Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

PAD przeprasza za słowa, ale ich nie żałuje – a więc po co przeprasza, skoro nie żałuje? Czy takie przeprosiny mają jakąkolwiek wartość? To czysta formalność, bez  znaczenia. To przeprosiny na odczepnego – przeproszę cię, bo tego chcesz, ale osobiście uważam, że nie mam za co. Czy taka postawa satysfakcjonuje którąś ze stron? Jak dla mnie to jest policzek dla tych, którzy poczuli się dotknięci.

Powinno się przepraszać za swoje zachowanie, a nie za to, że ktoś poczuł się dotknięty. Ponadto przeprasza się wtedy, gdy się uważa, że się postąpiło źle, a skoro się uważa, że się postąpiło właściwie, to przeprosiny jako bezprzedmiotowe nie mają żadnego sensu, nawet jako pusty gest. Skoro PAD deklaruje tak mocny związek z jedynie słusznym Kościołem, to powinien wiedzieć, że warunkiem uzyskania rozgrzeszenia jest szczery żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy. A więc, Panie Prezydencie, rozgrzeszenia raczej nie będzie.

A Wy jak sądzicie? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.