobniej zrobi to przy dużym – dzięki TVP – wsparciu społecznym. Kto się na to nie zgodzi, zostanie uznany za zagranicznego, najczęściej zapewne niemieckiego agenta, wspierającego obce interesy. W oblężonej twierdzy potrzebni są bowiem wrogowie. Demokracja będzie działała, ale na pozór. W takim systemie opozycja właściwie nie będzie miała szans na przejęcie władzy. Oto prawdziwy cel „repolonizacji”.

Prawo i Sprawiedliwość od początku rządów poprzez swoje działania daje dowody na to, że nie uznaje niezależności jakichkolwiek instytucji publicznych. Zamiast odpolityczniać, wszystko upolitycznia. Po Trybunale Konstytucyjnym i sądach przychodzi czas na media. Pozostaje pytanie: gdzie będzie meta?
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.