Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na wasze powyborcze refleksje. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Obietnica 24. emerytury nieaktualna dzień po wyborach. Niech mnie ktoś oświeci, bo nie rozumiem, jak to działa.

Pokolenie, które tłumnie poszło głosować na prezydenta Dudę (wyłączając chlubne wyjątki), przeżyło już PRL-owską propagandę sukcesu i nowomowę. To wszystko już było: "aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej", "cud gospodarczy", "dynamiczny rozwój", "budowanie drugiej Polski", "pomożecie - pomożemy". Przebieg i finał tamtego "wstawania z kolan" są temu pokoleniu znane.

Jak więc to możliwe, że tak wielu ludzi znów "wchodzi do tej samej wody" bez wahania i pozwala sobą tak samo manipulować?

Przed wyborami prognozy dotyczące wysokości emerytur były znane. W trakcie kampanii prezydent Duda składał - jak można by mniemać - obietnice wyborcze, które już dzień po wyborach okazały się jedynie pobożnymi życzeniami, a z tych trudno prezydenta rozliczać, bo niby jak rozliczać z dobrych chęci?

Przecież chciał dobrze, nie udało się, więc mówi się trudno i żyje się dalej. Najważniejszy cel został osiągnięty, po trupach to po trupach, ale jednak, teraz otrzepujemy się i idziemy dalej jak gdyby nigdy nic.

To była kolejna lekcja robienia masy ludzi w bambuko, lekcja instrumentalnego traktowania, wykorzystywania i wykręcania się od odpowiedzialności.

Tymczasem PiS będzie nadal przeczołgiwał nas wszystkich, bo za późno przejrzycie na oczy i dojrzejecie do odpowiedzi włókniarek. Czemu tak szybko zapomnieliście lekcję historii? Bo ktoś Wam rzucił obietnicę bez pokrycia i wmówił, że się z Wami liczy (do wyborów)?

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.