Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Anita Karwowska: Jak po wyborach?

Marta Lempart, działaczka opozycyjna, Ogólnopolski Strajk Kobiet: Jestem zmęczona i zła. Nie ma co udawać, że jest inaczej. Przyzwyczajam się do strachu, który towarzyszył mi w kampanii z powodu szczucia Andrzeja Dudy na osoby LGBT i wszystkie stojące na drodze PiS. Będzie teraz stałym elementem mojego życia, tak jak elementem życia zaszczutych przez nowego prezydenta ludzi będzie upokorzenie i przemoc w skali, jakiej dotąd nie znaliśmy. Wszystkie hamulce teraz puszczą.

Jestem też wściekła na zachowanie przegranych kandydatów w I turze. Stawką tego głosowania była Polska. Podstawowe wolności i prawa człowieka w kraju, którego władza praw i wolności obywatelskich z całego serca nienawidzi. A tu okazuje się, że dla przegranych w pierwszej turze walka o Polskę skończyła się 28 czerwca.

Proszę sobie więc odpowiedzieć, czy kandydaci – dezerterzy i ich sztabowcy – faktycznie walczyli o nasz kraj czy o żyrandol w Pałacu? Efektem ich politycznej kalkulacji i zwykłego lenistwa jest m.in. to, że 240 tys. wyborców Hołowni nie poszło zagłosować, 140 tys. tych, którzy w pierwszej turze oddali głos na Kosiniaka-Kamysza także.

Nie jestem wyborczynią Platformy, ale ostatnie dwa tygodnie wypruwałam sobie żyły w akcji Strajku Kobiet “Nasze głosy” na rzecz obsadzenia wszystkich komisji w Polsce mężami zaufania i obserwatorami. Tysiące, dziesiątki tysięcy osób zarywało noce, klęło i płakało ze zmęczenia.

A przegrani “demokraci” i ich sztabowcy mieli wolne, nie zniżyli się do dołączenia do nas w akcjach w internecie czy roznoszenia ulotek. Odnaleźli się w poniedziałek w mediach, rozpoczynając cyniczny wyścig o podział politycznego tortu. Na trumnie polskiej demokracji. To hańba i nie wolno im tego darować. Wystawili nas, obywateli.

Bardzo wiele osób zapowiada, że złoży protest wyborczy. Czy obserwacje mężów zaufania komitetu Rafała Trzaskowskiego potwierdzają, że dochodziło do nieprawidłowości? I na jaką skalę?

- PiS zrobił wszystko, co mógł, i wszędzie, gdzie mógł, żeby pozbawić opozycję głosów, m.in. przez odrzucanie części kart wyborczych jako nieważnych, brak pieczątek na kartach - jeśli ktoś tego nie zauważył i wrzucił głos, był on nieważny.

Były komisje, w których głosy liczono nie wspólnie przez całą komisję, ale w podgrupach, a to stwarza możliwość łatwej manipulacji przy liczeniu. W takich sytuacjach interweniowali i mężowie zaufania, i obserwatorzy, ich obecność była więc niezbędna. Gdyby nie oni, naruszeń byłoby jeszcze więcej.

Dostaliśmy bardzo wiele sygnałów z zagranicy od wyborców, którym uniemożliwiono głosowanie, bo na czas nie przyszedł pakiet wyborczy, brakowało w nim karty albo nie mogli dostarczyć swojego głosu.

- Nawet wśród osób, które z ramienia Strajku Kobiet były zaangażowane w monitorowanie wyborów za granicą, kilkanaście nie dostało swoich kart.

W Kanadzie aż 30 proc. zarejestrowanych wyborców nie otrzymało pakietów wyborczych lub nie otrzymali ich na czas.

Bezskutecznie wydzwaniali i pisali do ambasady, tak jak tysiące zdesperowanych Polonusów i Polonusek. Polskie placówki dyplomatyczne nie odpowiadały na próby kontaktu albo olewały sprawę, np. w reakcji na informację o braku pieczątki na karcie stwierdzano, że no cóż, głos będzie nieważny.

Do tego problemy z oddaniem ważnego głosu przez Polonię, te kłamstwa polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które deklarowało, że robi wszystko zgodnie z zaleceniami kraju-gospodarza. I mówiło np., że w Irlandii rząd zgodził się jedynie na wybory korespondencyjne bez możliwości osobistego zwracania przesyłek wyborczych do ambasady.

Okazało się to nieprawdą.

Podobnie jak fakt, że w Chile nie utworzono obwodu do głosowania, bo rzekomo tamtejszy rząd się nie zgodził. To kłamstwo, rząd chilijski zgodził się na głosowanie korespondencyjne. Polonia z Chile, pozbawiona możliwości zagłosowania, jest teraz też pozbawiona prawa do protestu wyborczego. Nie może go złożyć, bo nie ma jej w żadnym spisie!

Po tym, jak przedstawiciele MSZ zachowywali się na posiedzeniu komisji senackiej przed drugą turą, jak podkreślali, że nie mają sobie absolutnie nic do zarzucenia, jestem absolutnie przekonana o ich złej woli.

Do czwartku jest czas na składanie protestów wyborczych. Wyborcom pomagają w tym organizacje pozarządowe, prawnicy z Wolnych Sądów. Wiele osób chce protestować, inni mówią, że to i tak niczego nie zmieni.

- Trzeba walczyć do ostatniego tchu, by bronić naszych praw, niezależnie do tego, czy mamy przekonanie, że protesty wyborcze cokolwiek zmienią. Gdybyśmy to odpuścili, możemy w ogóle odpuścić i nie reagować na zło.

Przegrana w niedzielę odebrała części Polaków resztki nadziei na demokrację. Jaki pani ma plan działania? I co można powiedzieć tym, którzy teraz zwątpili?

- Po raz kolejny okazało się, że to my, obywatelki i obywatele, jesteśmy największą siłą. I to my staniemy przeciw tej opresyjnej machinie, będziemy robić wszystko, co trzeba, jak przez ostatnie dwa tygodnie.

Będzie coraz gorzej, bo PiS będzie szedł po nas jak walec, a opozycja parlamentarna będzie zajmować się sobą, m.in. gremialnym atakowaniem Platformy Obywatelskiej. Ale z tej powyborczej żałoby to my, obywatele i obywatelki, podniesiemy się jako pierwsi i zorganizujemy, kiedy będzie trzeba. Jak zwykle. I znów będzie działo się to, co na wrocławskim Rynku, gdy kandydat Duda przyjechał organizować swoje nielegalne zgromadzenie.

Czego spodziewa się pani w najbliższych latach w Polsce?

- Wisi nad nami całkowity zakaz aborcji, antykoncepcji, edukacji seksualnej; likwidacja pozorów świeckości państwa, legalizacja przemocy domowej i karalność nieheteronormatywności na wzór rosyjski, skasowanie jedna po drugiej wszystkich wolności i praw człowieka, upokarzanie, nękanie, prześladowanie, bicie, więzienie, śmierć.

Groziło nam to w zeszłym tygodniu i grozi nam to nadal. Na opozycji parlamentarnej będzie szarpanina jak w „Dniu świra” o flagę „najmojszą” na opozycji. A w cieniu tej szarpaniny – my, obywatelki i obywatele, w nierównej walce z PiS, z Ordo Iuris, z Konfederacją. To nam grozi. Idzie prawdziwa wojna.

***

Wolne Sądy

Prawnicy Wolnych Sądów we wtorek, środę i czwartek (14,15, 16 lipca) udzielają informacji osobom, które chcą złożyć protest wyborczy. Czekają pod nr tel. 123 12 07 00 w godz. 10-18.

Wybory prezydenckie 2020. Wolne Sądy prowadzą infolinię w sprawie protestów wyborczychWybory prezydenckie 2020. Wolne Sądy prowadzą infolinię w sprawie protestów wyborczych Wolne Sądy

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.