Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Już wiemy, że Andrzej Duda będzie prezydentem Polski przez kolejne pięć lat. Część z nas oczywiście się cieszy, ale wielu zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, że kandydat PiS-owskiego obozu władzy uwikłanego w serię kompromitujących skandali i nadużyć zdołał pokonać kandydata opozycji? Na pogłębione analizy przyjdzie pora, ale już teraz można wskazać na kilka ważnych okoliczności.

Rząd i media publiczne murem za Dudą. Czy 49 proc. to nie cud?

Po pierwsze, trzeba sobie uświadomić, że za urzędującym prezydentem stało praktycznie całe PiS-owskiej państwo - media publiczne, w tym zwłaszcza TVPiS, ogromne zasoby finansowe i organizacyjne, w tym środki kontrolowanych przez PiS spółek skarbu państwa. W kampanię Dudy zaangażował się cały rząd z premierem Morawieckim na czele. To, że w tych warunkach Duda ledwo wygrał, pokazuje wewnętrzną słabość obozu zjednoczonej prawicy. I to, że Trzaskowski - po krótkiej kampanii- zdobył prawie 49 proc. głosów, jest jednak nie lada wyczynem.

Hierarchowie kościelni agitowali za Dudą

Po drugie, całkiem jawnego poparcia Dudzie udzieliła ogromna większość hierarchii kościelnej, często bez żenady uczestnicząc w agitacji wyborczej. Nigdy wcześniej polski Kościół nie zaangażował się tak jednoznacznie w poparcie jednej opcji politycznej. Włączenie się w tak doczesne, a nawet przyziemne sprawy bieżącej polityki to ogromny błąd i osłabienie moralnego autorytetu Kościoła instytucjonalnego.

Systematyczne szkalowano i zohydzano kontrkandydata "wątkiem niemieckim"

Po trzecie, wygrana Dudy jest w dużym stopniu wynikiem skandalicznej manipulacji i wyjątkowo kłamliwej

propagandy. Wyborcom PiS przedstawiono całkowicie zafałszowany obraz rzeczywistości, wmawiając im urojone zagrożenia, jakie jakoby niosło potencjalne zwycięstwo Trzaskowskiego. Nie tylko starano się wystraszyć elektorat takimi kwestiami jak LGBT, gender, seksualizacja dzieci, których Trzaskowski w ogóle nie podejmował, ale i systematyczne szkalowano i zohydzano kontrkandydata. Ważną składową kampanii PiS były: wątek antyniemiecki - tradycyjnie uruchamiany w wyborach od czasów „dziadka w Wehrmachcie”, a także wątek antyżydowski (jakoby zwrot mienia), i wątek o wyprzedaży majątku narodowego (oczywiście Niemcom). Odgrzewano też hasło postkomuny, co wydaje się dość komiczne po 31 latach od odzyskania wolności, ale dla niektórych okazało się nadal atrakcyjne.

Częścią tej propagandowej ofensywy był oczywiście fikcyjny obraz liberalno-lewackiej Europy czyhającej jakoby na polską niepodległość i tradycję.

Tymi zastępczymi tematami PiS kolejny raz udało się przykryć sprawy o niebo ważniejsze, ale niewygodne dla PiS, takie jak rosnące bezrobocie, zapaść w służbie zdrowia, chaos w oświacie, stagnacja inwestycji, rosnąca dziura w budżecie, wreszcie korupcja, nepotyzm i skrajna nieudolność PiS-owskich ministrów i urzędników (Szumowski, Sasin, Macierewicz).

Ten fałszywy obraz rzeczywistości, obraz Polski otoczonej przez wrogów i zagrożonej od wewnątrz przez zdrajców, złodziei i spiskowców, udało się narzucić znacznej części wyborców, głównie tym czerpiącym swoją wiedzę o świecie z TVP i Radia Maryja. Wydawało się im, że walczą o dobro Polski, a tymczasem uczestniczyli bezwiednie w dość perfidnej inscenizacji zaaranżowanej przez Jarosława Kaczyńskiego i Jacka Kurskiego (tego od „ciemny lud to kupi”).

Wreszcie po czwarte, myślę że w II turze nie byliśmy zjednoczeni po stronie opozycji. Hamletowskie rozterki Hołowni czy Biedronia pomogły ostatecznie Dudzie, bo skutecznie zdemobilizowały część wyborców. Tymczasem walka w istocie toczyła się nie o to, czy wygra Trzaskowski, tylko czy wygra wolność.

Co dalej? Czeka nas stopniowy upadek państwa.

Wzmogą się ataki na nieliczne już niezależne instytucje - samorządy, media prywatne, sądy. Polityka rządu PiS będzie zmierzać do zamknięcia Polski w skansenie, będzie nas cofać cywilizacyjnie będziemy tracić znaczenie i wpływy, utracimy też sporą część pieniędzy europejskich. Zmiana na stanowisku prezydenta USA ujawni w pełni słabość pozycji międzynarodowej Polski, a konflikty z Brukselą, Berlinem i Paryżem pogłębią naszą izolację. Nasze dzieci będą uczyć się w coraz gorszych szkołach, będziemy czekać w coraz dłuższych kolejkach do lekarzy, będziemy oddychać zatrutym powietrzem, a w sądach będzie coraz trudniej o prawo i sprawiedliwość.

Przesadzam? No mam nadzieję. Bo nadal liczę, że na to nie pozwolimy. Od dziś budujemy ruch sprzeciwu wobec państwa PiS.

Wpis pochodzi z FB prof. Dariusza Rosatiego. Publikujemy go za jego zgodą.

Czekamy na Wasze opinie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.